poniedziałek, 27 kwietnia 2026
Strona główna » Samborska: Ten moment, gdy nawet do najwierniejszej kibicki Trefla dociera, że Arka Gdynia naprawdę ma sens!
PLK

Samborska: Ten moment, gdy nawet do najwierniejszej kibicki Trefla dociera, że Arka Gdynia naprawdę ma sens!

0 komentarzy
Fakt, że AMW Arka Gdynia jest liderem PLK – a po pierwszej rundzie sezonu 2025/26 nikt jej pod względem liczby zwycięstw już nie zdystansuje – to ogromna niespodzianka. Trybuny Polsat Areny zaczynają się wypełniać, niebawem mogą pękać w szwach. Przypadek? Nie sądzę.

Oni nigdy o tobie nie słyszeli – powiedział w grudniu mój mąż po powrocie ze spotkania służbowego w Gdańsku, na którym służbowo przeciął się z przedstawicielami AMW Arki Gdynia.

Puściłam uwagę mimo uszu. Ale co tu dużo ukrywać – ciśnienie miałam podniesione. Już do końca wieczoru.

Jak to nie słyszeli?

Nie słyszeli jak zeznawałam w charakterze świadka w Sądzie Rejonowym w Gdyni po tym gdy ochrona przesadziła z użyciem siły w stosunku do kibica wnoszącego oprawę na koszykarskie derby Trójmiasta?

Nie słyszeli jak ochrona wyprowadzała mnie po tym jak – chcąc zaimponować gniazdowemu Green White Boys, ultrasów Żalgirisu Kowno – przyjechałam do Gdyni w towarzystwie kolegów z liceum, lechistów z gdańskiej Oliwy na mecz VTB przeciwko Rytasowi Wilno z plakatem prowokującym fanów Wilnian?

Że o prowadzeniu zorganizowanego dopingu Trefla na meczu Żalgirisu w Gdyni nie wspomnę!

A teraz już tak serio – prawda jest taka, że dla gdyńskiej koszykówki przysłużył się głównie kto inny.

Gośka Rudowska.

Robert Wierzbicki.

Hanka Rzemieniewska.

Ja zawsze byłam tylko elementem okołoklubowego folkloru, bardzo wyraźnie stojąc po drugiej stronie barykady! Może z wyjątkiem czasów, gdy w Arce grał Ronnie Burrell, bo z jego rodzinką zżyliśmy się jeszcze w czasach jego gry dla sopockiego Asseco Prokomu. 

Ale ta obecna Arka, drużyna z sezonu 2025/26, zajmująca obecnie pozycję lidera tabeli, ten rosnący również organizacyjnie klub…

Ta Arka naprawdę ma sens!

Zacznijmy od sociali. Klub jest w absolutnej ligowej topce, skoro za content odpowiada Bartek Müller. To dzieciak z ogromnym talentem i jeszcze większym polotem. Świąteczny cover piosenki Snowman tajemniczej wokalistki o pseudonimie SIA z udziałem zawodnika Luke’a Barretta oraz aktorki Teatru Miejskiego im. Witolda Gombrowicza Weroniki Nawieśniak umiejętnie uwypuklił wszystko to, co powinien taki klubowy viral mieć: nieoczekiwany talent koszykarza, teatralną tożsamość Gdyni i perfekcyjny timing.

Ostatnia równie dobra produkcją? Bez fałszywej skromności – moje video do „Nóg” Czarno-Czarnych nagrane z Treflem Sopot w 2014.   

Polsat Plus Arenę Gdynia odwiedziłam po raz pierwszy w tym sezonie 28 grudnia przy okazji meczu z Legią. Obiekt może i zyskał sponsora tytularnego, lecz pachnie tak samo jak 15 lat temu. W hali poza trenerami Romanem Tymańskim i Piotrem Szczotką oraz – może już nie najszybszym, ale wciąż wybitnym w obronie pick’n’rolla Adamem Hrycaniukiem – namierzam jeszcze Adama Spigarskiego z klubu kibica Arki. Podchodzi się przywitać i pogadać o dawnych czasach.

Skoro mówimy o dawnych czasach – to właściwie byłoby tyle. Gdynię jako Gdynię uosabia w Arce tylko jej dyrektor – Mateusz Żołnierewicz. Reszta? Zupełnie nowe rozdanie.

Prezes Bartłomiej Wołoszyn? Włocławek. Kiedyś grał w takich charakterystycznych czarnych butach. W czasach swojej młodości śmiałam się, że to lakierki.

„Garbi”? Chłopak z Radomia. Przypomina mi nasz wyjazd na U20 w 2012 roku! Też prehistoria. KęKę nagrywał wtedy jeszcze w podziemiu.

