Strona główna » Andrzej Mazurczak: Chcieliśmy w Sosnowcu ustrzelić hat-tricka. Teraz celem pozostaje dublet!
PLK

Andrzej Mazurczak: Chcieliśmy w Sosnowcu ustrzelić hat-tricka. Teraz celem pozostaje dublet!

0 komentarzy
– Żyjemy tu i teraz, gramy dobrze, nie patrzymy w przyszłość. Najważniejszy mecz jest w niedzielę. Wiemy, jaka jest klątwa zdobywcy Pucharu Polski, ale i tak chcemy to trofeum zdobyć. Co będzie dalej, w tym momencie nas nie zajmuje – zapewnia przed niedzielnym finałem Pekao S.A. Pucharu Polski lider Orlen Zastalu Zielona Góra Andrzej Mazurczak.

Gracie w Sosnowcu bez kilku kontuzjowanych zawodników – Kuby Szumerta i Filipa Matczaka, a od piątku także bez Sagaby Konate. Jak bardzo to wpływa na wasza grę i przeszkadza, szczególnie w tak intensywnym turnieju?

Oczywiście, że nam ich brakuje, ale inni gracze też pokazują świetny charakter – tacy, jak choćby Miłosz Majewski! Młody w piątek wszedł do gry i rzucił pięć punktów. Dzień później także Marcin Woroniecki był gotowy. Musimy wspierać się. Każdy, kto tylko może wejść na parkiet.

To nie jest łatwy turniej. Nie tylko dla nas, ale dla wszystkich. Jak już się te kontuzje zdarzają także w naszym zespole, to musimy się po prostu jak najmocniej wspierać. Także mentalnie.

W takiej sytuacji bardziej się skupiacie na swojej grze, czy jednak przygotowujecie z dnia na dzień na kolejnego przeciwnika, analizując jego grę?

Na pewno przygotowujemy się na każdy mecz analizując grę przeciwnika, ale siłą rzeczy ten czas jest bardzo krótki. Nie ma nawet 24 godzin, więc możemy dopracować tylko małe detale. Graliśmy z tymi rywalami już wcześniej, nie tylko że Śląskiem. Ostatecznie w takim turnieju skupiamy się głównie na sobie. Robimy wszystko, by grać naszą koszykówkę, szukać swoich przewag i prezentować fajną koszykówkę.

Niedzielny finał będzie waszych trzecim meczem w trakcie trzech dni. Są wśród was koszykarze, którzy grają pierwszy raz w karierze taką dawkę meczów?

Tak, na pewno! Sam nie pamiętam, kiedy ostatnio miałem taką serię meczów. Na pewno w liceum, ale to było dawno temu. To fajna rzecz, taka jest specyfika turnieju – przemęczyć się przez trzy dni. Nie jest to łatwe, ale ten kto lepiej złapie wiatr w żagle, zostaje do niedzieli i wygrywa. Cieszymy się, że mamy na to szansę.

Lubicie taką intensywną dawkę wysiłku jako zawodnicy czy jednak wolelibyście mieć dodatkowe dni przerwy?

Jest super, to wyjątkowy turniej. Rzadko zdarza się, że grasz trzy mecze pod rząd, ale jesteśmy zadowoleni. Oczywiście najważniejsze jest zdrowie, fajnie by było, gdyby chwile na regenerację były dłuższe, ale taki jest to turniej. Nie jest łatwo go wygrać, ale zrobimy wszystko, by w niedzielę tego dokonać zrobić.

Co masz do przekazania kibicom z Zielonej Góry? W sobotę było ich na trybunach w Sosnowcu niemało.

Czuliśmy ich wsparcie, bardzo dziękujemy za doping. Nie tylko dzisiaj, także w piątek. Ba, przez cały sezon! Nasi fani tworzą niesamowitą atmosferę. Zapraszam wszystkich z Zielonej Góry, by przyjechali w niedzielę do Sosnowca. Potrzebujemy waszej pomocy, by razem przywieźć ten puchar.

Żyjemy tu i teraz, nie patrzymy w przyszłość. Najważniejszy mecz jest w niedzielę. Wiemy, jaka jest klątwa zdobywcy Pucharu Polski, ale i tak chcemy to trofeum zdobyć. Co będzie dalej, w tym momencie nas nie zajmuje.

Masz jakieś przemyślenia na temat gry Trefla? Oglądałeś jego mecze w Sosnowcu?

Znamy tego rywala. Graliśmy z nim niedawno…

To przeciwnik, który wam pasuje, czy wolelibyście w finale natknąć się na innego?

Staramy się o tym nie myśleć. Tu nie ma łatwych meczów, wszystkie są ciężkie niezależnie od tego z kim przychodzi ci grać. Najważniejsze, że my jesteśmy w dobrej formie.

Szkoda, że Marcin nie wygrał w sobotę konkursu trójek… Philowi w rywalizacji wsadów się udało! Wiedzieliśmy, że ma na to duże szanse. Liczyliśmy, że obu naszym przedstawicielom uda się wygrać, w niedzielę chcieliśmy ustrzelić hat-tricka. Teraz wciąż mam nadzieję na dublet.