– Ostatnim razem, gdy objąłem zespół w trakcie sezonu, potrzebowałem około miesiąca, by poznać w pełni jego możliwości i problemy. Podobne ramy czasowe widzę u trenerów w Eurolidze, choćby u Dimitriousa Itoudisa, gdy w trakcie ubiegłego sezonu przejął Hapoel Tel-Awiw – powiedział nowy szkoleniowiec Anwilu Włocławek Ronen Ginzburg na konferencji prasowej po meczu z Dzikami Warszawa, którym przed tygodniem zadebiutował na ławce trenerskiej w Orlen Basket Lidze.
Pozostały mu jakieś trzy tygodnie.
W międzyczasie utytułowany Izraelczyk rozpoczął pracę we Włocławku najlepiej jak tylko mógł – od poprowadzenia drużyny do dwóch zwycięstw w Hali Mistrzów – 105:96 z Dzikami i 97:90 z Górnikiem Wałbrzych, dzięki którym włocławski zespół poprawił ligowy bilans do 8 wygranych przy 6 porażkach.
Kalendarz rozgrywek PLK jednak nie wybacza, a skala trudności w najbliższych tygodniach dla Anwilu będzie się jedynie zwiększać. Kolejne sześć spotkań Anwil rozegra na wyjeździe, a w halach rywali w bieżącym sezonie wygrał tylko raz w pięciu próbach.
Pierwszy wyjazdowy test Ronena Ginzburga już w sobotę w Trójmieście. O godz. 17:30 włocławianie zmierzą się w Ergo Arenie z Treflem Sopot.
Potem w koszykarskim Tour de Pologne Anwil zwiedzi jeszcze Wałbrzych, Gliwice, Gdynię, Dąbrowę Górniczą i Szczecin. Powrót do Hali Mistrzów ma zaplanowany dopiero na 7 marca.
Tak, my też uwielbiamy meandry terminarza Orlen Basket Ligi.
Znaleźć receptę na bolączkę
Legia Warszawa, Twarde Pierniki Toruń, Stal Ostrów, Zastal Zielona Góra i Śląsk Wrocław – tak wygląda lista dotychczasowych wyjazdów Anwilu. Prowadzeni wówczas przez Grzegorza Kożana koszykarze z Włocławka wygrali tylko derbowe starcie w Toruniu. Z przebiegu innych meczów blisko zwycięstwa byli jedynie w Warszawie, a wstydliwa porażka w Ostrowie Wielkopolskim rozpoczęła proces zmian na ławce trenerskiej klubu.
Dlaczego włocławski zespół miał tak ogromne problemy na parkietach rywali?
Choćby dlatego, że – o ile Anwil w tym sezonie dysponuje najlepszym atakiem Orlen Basket Ligi (oRTG na poziomie 121.4) – w obronie jest dopiero na 12. pozycji (dRTG=117.1).
Tak jednowymiarowa gra nie służy wygrywaniu w obcych halach, gdzie częściej trzeba polegać na zatrzymaniu przeciwnika po defensywnej stronie parkietu, wywalczeniu piłki pod atakowanym koszem, czy ograniczeniu własnych strat. Tylko w tym ostatnim elemencie włocławianie są w czubie ligowych statystyk. W pozostałych plasują się albo w środku, albo nawet pod koniec rankingów.
Już pierwszy sobotni mecz w Sopocie pokaże, jak wiele przy praktycznie niezmiennym zestawieniu personalnym, jest w stanie zmienić izraelski szkoleniowiec. W dwóch pierwszych spotkaniach jego zespół miewał momenty niezłej obrony, widać też było większą waleczność zawodników. Jednak ostatecznie w żadnych z nich Anwil nie był w stanie zatrzymać rywali poniżej 90 punktów i wygrywał tym, w czym czuje się najlepiej – atakiem.
W ofensywie włocławianom opcji nie brakuje. Oglądając oba mecze pod wodzą Ginzburga moja pierwsza myśl była taka, że Anwil izraelskiego trenera przez będzie zespołem Elvara Fridrikssona, a w trakcie finałowych pięciu może należeć do AJ Slaughtera.
Właściwie – czy nie tego oczekiwaliśmy latem 2025 roku, w momencie budowania drużyny na obecny sezon?
W meczach przeciwko Dzikom i Górnikowi islandzki rozgrywający zdobył odpowiednio 22 i 24 punkty. To dwa najlepsze osiągnięcia punktowe w obecnych rozgrywkach, a oglądając mecze widać było, że Fridriksson ma pełne pozwolenie nowego trenera na bardziej agresywne problemy szukanie pozycji rzutowych.