„Łączka”? Jeszcze więcej Włocławka, no i Warszawa! W czasach, kiedy ja ganiałam z kibicami Żalgirisem, wciąż aktualny reprezentant Polski poza swoimi ciasteczkami sypał też piłkami do ataku swoim kolegom siatkarzom.

„Zyzio”? Wrocław, Zielona Góra. No i Sopot. To jedyne w tym wszystkim skojarzenie z promowanym przez AMW Arkę rokiem powstania – 1995.

Ale do tego wrócę na końcu.

Po piątkowym starciu z Twardymi Piernikami i show w wykonaniu Filipa Kowalczyka mówi się głównie o nim, ale warto pamiętać, że wspomniany mecz z Legią też był w wykonaniu Arki genialny. Jak dla mnie – Top 3 rych, które oglądałam na żywo w 2025 roku.

A byłam na całym EuroBaskecie w wykonaniu naszej kadry i kilku euroligowych meczach!

Pękła setka! 29 asyst! Kosmiczne skuteczności! Kamil Łączyński – tempo w rękach, szybkie decyzje bez kozła i idealnie wyczute momenty do przyspieszenia gry… Boziu, jak ta cała koszykówka prosto wygląda, gdy on biega z piłką po parkiecie!

Jakub Garbacz uwalniający się po zasłonach i odpalający trójkę za trójką. Automatyzm przede wszystkim!

Wreszcie Jarek Zyskowski, wciąż z łatwością mijający w pierwszym kroku, by do tych swoich dziwnych, wypychanych rzutów z dystansu dołożyć wykończenia spod obręczy. Wyrachowanie posunięte do granic absurdu.

Mało tego – jeszcze ten chorwacki podkoszowy! Taki old-schoolowy, jak lubię – gra tyłem do kosza!

A przecież Arka ma jeszcze w składzie Litwina do łatania dziur. Choć chwilowo na rehabilitacji.

Tak, 28 grudnia 2025 roku zdecydowanie wyczułam gdyński vibe świetnej koszykówki. Słupski Mantas Cesnauskis nie krył zadowolenia. 

Było tak fajnie, że kilka dni na przegrany przez Arkę mecz ze Startem się wybrałam. Z mężem. Los tak chciał, że życie dzielę z facetem, którego basket w zasadzie nie interesuje, ale w grudniu – przez gdyńską delegację na swoim gdańskim evencie – został zaproszony do udziału w noworoczny meczu Arki. Skutecznie. Jedno z nas zajęło się koszykówką, drugie pinot noir w strefie cateringowej.

Sport to coś więcej niż sam sport, każdy może mieć coś dla siebie!

W Nowy Rok dnia najwięcej miał trener Wojciech Kamiński. W swoim stylu wykorzystywał przewagi i przypomniał, że jak umiejętnie skorzysta ze swoich Amerykanów, zawsze w PLK może zakręcić się w okolicach walki o medal.

AMW Arka w meczu z Lublinem była osłabiona już nie tylko brakiem Tubutisem, ale po piątkowym show Kowalczyka i zwycięstwie z Twardymi Piernikami przecież nikt już o tej porażce nie pamięta.

Komunikacja z gdyńskim biurem prasowym, które działa szybko – co w świecie mediów naprawdę robi różnicę – to kolejny kamyczek do ogródka ostatnich sukcesów klubu z Gdyni. Moje serce zawsze będzie tak naprawdę żółto-czarne, lecz jestem przekonana, że na mecze AMW Arki będę regularniej wracać. Fajna ekipa, dobra koszykówka, mnóstwo atrakcji okołomeczowych i biznesowy sznyt. Po prostu – efekty dobrej pracy.

Praca popłaca!

Ściemą nie do przyjęcia pozostaje dla mnie wciąż tylko jedno – to niekończące się nawiązywanie do naszego 1995. To rok założenia Trefla Sopot. AMW Arce odwoływanie się do tamtej historii nie jest obecnie już naprawdę do niczego potrzebne. Ten klub ma swoją, fajną energię. Właśnie tworzy nową, już naprawdę własną tożsamość. Absolutnie nie ma potrzeby używania historii Trefla, jego sukcesów i całej, dokonań starej ekipy kibicowskiej – w tym autorki tego tekstu – ekipy w żółto-czarnych barwach.

W obecnym sezonie frekwencja na meczach Trefla i Arki rośnie z miesiąca na miesiąc. 3 tysiące, 4 tysiące… Regularnie! Wiem, że kiedyś to się wydarzy – doczekamy się derbów w playoff. Wierzę, że będzie pięknie i hale w obu miastach będą wówczas pękać w szwach! W sporcie nic tak nie napędza jak rywalizacja.

Aleksandra Samborska, @aemgie