poniedziałek, 27 kwietnia 2026
Strona główna » Najlepszy snajper PLK: Do Puntera byłem porównywany jeszcze przed rozpoczęciem kariery w Polsce!
PLK

Najlepszy snajper PLK: Do Puntera byłem porównywany jeszcze przed rozpoczęciem kariery w Polsce!

0 komentarzy
W poprzednich latach grał w basket z dala od szczytów europejskiej koszykówki – w Szwecji i na Cyprze. W trwającym sezonie w dużo silniejszej PLK jest absolutnym objawieniem i ze średnią 21.9 pkt na mecz zdecydowanie najlepszej jej strzelcem. W niedzielę chce poprowadzić Dziki do zwycięstwa z Zastalem i występu w lutowym turnieju finałowym o Puchar Polski. Początek meczu o godz. 17.30.

Aleksandra Samborska: W żadnym z 14 meczów PLK nie zdobyłeś mniej niż 11 punktów. Jak to możliwe, że zawodnik, który dopiero debiutuje w mocniejszej lidze europejskiej jest tak konsekwentny, jeśli chodzi o przełamywanie zasieków defensywnych rywali?

Landrius Zae Horton: To przede wszystkim wynik dużej pewności siebie. Podnoszę jej poziom m.in. dzięki współpracy z trenerem Dzików Marco Legovichem. Dużo czasu poświęcamy na wyłapywanie tego, jak na moją grę może reagować obrona naszych rywali. Efekty są.

Marco Legovich ma zaledwie 33 lata. Czy to najmłodszy trener, z jakim miałeś okazję współpracować?

Zdecydowanie i – co trzeba podkreślić – wykonuje w Warszawie kawał dobrej roboty. Nam jako zawodnikom łatwiej jest nawiązywać z nim relacje, bo nas po prostu rozumie. Jest świadomy tego, jak wygląda dzisiaj koszykówka. Wielu trenerów starszej daty trzyma się utartych, europejskich klimatów. Legovich jest inny – pozostaje otwarty na to, że w baskecie przyszło nowe. Jest też otwarty na nas. Zawsze możesz przyjść, porozmawiać, omówić konkretne boiskowe sytuacje. Nasz trener naprawdę bardzo mi w tym sezonie pomaga. 

Dlaczego droga do silniejszej ligi europejskiej, jaką w zestawieniu z rozgrywkami w Północnej Macedonii, Szwecji czy na Cyprze bezapelacyjnie jest PLK trwała w twoim przypadku tak długo? 

To wynik takich a nie innych kontaktów wypracowanych przez agentów. Z perspektywy czasu widzę jednak, że ta ścieżka pomogła mi w kształtowaniu kariery. Miałem czas, żeby się aklimatyzować w Europie i powoli uczyć zasad tutejszej koszykówki. Na skok do lepszej ligi szybciej po prostu nie byłbym gotowy. To był proces, który musiał potrwać. Dziś faktycznie czuję się przygotowany do gry na tak wysokim poziomie.  

Coraz odważniejszą grą komentatorom i kibicom przypominasz jednego z najlepszych zawodników Euroligi, rozpoczynającego wiele lat temu swoją wielką karierę właśnie w PLK – Kevina Puntera. Byłeś zaskoczony słysząc po raz pierwszy to porównanie?

No właśnie nie! Już kilka lat temu pierwszy trener, z którym miałem styczność na Bałkanach włączył mi wideo, pokazując jak gra Kevin Punter. To on jako pierwszy powiedział, że widzi w nas pewne podobieństwa! A wracając do Puntera – co by tu dużo nie mówić, facet jest naprawdę dobry.  

Delta rzeki Tennessee oraz stan Alabama bardziej kojarzą mi się z dobrym przygotowaniem do gry w futbol amerykański niż z koszykówką. Patrząc na absolwentów twojej szkoły średniej, można odnieść wrażenie, że basket był tam raczej drugim wyborem… 

Być może, ale koszykówka to dla mnie tradycja rodzinna. Zarówno mama, jak i tata grali w basket na poziomie college’u. W szkole próbowałem też futbolu amerykańskiego, ale to po prostu nie czułem, że to mój sport, choć miałem miejsce w składzie. Nasz ogólniak wychował kilku naprawdę solidnych futbolistów. Z Joshem Pearsonem (zwycięzcą Super Bowl w 2021 roku z drużyną Tampa Bay Buccaneers — przyp. red.) graliśmy razem zarówno w licealnej drużynie koszykarskiej, jak i futbolowej. W trzeciej i czwartej klasie obie nasze drużyny plasowały się w pierwszej piątce najlepszych zespołów w stanie Alabama. 

Na studia nie wyjechałeś daleko – sąsiednia Georgia poszczycić się może kilkoma koszykarskimi uczelniami z pierwszej dywizji, jednak ty reprezentowałeś Columbus State z konferencji Peach Belt. Łatwo było się przebić do profesjonalnego grania? 

Kilku znanych mi chłopaków przetarło szlaki za oceanem! Kenney Funderburk gra w Europie od lat, teraz do Grecji trafił Jarrett Adderton, a wcześniej profesjonalną karierę rozpoczął np. Cam Baker. To są goście, którzy wyjechali grać, także mamy już jakąś wyrobioną renomę. Agenci faktycznie się nam przyglądali, także dostałem szansę na pokazanie swoich umiejętności, a ostatecznie także przebicia się i europejski start. 

Agentom na pewno nie mógł umknąć twój stepback. Kogo nim naśladujesz?

Wielu gości, chociaż oczywiście numerem jeden jest James Harden! Przecież on zdobył tym stepbackiem cały koszykarski świat! Próbuję go imitować i powielać jego zachowania w swojej grze. Każdego lata z trenerami pracujemy bardzo ciężko nad tym, by moja gra w sezonie wyglądała jak najpłynniej. 

Póki co w tym sezonie coraz płynniej wygląda gra Dzików. Klimat poza boiskiem pomaga w odnoszeniu kolejnych zwycięstw?

Tak, mocno trzymamy się razem i towarzyszy nam naprawdę rodzinny klimat – tak wśród zawodników, jak i we współpracy z klubem. Chłopaki odpowiedzialni za media społecznościowe robią najlepsze sociale, jakie kiedykolwiek widziałem!

No i to miasto… Warszawa jest niesamowita! Cały czas jest gdzie pójść, co odkrywać. Wprawdzie obecne mrozy są okrutne, ale wiem, że to tylko czasowe. Z kolegami z drużyny ciągle chodzimy do restauracji KURA. Mają genialne jedzenie!

Początek roku to minusowe temperatury i czas ewentualnych transferów. Czy kibice Dzików powinni się obawiać, że ich ulubieniec może jeszcze w trakcie tego sezonu otrzymać intratną propozycję z jeszcze lepszej ligi od PLK i pożegnać naszą stolicę?

Nie wydaje mi się, bym w najbliższym czasie miał opuścić Warszawę. Gram na zasadzie „liczy się tu i teraz”. Moim celem na ten sezon jest wygrać wszystko co możliwe w PLK. Z takim nastawieniem wychodzę na parkiet w każdym meczu, tego chcę dla siebie i dla Dzików. Póki co mamy misję: pokonać w niedzielę Zastal i zagwarantować sobie miejsce w Pucharze Polski. Potem trzeba będzie jeszcze znaleźć się w playoff, a później? Niech się dzieje!

Rozmawiała Aleksandra Samborska, @aemgie