Trefl miał – zgodnie z zapowiedziami samych koszykarzy i trenera – zaatakować rywali z Lublina od pierwszej minuty drugiego meczu i słowa dotrzymał. Początkowo w wielkim stylu. Nie minęło pięć minut gry, a gospodarze mieli już na koncie… pięć bloków. To była imponująca, defensywna szarża!
Strat rozpoczął mecz od 2:13, ale dość szybko odrobił straty i jeszcze w pierwszej kwarcie objął prowadzenie. Chwilę później prawdziwy szturm przypuścił jednak – jeszcze przed zakończeniem pierwszej części gry – Nick Johnson. Amerykanin w pierwszych dwóch kwartach, oddając zaledwie 6 rzutów z gry, zdobył aż 19 ze swoich 23 punktów i wyprowadził swój zespół na wyraźne prowadzenie.
Do przerwy najlepszym strzelcem gości był… Bartłomiej Pelczar (8 punktów).
Po zmianie stron w zespole z Lublin brylował już Tevin Brown, który w drugiej połowie zdobył 14 ze swoich 20 punktów, lecz mistrzowie Polski tym razem kontrolowali wydarzenia na parkiecie, nie pozwalając się rywalom zbliżyć na mniej niż 5 punktów. Znakomicie grał Aaron Best (17 punktów, 12 zbiórek), a także nie mylący się w rzutach z gry (6/6) Geoffrey Groselle. Gospodarze w przeciwieństwie do pierwszego meczu wykorzystywali też swoją przewagę fizyczną, wygrywając bitwę o zbiórki 40:28.
Efekt? W czwartej kwarcie po kilku pierwszych akcjach stało się jasne, że tym razem końcówka meczu nie przyniesie żadnych emocji.
Mimo wygranej szkoleniowiec drużyny z Sopotu nie sprawiał wrażenia usatysfakcjonowanego postawą swoich podpiecznych.
– Graliśmy z większą energią i koncentracją niż w pierwszym meczu, ale wciąż popełniliśmy zbyt wiele błędów. Nie mówię to o błędach taktycznych, tylko indywidualnych. To dzięki nim zespół z Lublina utrzymywał się przy życiu – narzekał Tabak. – Przykłady? Tracimy piłkę, a oni zdobywają punkty. Rywale dostają się pod kosz po akcji 1 na 1 bez żadnego zagrywki, musimy rotować, a oni mają dobrą pozycję do oddania rzutu. Jeśli pudłują – zbierają piłkę, bo przecież my wcześniej musieliśmy rotować. Gdy my zdobywamy punkty, zapominamy o graczu rywali w rogu po drugiej stronie boiska. I tak to wygląda przez cały sezon, nie poprawiliśmy tego od pierwszego dnia przygotowań przedsezonowych. Przepraszam, ale nie jestem wystarczająco dobry trenerem, by to poprawić. To kwestia koncentracji. Gdy wchodzisz na boisko, musisz być skoncentrowany, jakby stawką gry było twoje życie – zauważał chorwacki szkoleniowiec Trefla.
– Przyjechaliśmy tu z zamiarem wywiezienia jednego zwycięstwa i swój plan wykonaliśmy. Dzisiaj poczuliśmy chyba po raz pierwszy fizycznie efekty zmęczenia pięciomeczową serią ćwierćfinałową z Czarnymi. Przed poniedziałkowym meczem w Lublinie musimy jak najszybciej wrócić do domu i odpocząć – mówił kapitan Startu Filip Put (6 punktów, 3 asysty).
Trener lubelskiej drużyny Wojciech Kamiński sprawiał wrażenie dużo bardziej zadowolonego od swojego vis-a-vis z Sopotu – tylko spójrzcie na ten luz.
Mecz numer 3 w hali Globus w poniedziałek o godz. 17.30. Transmisja w Polsacie Sport 1.