Krzysztof Radziwanowski: Nie tak dawno w trakcie playoff rozmawialiśmy o okrzykach „MVP, MVP!” w twoją stronę. Dziś ponownie jesteś mistrzem Polski, a przy okazji właśnie dwukrotnym MVP – sezonu zasadniczego i finału. Jak się z tym czujesz?
Andrzej Pluta: Rewelacyjnie! Cała seria, cały sezon były bardzo trudne, ale to też pokazuje jaką mieliśmy drużynę. Wielu mogło by się załamać po takim zakończeniu szóstego meczu, ale na nas to kompletnie nie wpłynęło. Wyszliśmy dzisiaj na boisko jak po swoje – z misją do wykonania, z ostatnim zadaniem w tym sezonie.
Finał, podobnie jak i cały sezon nie był dla was łatwy, ale znowu się udało. Jaka cecha waszej drużyny sprawiła, że to wy stanęliście na najwyższym stopniu podium?
Ciężko powiedzieć o jednej, bo było ich sporo. Wielu powie o charakterze i walce do końca, ale tak naprawdę ta ekipa od początku była budowana z jasnym celem. Wiedzieliśmy że jesteśmy mocni i chcemy zdobyć drugie kolejne złoto. Mieliśmy trochę falowań formy, ale ostatecznie udało się obronić tytuł.
Tak jak mówisz, po drodze było trochę wzlotów i upadków – a czy był też jakiś moment, gdy zadaliście sobie sprawę, że to znowu będzie wasz sezon?
Teraz łatwo to mówić, ale moim zdaniem na mistrzostwo byliśmy gotowi od samego początku. Ale te wahania formy były dla nas bardzo ważne. To one zbudowały nas na coraz trudniejsze przeszkody, dały nam czas na naukę.
Jak w twoich oczach PLK zmieniła się od czasu zeszłorocznej wygranej. Kiedy było trudniej?
Z mojej perspektywy najważniejsza różnica to zdecydowanie większa presja, którą czuliśmy tym razem tak naprawdę od początku sezonu. Ale nie wiem czy nam to przeszkadzało. Tak jak mówiłem – od początku każdy nasz zawodnik w szatni regularnie słyszał, że celem jest złoto i to też trochę pomogło nam się przygotować. Rok temu sukces był mniej spodziewany, więc wszystko działo się szybciej.
No właśnie, rok temu wszystko na tym etapie było dla was nowe. Czy tamte doświadczenia pomogły ci rozegrać tak znakomity sezon?
To ciekawe, bo nawet rozmawiałem o tym niedawno. Jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało – wydaje mi się, że nie czułem wielkiej różnicy. Czułem się jakby to był ten pierwszy raz. Chyba jest trochę tak, że każdy mecz i każda seria jest po prostu inna.
Na koniec muszę spytać o zdrowie – w końcówce meczu doznałeś urazu. Jak się czujesz, wiadomo już coś więcej?
Nie wiem, naprawdę. Czuję się już trochę lepiej, w miarę normalnie chodzę, ale zawsze po czymś takim trzeba dać sobie czas na dokładniejszą diagnozę. Usiądziemy do tego, zrobimy badania i wtedy będę mógł powiedzieć trochę więcej.