Strona główna » Sobiech: Śląsk rozpada się, zanim został zbudowany
PLK

Sobiech: Śląsk rozpada się, zanim został zbudowany

0 komentarzy
Zaledwie 2 wygrane w 10 oficjalnych spotkaniach, olbrzymie dziury w składzie i płonące krzesło Olivera Vidina – nieudany początek sezonu Śląska Wrocław to efekt błędów, a nie pecha. Naprawa tych pomyłek może wymagać rewolucji i być bardzo kosztowna.

Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>

W piątek Śląsk, po niezłej pierwszej kwarcie i bardzo słabych trzech następnych, przegrał ze Startem w Lublinie, tracąc aż 102 punkty. Z sześciu meczów w PLK zdołał wygrać tylko dwa – z GTK Gliwice i Arką Gdynia, oba zresztą niewielką różnicą punktów. W EuroCup tradycyjnie odbija się od ściany, przegrywając raz za razem.

“Zastaw się, a postaw się”

Znów ten sam błąd! Tyle razy już pisano, że aby startować w pucharach, trzeba mieć – adekwatną do siły i wymagań rozgrywek – szerokość składu oraz jakość zawodników.  Śląsk w tym sezonie, z budżetem wyglądającym na okrojony, nie ma ani jednego, ani drugiego. I bardzo szybko płaci za to cenę.

Koszty intensywnych rozgrywek EuroCup są nie tylko wizerunkowe, bo (smutne to bardzo) do seryjnych porażek tamże Śląsk już wszystkich przyzwyczaił. “Planowe” 0-4 boli, ale nie aż tak bardzo, jak efekt kalendarza, który uniemożliwia nowej ekipie z nowym trenerem regularne trenowanie i zgrywanie się. W efekcie ten zespół rozpada się, zanim został porządnie zbudowany.

Szokujące błędy w budowie

Nie można powiedzieć, że w składzie Śląska brakuje tylko niuansów –  w drużynie są nie dziury, ale wręcz kratery. Piątkowy “mecz życia” w wykonaniu Barreta Bensona (29 pkt., 11 zbiórek, 9 wymuszonych fauli), a wcześniej, skaczący wrocławianom po głowach jak juniorom, Kalif Young czy Morris Udeze? Albo rekordowe 26 punktów Adriana Boguckiego (nic polskiemu koszykarzowi nie ujmując). Naprawdę ktoś chce walczyć o medale w twardej lidze bez atletycznego zawodnika pod koszem?

I nie trzeba EuroCupu do weryfikacji – w starciu z fizycznym Kingiem Szczecin, Śląsk wyglądał jak ślimak rozjechany przez walec i z najwyższym trudem dobił do 60 zdobytych punktów w meczu na własnym parkiecie.

Przy 160 próbach skuteczność rzutów za 3 punkty nie jest już wartością przypadkową. I Śląsk jest w stanie trafiać zaledwie 26.7 procent. O tym, że zespół z Wrocławia będzie miał problem ze zdobywaniem punktów z dystansu we wrześniu pisało ze trzy czwarte zwykłych użytkowników koszykarskiego Twittera. Jakim cudem nikt w poważnym klubie, przy budowie składu, tego nie zauważył, że dobrych strzelców będzie brakować?

Pomyłki ogólne, ale i pomyłki konkretne. Taki Hassani Gravett – “łowca punktów” ze skutecznością 33% z gry, dający drużynie 7 oczek na mecz, z którym zespół jest permanentnie na minusie, wygląda na wyjątkowo spektakularny, transferowy niewypał.

Czy to aby tylko pech?

Trochę pecha Śląsk na początku sezonu ma na pewno, zwłaszcza ze zdrowiem rozgrywających. Ryzyko z zatrudnieniem Frankiego Ferrariego, koszykarza dobrego, ale człowieka niepoważnego, też można zrozumieć. Jednak jeśli twoja drużyna zawala się, gdy jeden ważny gracz (Jawun Evans) wypada z gry, to temat budowy składu musi powrócić.

Na karb pecha nie da się złożyć słabszej formy trenera Vidina, któremu zdarzają się błędy na trudnym do uwierzenia poziomie – jak choćby dopuszczenie do czwartego faulu Mileticia już przed przerwą w Lublinie. Nie jest pechem wymuszana gra Łukasza Kolendy w roli kreującej grę jedynki, skoro taką nie jest. Nie jest pechem, że Artiom Parachowski, choć grać potrafi, jest to w stanie robić najwyżej przez kwadrans w meczu. Nie jest pechem, jeśli Mateusz Zębski nie sprawdza się w roli większej, niż zadaniowca. Nie są pechem kolejne straty Jakuba Nizioła w kozłowaniu na obwodzie. 

Jeden McCullum to mało

Przy bilansie sezonu 2-8 i tak złej grze zespołu, krzesło Olivera Vidina oczywiście już płonie. Obecność Grzegorza Schetyny na meczu w Lublinie z pewnością nie była przypadkowa, a jeszcze dodatkowo spotęgowała plotki. 

Jeśli do dymisji faktycznie dojdzie – czy włodarze Śląska, którzy popełnili w te wakacje tyle błędów w budowie składu, nie pomylą się dla odmiany w wyborze nowego trenera? Przewijający się w plotkach trener Jacek Winnicki w roku 2023 to postać sympatyczna, barwna i trener z bogatą karierą na koncie. Ale jak często zaliczał udane sezony w minionej dekadzie? Jeden na pięć? 

Nadzieje na poprawę gry zespołu z Wrocławia po dojściu Kendale’a McCulluma są uzasadnione – to i rozgrywający, i dobrze rzucający gracz. Ale lista problemów w składzie jest tak długa, że do walki o coś więcej niż playoff, potrzeba będzie dalszych ruchów kadrowych. Nowy Amerykanin aż w takim stopniu gry Śląska odmienić nie zdoła.

Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>