Strona główna » Czysta magia – Spodek odleciał! W kosmos wysłał go Jordan, na którego czekała polska koszykówka

Czysta magia – Spodek odleciał! W kosmos wysłał go Jordan, na którego czekała polska koszykówka

0 komentarzy
Jordan Loyd jest genialny, a koszykówka w katowickim Spodku zjawiskowa! Naturalizowany Amerykanin zdobył w sobotę 27 punktów, w tym te dwa najważniejsze w końcówce, decydując o drugim kolejnym zwycięstwie Biało-Czerwonych w EuroBaskecie 2025. Pokonaliśmy Izrael 66:64, udowadniając po raz kolejny, że mamy naprawdę silny zespół z charakterem.

– Tym meczem zostałeś jednym z nas – mówił do Jordana Loyda w szatni zespołu Igor Milicić po tym, jak Amerykanin z polskim paszportem w pierwszym meczu ze Słowenią zdobył dla nas 32 punkty, pomagając pokonać zespół Luki Donicicia.

Nie wiemy jakich słów podziękowania użył nasz selekcjoner chwilę po meczu z Izraelem, lecz nie zdziwilibyśmy się szczególnie mocno, gdyby padło hasła o perspektywie rychłego odznaczenia państwowego.

Prawda jest taka, że bez Loyda byśmy tego meczu po prostu nie wygrali.

Amerykanin zdobył cztery ostatnie punkty dla naszego zespołu, w tym dwa decydujące o wygranej, dobijając własny niecelny rzut 13 sekund przed końcem. Świetnie grał jednak od samego początku. Zdobył 25 punktów, trafił 5 z 8 rzutów za 3, a po meczu utonął w objęciach kolegów i sztabu szkoleniowego.

Końcówka meczu była elektryzująca, 10 tysięcy widzów obserwowało ją na stojąco. Atmosfera momentami gęstniała tak, że w powietrzu można byłoby coś powiesić. Goście nie poddali się mimo kłopotów w pierwszej, przegranej 26:37 połowie. Po przerwie rzucili się do ataku. W drugiej połowie trzeciej kwarty dość zdecydowanie – odpowiadając pięknym za nadobne i na naszą fizyczną ofensywę –przejęli inicjatywę.

Prowadzili jeszcze 64:62 minutę przed końcem.

Ale wówczas do akcji wkroczył on. Jordan. Jordan Loyd. Najpierw wyrównał stan meczu, a w kolejnej akcji przesądził jego losy.

W naszym zespole oprócz Loyda świetnie – jak zwykle – zagrał także Mateusz Ponitka, który do 16 punktów dołożył 11 zbiórek. Zwycięstwa nie byłoby także bez odzyskującego chyba powoli swój rytm także po atakowanej stronie boiska Michała Sokołowskiego. To właśnie on w ostatniej akcji meczu nie pozwolił zdobyć punktów rywalom, stopując akcję wschodzącej gwiazdy NBA Deniego Avdiji (do 23 punktów Izraelczyk dodał 9 zbiórek i 5 asyst).

Po zakończeniu meczu zachwyceni kibice dłuższy czas zostali na swoich miejscach, by celebrować magiczny moment. Jeśli Polacy kiedykolwiek mają pokochać naszą kadrę koszykarzy, to właśnie znaleźliśmy się w tym momencie. Kadra z takim Jordanem w składzie to jest i sportowy, i marketingowy skarb.

Nasi koszykarze podobnie jak po meczu ze Słowenią rozdali po meczu niemało autografów, ale starali się też nieco szybciej wrócić do szatni. Nic dziwnego – czasu na odpoczynek i rozpamiętywanie okoliczności tego sukcesu nie ma zbyt wiele. Już w niedzielę o godz. 20.30 mecz z Islandią.

Po tych dwóch magicznych zwycięstwach w Spodku ciężko wyobrazić sobie, by to właśnie w starciu z nami wyspiarze mogli zanotować swoje historyczne, pierwszy zwycięstwo w mistrzostwach Europy, ale Biało-Czerwoni muszą zachować czujność.

Przecież Jordan Loyd nie będzie trak trafiał przez cały turniej, prawda? Po dwóch meczach ma na koncie 59 punktów i fenomenalną skuteczność w rzutach z dystansu – 12/16! 75 procent. Póki co – poważny kandydat do (nieprzyznawanej) nagrody dla MVP fazy grupowej EuroBasketu.