Strona główna » To jest klęska kadry! Czy powinna wyznaczyć koniec ery Igora Milicicia?

To jest klęska kadry! Czy powinna wyznaczyć koniec ery Igora Milicicia?

0 komentarzy
Mniejsza już o okoliczności porażki w czwartkowym meczu z Finlandią. Faktem jest, że nasza reprezentacja pod wodzą Igora Milicicia przegrała już cztery kolejne mecze o punkty. Nagle, abstrahując od ważnego aż do 2026 roku kontraktu, pytanie „czy Milicić jest odpowiednim trenerem kadry na przyszłoroczny Eurobasket?” wydaje się zasadne. Chętnie na nie już teraz, chwilę po meczu z Finami, odpowiem.

Jest mi przykro. Jestem zły. Bardzo głęboko rozczarowany. W końcówce czwartej kwarty meczu z Finlandią we mnie się aż gotowało.

Nie mieliśmy prawa przegrać tego meczu!

Po prostu – to nie powinno się nigdy wydarzyć. Jeśli jesteśmy reprezentacją europejskiej wagi ciężkiej – a przynajmniej półciężkiej, a przynajmniej za taką chcemy uchodzić – nie możemy przegrywać z Finlandią. Taką Finlandią, pozbawioną najlepszego gracza. Nie możemy w ten sposób oddawać wygranych meczów.

W tym spotkaniu byliśmy zespołem dużo lepszym przez 35 minut, ale m.in. przez te cholerne rzuty wolne nie mogliśmy tego spuentować. Finom wpadły w końcówce rzuty, w sumie 10 z 12 w czwartej kwarcie i w naszych szeregach zaczęła się panika, której Igor Milicić nie zdołał ugasić. Akcja po przerwie na żądanie naszego szkoleniowca, zakończona rzutem przez ręce zagubionego Sokołowskiego świadczyła o tym, że nasza ekipa się praktycznie rozleciała.

Fizycznie i mentalnie.

Na Milicicia spadła od razu po meczu fala krytyki i nie ma się co dziwić. To on jest twarzą tego wyniku. W sumie jego kadra przegrała już cztery mecze o punkty z rzędu (jeszcze dwa w lutym w rezerwowym składzie, ale i fatalnym stylu). Styl był wątpliwy.

Milicić nie ustrzegł się błędów. Także w budowie tej kadry. Nie zbudował sobie w kadrze chociażby drugiego centra, czy drugiego rozgrywającego.

Wciąż, mimo wszystkich argumentów powyżej, jestem jednak zdania, że to obecnie najlepszy możliwy trener dla tej kadry. Mimo ostatnich porażek. Mimo poczucia żenady, jakie poczuliśmy –znów po starciu z Finami, jak w 2017 roku – po ostatniej syrenie meczu w Walencji.

To u Milicicia najlepszymi wersjami samego siebie byli i są Ponitka i Sokołowski. To on uwierzył w Balcerowskiego jako pierwszy tak 100-procentowo. To on był w stanie wciągnąć ekipę – przepraszam wszystkich koszykarzy naszej reprezentacji wspólnie i każdego z osobna za ten przypływ szczerości – średniaków do półfinału Eurobasketu.

Ktoś powie szczęście. A ja będę się upierał, że to skill, umiejętności, wiedza, wizja. To Milicić teraz wkomponowuje w to wszystko Sochana. Z powodzeniem! Jeremy z każdym meczem był coraz lepszy i ten proces adaptacji szedł w naprawdę dobrym kierunku.

Zanim się krzyknie „zwolnijcie trenera”, trzeba się zawsze zastanowić – kto w jego miejsce? No kto?

Znów za granicą mamy szukać? Kolejnego Bauermanna czy – idąc tropem piłkarskim – Santosa?

Polak? No, ale który? Kto z PLK ma szansę? Kto ugrał więcej niż Milicić w ostatnich latach w PLK?

Nie mamy alternatywy, a wcale nie jesteśmy przed ścianą, nie jesteśmy w momencie, w którym Milicić jest już wypalony i skompromitowany. Przegrał turniej, mocno zawiódł. Ale pierwszy raz od kilku lat.

Na koniec druga rzecz – czyli priorytety. Romantycznie, tak w głębi serca, także bym chciał, by nasza kadra pojechała na igrzyska. Nie ma się co jednak czarować: szanse były na to małe (jak widać), a naszą imprezą docelową dla tej reprezentacji, z liderami Ponitką i Sokołowskim, jest Eurobasket 2025, którego będziemy współgospodarzem. To tam finisz swój będzie miał projekt „kadra Milicicia i Ponitki”. Poczekajmy jak wypadnie.

Po tym turnieju, proszę bardzo – trzeba będzie podjąć decyzję, czy budujemy nową kadrę z innym trenerem, czy jeszcze raz próbujemy z tym samym.