Problemem nowego generała Anwilu pozostaje defensywa. Dużym. W tym przypadku nawet nie chodzi o brak zaangażowania – tego Islandczykowi odmówić zdecydowanie nie można, chociaż zbyt często zdarza mu się tracić z oczu rywala broniąc go bez piłki. Najbardziej doskwierają jednak warunki fizyczne. Szczególnie Landrius Horton z powodzeniem polował na zamiany krycia, by po przejęciu go przez Elvara bez żadnego problemu rzucać i trafiać do kosza ponad nim.
Ostatnie minuty obu wygranych ostatnio spotkań należały do Slaughtera. Były reprezentant Polski w ich czwartych kwartach zdobył łącznie 16 ze swoich 25 punktów. Zwłaszcza z Górnikiem bez jego „trójek” o zwycięstwo mogłoby być Anwilowi bardzo, ale to bardzo trudno.
Odwaga kontra brawura
Inną ze zmian, które widać było w dwóch meczach pod wodzą Ginzburga, była niewątpliwa chęć przyspieszenia gry. Praktycznie każdy z graczy z pozycji 1-4 w zespole Anwilu ma wolną rękę w pchaniu piłki do kontrataku po zbiórce czy przechwycie.
Średnia liczba posiadań włocławian na mecz to około 75, co plasuje ich w środku ligowej stawki. W meczu z Górnikiem było ich 77. Przeciwko Dzikom – aż 84. Tutaj jednak wpływ na to miała jednak na pewno również kwestia bardzo szybko grającego pod batutą Włocha Marco Legovicha rywala.
Ronen Ginzburg nie boi się mocnego obniżania składu. Do końca ciężko stwierdzić, ile w tym jego naturalnej filozofii gry, a ile różnicy w zaufaniu, którego więcej może mieć do zawodników obwodowych względem podkoszowych.
Używanie Tylera Wahla czy Kacpra Borowskiego w roli jedynego gracza z pozycji 4/5 można oceniać jako odwagę. W meczu przeciwko Górnikowi obaj mieli jednak problemy z faulami i przy widocznym niewielkim zaufaniu nowego szkoleniowca do Dawida Słupińskiego, w roli „5” wypróbowany został także… Isaiah Mucius.
Górnik momentalnie znalazł wówczas sposób na atakowanie strefy podkoszowej Anwilu i po zaledwie kilku akcjach Ronen Ginzburg musiał uznać, że różnica między odwagą a brawurą bywa zbyt duża.
„Kożanówka” odwołana
Uniwersum #plkpl to często kombinacja szalonych plotek i teorii spiskowych.
Jedna z nich w ostatnich tygodniach była powiązana z sytuacją Mate Vucicia, którego całkiem poważne osoby z polskiej koszykówki podejrzewały w prywatnych rozmowach o „kożanówkę”, czyli kontuzję, która w cudowny sposób zostanie wyleczona, gdy tylko sfinalizuje się zmiana trenera w Anwilu.
Już teraz wiadomo, że fani tej teorii muszą przyjąć na klatę porażkę. Vucić wciąż nie wrócił do gry. Kiedy to nastąpi?
Gdy byłem we Włocławku na debiutanckim meczu trenera Ginzburga, w kuluarach usłyszałem – „może na Trefl będzie gotowy„.
Czy tamta informacja się potwierdzi? Przekonamy się w sobotnie popołudnie.
Sytuacja Anwilu w strefie podkoszowej nie jest łatwa, ale byłaby zdecydowanie trudniejsza, gdyby nie sfinalizowany pod koniec grudnia transfer Amerykanina Tylera Wahla.
Takimi akcjami, jak ta z meczu z Dzikami, Amerykanin szybko zaskarbił sobie sympatię nawet najbardziej wymagających fanów we Włocławku.
Kilka dni później Wahl jednak łatwo wpadł w problemy z faulami w meczu z Górnikiem Wałbrzych. Kilkukrotnie widać było jak na dłoni, że nie tylko Dariusz Wyka, ale nawet Barrett Benson okazywał się dla niego zbyt silny w utrzymaniu pozycji w walce o zbiórkę.
W koszykówce brak centymetrów można maskować, lecz na dłuższą metę nie zawsze można go ukryć. Sobotnie starcie przeciwko Mikołajowi Witlińskiemu – o ile wystąpi po niedawnej chorobie, Szymonowi Zapale i wspomagającemu ich Kenny’emu Goinsowi zapowiada się w tym kontekście na świetny test możliwości nowego podkoszowego Anwilu.
Wynik nadchodzących meczów – a także wyjaśnienie sytuacji z Vuciciem – będzie zapewne determinować kolejne zmiany personalne w składzie włocławskiego zespołu.