Przedstawiciele Śląska Wrocław w postaci Waldemara Łuczaka – jednego z dwóch dyrektorów sportowych oraz Piotra Waśniewskiego – przewodniczącego rady nadzorczej klubu, postanowili zmierzyć się z opiniami kibiców w programie „Strefa Chanasa” prowadzonym przez Kamila Chanasa i Piotra Janczarczyka. Jak ktoś ma ochotę na to, by zobaczyć całość – polecam!
Osobiście znalazłem się pod tak dużym wrażeniem występu duetu zarządzającego koszykarskim Śląskiem, że zdecydowałem się go poddać dość wnikliwej analizie.
Na wstępie – tylko w niewielkiej części uprzedzając fakty oraz padające wnioski i opinie – chciałbym przedstawić swoje ogólne wrażenia dotyczące tego, jak zaprezentowali się obaj panowie.
Po Waldemarze Łuczaku widać, że w jego żyłach płynie zielono-biało-czerwona krew. Nawet z ekranu komputera widać też, że nadal ma w oczach ten sportowy ogień, pozwalający na zaangażowanie w proces rekrutacji oraz zarządzania drużyną z poziomu dyrektora sportowego. Myślę, że to dobra informacja dla wielu kibiców Śląska, którzy ze względu na wiek pana Łuczaka, słysząc rok temu o jego planowanym powrocie do klubu, obawiali się, że świat koszykówki mu odjechał.
Nic takiego nie widać! Jasne, Waldemar Łuczak powiedział kilka kontrowersyjnych rzeczy, ale dało się też odczuć, że przyszedł do programu z otwartą przyłbicą, chcąc wyjaśnić kilka kwestii. Momentami można było odnieść wrażenie, że był nawet nieco hamowany przez Piotra Waśniewskiego.
No właśnie, pan Piotr Waśniewski… Co tu dużo mówić – nie kupił mnie, nie wywarł pozytywnego wrażenia. Pomińmy już korpo-mowę, która mogła mu wejść w krew, skoro co chwilę podkreślał swoje 26-letnie doświadczenie menedżerskie. Zdobył je wyłącznie we Wrocławiu, głównie w spółkach miejskich. Przypadek? Zostawiam bez komentarza.
Odniosłem wrażenie, że pan Waśniewski przyszedł na wywiad tak, jakby w minionym sezonie nic się nie wydarzyło i zupełnie nie rozumiał, skąd to całe zamieszanie. Dużo ogólników, mało konkretów. Jak na rasowego „z wykształcenia” prezesa przystało.
Tyle ogólników z mojej strony. Czas na konkretniejszą analizę.
Na początek kwestia sportowo najważniejsza – utraty zaufania ze strony zawodników w stosunku do trenera Ainarsa Bagatskisa. Czy miała miejsce?
Mimo że od wydarzeń, które doprowadziły do zwolnienia Łotysza upłynęło już kilka tygodni, wciąż słyszymy różne wersje. Słowo przeciwko słowu.
Jakub Nizioł w rozmowie z kanałem „Basket w Liczbach” przyznał wprost, że Śląsk znajdował się w sytuacji, w której mógł zwolnić zawodnika albo trenera.
Tymczasem Kadre Gray w wywiadzie dla portalu zkrainynba.com…
Karol Wasiek: Odejście Ainarsa Bagatskisa wielu określiło jako szokujące. Jak drużyna przyjęła tę wiadomość i czy w szatni pojawiły się jakiekolwiek sygnały, że nadchodzi tak duża zmiana?
Kadre Gray: Tak, to był szok, biorąc pod uwagę zbliżające się play-offy, ale zespół przyjął to z wielkim profesjonalizmem, co – jak wiem – buduje charakter i odporność psychiczną.
Sytuację wyjaśnił ostatecznie dyrektor sportowy Śląska. W skrócie wychodzi na to, że szatnia, choć straciła zaufanie do swojego trenera, była decyzją o jego zwolnieniu… zszokowana.
Jedno jest pewne: decyzja o zwolnieniu Bagatskisa – słuszna bądź nie – nie była spontaniczna.
Jakby mecz w Toruniu trener Bagatskis wygrał – to by stanowisko zachował. Choć można domniemywać, że gdyby później kolejny mecz przegrał, to znowu jego posada wisiałaby na włosku. I tak w kółko?
Do końca nie wiemy, ale wiemy, że pan Waśniewski nadal nie rozumie, że cała presja w końcówce sezonu, w wyniku jednego ruchu, jakim było zwolnienie trenera Bagatskisa, została przeniesiona właśnie na osoby decyzyjne w Śląsku.
Owszem, gdyby Śląsk zdobył mistrzostwo Polski, temat pożegnania się z trenerem miałby marginalne znaczenie. Ale tak się nie stało. Sport jest w tego typu kwestiach dość wymierny. Ruch obarczony dużym ryzykiem okazał się nietrafiony, więc kibice mają prawo oceniać tę decyzję po fakcie. Pełne prawo.
A stosowane przez pana Wiśniewskiego gdybanie w tym kontekście brzmi jak brzmi – po prostu słabo. I lekko niepoważnie. Także biorąc pod uwagę wieloletnie doświadczenie menedżerskie.
