Strona główna » Woźnik: Co dalej z Zastalem? Przestańcie przypominać losy Spójni i Startu, to nie ten przypadek!

Woźnik: Co dalej z Zastalem? Przestańcie przypominać losy Spójni i Startu, to nie ten przypadek!

0 komentarzy
Orlen Zastal został dla wielu sensacyjnym wicemistrzem Polski. Dla mnie – niespodziewanym. Teraz klub z Zielonej Góra stoi przed najtrudniejszym zadaniem: jak zarządzić mniej lub bardziej zaskakującym sukcesem, by nie podzielić losu Spójni Stargard czy Startu Lublin. Jestem optymistą!

Motywacją do napisania tego tekstu były głosy Internautów, które – oceniając niewątpliwy sukces drużyny prowadzonej przez Arkadiusza Miłoszewskiego – można wrzucić do jednego worka z napisem „Ot, jednorazowy sukces – w przyszłości Zastal może być jak Spójnia i Start”.

O co chodzi?

Przypomnijmy: PGE Start w zeszłym sezonie zdobył wicemistrzostwo Polski w nie mniej sensacyjny sposób od Zastalu. Nawet jeśli do playoff ruszał z trzeciego a nie ósmego miejsca, była to wielkie sensacja. W kolejnej kampanii lubelski klub zajął dopiero 13. miejsce.

W sezonie 2023/2024 PGE Spójnia Stargard, po sensacyjnym ograniu Anwilu Włocławek w ćwierćfinale playoff, zajęła czwarte miejsce. W kolejnych rozgrywkach z hukiem spadła z Orlen Basket Ligi.

Szczerze mówiąc: tego typu głosy mnie irytują. Istnieje multum różnic pomiędzy tymi trzema przypadkami. Poniżej wymienię tylko trzy najważniejsze.

Po pierwsze – kręgosłup

Duet Arkadiusz MiłoszewskiAndy Mazurczak nigdzie się z Zielonej Góry nie wybiera. To zestaw, który ma patent na PLK i – pomijając czynniki losowe, zakładające najpoważniejsze kontuzje – nie potrafią sobie wyobrazić sytuacji, w której zespół mający obu dżentelmenów zaliczył sezon zakończony walką o utrzymanie.

Oczywiście, do tego kręgosłupu należy też dodać dwie pomocne ręce – Filipa Matczaka i Krzysztofa Sulimę, czyli zawodników emocjonalnie związanych z Zieloną Górą. Oni też stanowią fundament jakże ważnego, z perspektywy wydarzeń ostatnich lat w naszej lidze, polskiego rosteru (mimo braku przepisu o obowiązkowym Polaku na parkiecie).

Spójnia przespała całe lato 2024, dopiero pod koniec sierpnia przyjmując do wiadomości, że musi się rozstać z trenerem i musiała się budować od nowa. Start z kluczowych postaci wicemistrzowskiego składu zachował jedynie trenera Wojciecha Kamińskiego.

Po drugie – kibice

Obrazki z hali CRS z tego sezonu na długo pozostaną w pamięci wszystkich obserwatorów naszej ligi.

Ktoś powie: jasne, ale przecież w zeszłym roku lubelski Globus na finałach też bywał solidnie wypełniony, a podczas meczu nr 7 pękał w szwach.

Kluczowe jest tu słowo „bywał”. Tylko podczas finału. Zainteresowanie czerwcowymi potyczkami z Legią kompletnie nie przełożyło się na kolejny sezon. Klub nie wykorzystał fali wznoszącej. Zresztą – sam ją poniekąd zatamował, wdając się już kilka tygodni po finale w medialną wojnę z Ousmane Drame i Jakubem Karolakiem. Dwaj zawodnicy będącymi w składzie wicemistrzowskiej drużyny po chwili wylewali publicznie żale na sposób zarządzania klubem. W takiej atmosferze trudno o zdobycie serc nowych kibiców.

Może i nie mówiło się o tym zbyt głośno, ale prawda jest taka, że poziom wypełnienia wcale nie tak pojemnych trybun hali w Stargardzie w ostatnich latach pobytu Spójni w PLK też pozostawiał sporo do życzenia.

W Zielonej Górze jest inaczej. Zupełnie inaczej. Kibice od początku sezonu szczelnie wypełniali halę CRS. To jest największa obecnie w PLK rzesza fanów! Jestem pewien, że oni zostaną z klubem na dłużej, bo w Zielonej Górze po prostu wróciła moda na basket.

To właśnie ci kibice – gdyby na chwilę zapomnieć o duecie Miłoszewski & Mazurczak – są największym kapitałem klubu i siłą, z którą trzeba się liczyć. Zastal ma realne podstawy, by liczyć na świetną sprzedaż karnetów. Fakt, że hala CRS jest najlepszym obiektem do oglądania koszykówki w Polsce też pomaga!

Po trzecie – organizacja

Dla mnie sygnałem, że Zastal rośnie, są jasne deklaracje „chcemy grać w rozgrywkach o europejskie puchary”, które padają z ust działaczy oraz trenera Miłoszewskiego.

Jasne, zarówno Start, jak i Spójnia po świetnych sezonach też wystąpiły w FIBA Europe Cup. Ale od początku można było wówczas odnieść wrażenie, że traktowały występy w Europie bardziej jako spełnienie oczekiwań kibiców czy władz ligi (a może także i samorządowych), niż realny krok w stronę organizacyjnego rozwoju, wejścia na wyższy poziom.

Z ich strony najpierw w analogicznym okresie słyszeliśmy hasła „zobaczymy” albo „musimy to policzyć”.

Ponadto warto zadać jeszcze jedno pytanie: czy przykładowy Start – pomijając już wspomniane powyżej medialne harakiri w sprawie Drame3 i Karolaka – postanowił wzmocnić organizację nowymi osobami czy też pozostał w największej mierze jednoosobowym projektem prezesa Arkadiusza Pelczara?

Lublin to miasto sportu i ogromnej konkurencji na tym polu. Sięga w ostatnich katach po kolejne sukcesy w najpopularniejszych sportach – piłce nożnej, żużlu i siatkówce. Można odnieść wrażenie, że koszykarski Start przespał największą szansę wybicia się lata temu, gdy piłkarze Motoru czy siatkarze LUK grali jeszcze w niższych ligach.

Zielona Góra to miasto żużla i koszykówki. W nim po sukcesie sportowym zawsze łatwiej o nowych sponsorów i wzrost budżetu. Jestem bardzo ciekaw, czy w przypadku Zastalu przełoży się on też na wzmocnienie organizacji nowymi osobami. Na tym polu ten klub na pewno ma sporo do nadrobienia względem tych najlepiej zarządzanych w PLK.

Reasumując: czy wierzę, że Orlen Zastal Zielona Góra stanie się nowym hegemonem ligi? Niekoniecznie. Czy może zaliczyć słabszy sezon? Oczywiście, że tak.

A teraz najważniejsze pytanie: czy może stać się stabilną organizacją przez duże „O”? Na to liczę!