A może po prostu mecze tuż przed fazą playoff to te, do których obcokrajowcy podchodzą z pewną dozą asekuracji, by być w pełni gotowymi i zdrowymi na decydującą część sezonu? W przypadku Śląska należy też pamiętać, że po zakończeniu rozgrywek europejskich – które dla wielu koszykarzy myślących o dalszych etapach swoich karier są ważnym „oknem wystawowym” – często następuje naturalne rozprężenie. Swoista „pustka”.
To oczywiście kamyczek do ogródka trenera Bagatskisa, który powinien lepiej zarządzić taką sytuacją. Może Łotysz zakładał, że wszystko unormuje się wraz z powrotem meczów o realną stawkę?
Słychać, że u Waldemara Łuczaka bardzo szybko pojawia się określenie „kryzys”. Niezależnie od tego, czy mówimy o początku sezonu, czy o pojedynczej wpadce, jak choćby o wspomnianym meczu z GTK. Wszystko zdaje się być od razu kwalifikowane jako kryzys. A może słabsze momenty to nic innego jak po prostu element koszykówki, czy nawet szerzej sportu, w którym nie da się wygrać wszystkiego? To pierwszy sygnał ostrzegawczy dla przyszłych trenerów Śląska.
Przejdźmy na chwilę do przyszłości. O przyszłości Anthony’ego Wrzeszcza w Śląsku zadecyduje trener…
… ale dyrektor Łuczak już w czerwcu wie: Anthony Wrzeszcz w Śląsku z całą pewnością nie będzie starterem.
A teraz potencjalnie najciekawsza z wypowiedzi pana Waśniewskiego w całej audycji. Klub zrobił wszystko, co chciał trener Bagatskis, ale według szefów klubu trener nie dawał gwarancji, że sprawy się potoczą dobrze. To już jest jakiś konkret. Przyjmuję.
Później jest jednak dużo gorze. Właściwie można zapytać: Panie Piotrze, ale co tu właściwie się wydarzyło?
Pomijając już to, co z punktu widzenia prowadzenia klubu i wyciągania wniosków na przyszłość było istotniejsze/poważniejsze – utrata zaufania szatni przez trenera Bagatskisa czy też kolejny kryzys po dwóch meczach w playoff… Bądźmy poważni – od meczu nr 3 z Arką minął już ponad miesiąc. Warto byłoby przyjść na taki wywiad z konkretną diagnozą co się stało później. Nawet, jeśli miałaby być choćby porównywalnie konkretna z tą, że „Bagatskis nie dawał gwarancji”.
Czy kontuzje miały wpływ na końcówkę sezonu zasadniczego (i wyników osiąganych przez zespół także jeszcze pod wodzą Bagatskisa) Śląska? Szkoda, że tak późno, ale to stwierdzenie jednak padło.
Jest też jakiś poważniejszy wniosek na przyszłość po tym sezonie: warto szukać obcokrajowców tak samo głodnych gry w PLK, jak i w EuroCup!
Oczywiście, po słabej końcówce sezonu należy przypomnieć i zaatakować swojego poprzednika, Michała Lizaka!
Na pewno kibice to kupią – świetna taktyka Panie Przewodniczący!
Halo, przyszli trenerzy Śląska Wrocław – poniżej czerwona flaga przy podpisywaniu umowy z WKS. Wszystko może zająć tylko dwa miesiące, ale nie macie się co bać…
… przecież zmiana trenera w trakcie rozgrywek dała nam kiedyś medal!
A tutaj piękna historia, choć na pewno nie o Śląsku Wrocław (nawet, jeśli Andrej Urlep kiedyś przegrał 6 meczów z rzędu i w tym samym sezonie zdobył z WKS mistrzostwo).
Znów – źle, panie Waśniewski! W Polskiej Lidze Koszykówki jak się nie chcesz przyznać do wysokości budżetu, którym dysponujesz, mówisz, że masz “5-6 budżet w lidze”.
Było blisko, ale prośba o poprawę następnym razem!
A teraz koniec uśmiechów – czas na najsmutniejszy fragment całej audycji.
Ojojoj…
Przepraszam, czy ja dobrze usłyszałem?
„My nie zajmujemy się szkoleniem dzieci i młodzieży”???
Przedstawiciele jednego z największych klubów i to tego najbardziej utytułowanego w historii polskiej koszykówki, tego samego, który wychował wielu znakomitych zawodników mówią wprost, że nie zajmują się szkoleniem dzieci i młodzieży.
Tak otwarcie, bez znieczulenia.
Byłem w tym roku na turnieju finałowym o mistrzostw Polski U-19 w Sopocie. Przez cały turniej obserwowałem, jak mecze swojej drużyny oglądał Robert Chabelski, prezes zarządu Legii Warszawa. Przecież mógł w tym czasie skorzystać z przerwy w sezonie. Mógł ruszyć na krótki urlop. A jednak – był obecny na zmaganiach juniorów, choć też mógłby użyć wytrychu „Legia nie zajmuje się szkoleniem dzieci i młodzieży”.
Może właśnie to odróżnia prawdziwą organizację z ambicjami rozwoju od zwykłego klubu?
A teraz czas na kolejne mocne stwierdzenie!
Waldemar Łuczak był też łaskaw stwierdzić wprost, że pierwszoligowy Śląsk – wycofany z rozgrywek przed sezonem 2025/26 – a wcześniej gwałtownie ratowany przed spadkiem, powinien był w I lidze wygrywać.
Panie dyrektorze… A może jednak głównym zadaniem pierwszoligowego Śląska powinno być szkolenie? Może jednak od wygrywania powinien być pierwszy zespół. Nie da się trzymać dwóch srok za ogon.
Przykład sąsiada zza miedzy, czyli WKK Wrocław pokazuje zresztą, że da się w Bank Pekao 1 lidze grać, wygrywać i szkolić młodzież. Jednocześnie. Z małym budżetem.
Trzeba jednak mieć na to pomysł!
Żeby było jeszcze smutniej – także w kontekście (nie) szkolenia koszykarzy – jeszcze kilka słów od pana Waśniewskiego w o zaprzestanym pierwszoligowym projekcie Śląska.
Rozumiem, co pan Waśniewski chciał tu przekazać, ale kompletnie nie rozumiem narzekania w tej kwestii.
Przecież to wy, jako klub, kontraktowaliście zawodników.
To wy jako klub narzucaliście strategię.
To wy jako klub mogliście pozwolić młodszym zawodnikom na grę w pierwszej lidze.
Zupełnie nie kupuję i nie rozumiem argumentu, że struktura kadry była taka, iż szkoda było ten projekt kontynuować. To wy jako klub byliście odpowiedzialni za jej kształt, a przecież starsi zawodnicy nie mieli podpisanych 3-4 letnich kontraktów.
No i jeszcze to porównanie do Młodej Ekstraklasy w piłce nożnej. Kompletnie absurdalne! To był projekt narzucony klubom przez ligę. Za projekt pierwszoligowy odpowiadaliście tylko wy. Wy jako klub.
To nie żadne krasnoludki, ale wy jako WKS Śląsk Wrocław ten projekt spartoliliście.
Oczywiście, nie mogło zabraknąć laurki w stronę prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka.
Jeśli chodzi o finansowanie i o to, że są to największe kwoty w ciągu 26 lat funkcjonowania pana Waśniewskiego jako menedżera oraz 32 lat Waldemara Łuczaka jako dyrektora, mogę dodać tylko, że w ciągu 28 lat mojego życia nigdy nie było jeszcze tak wysokiej płacy minimalnej w Polsce.
Absurdalne porównanie? Oczywiście, ale próba ukrywania informacji, które są jawne też są pozbawione sensu.
Skoro pan Waśniewski nie chciał zdradzić, jak dużą kwotą miasto wspiera Śląsk Wrocław, postanowiłem to sprawdzić sam.

Mówimy tu o kwocie 7.2 mln zł jako o bezpośrednim dofinansowaniu klubu przez miasto. Budżet WKS Śląsk Wrocław – jak możemy się domyślać po reklamach widocznych podczas meczów – zasilają jednak również spółki kontrolowane przez miasto.
W jaki sposób wydawane są te środki?
Piotr Waśniewski nie zdecydował się na jednolitą narrację ze strony klubu w tej kwestii.
W momencie podpisania umowy z De’Jonem Davisem wrocławski klub wystosował poniższy komunikat:

Tymczasem przewodniczący rady nadzorczej zapewnia, że to był kontrakt na 1,5 sezonu.
Rozumiem, że to trochę wstyd się przyznać, że ktoś w klubie zapomniał o terminie wypowiedzenia umowy i w związku z tym przeoczeniem jej ważność automatycznie przedłużyła się na rozgrywki 2025/26. Ale prezentowanie alternatywnej wersji wydarzeń, niezgodnych z prawdą, obraża inteligencję:
– kibiców WKS, z których wielu naprawdę uważnie śledzi poczynania także te transferowe swojego klubu
– widzów „Strefy Chanasa”
– wielu osób, które bacznie obserwują wydarzenia w PLK i nie mają zaników pamięci
Ufff.
Reasumując: jaki obraz koszykarskiego Śląska Wrocław wyłania się na przełomie czerwca i lipca 2026?
To klub, który nadal jest duża marką w Polsce i klubem rozpoznawalnym w Europie.
To klub, który idealnie wykorzystuje dobrą koniunkturę budżetową, wsparcie miasta oraz magnes w postaci rozgrywek EuroCup i dzięki temu już na starcie znajduje się przed wieloma klubami w Polsce. Bez względu na wątpliwą jakość zarządzania.
Gdzie Śląsk znajdowałby się obecnie bez swojej wieloletniej renomy najbardziej utytułowanego polskiego klubu koszykarskiego i finansowej, miejskiej kroplówki finansowej? Po wywiadzie, który „Sfrefie Chanasa” udzielili Waldemar Łuczak i Piotr Waśniewski mam wrażenie, że mniej więcej nigdzie.