Strona główna » 12 miesięcy jak z koszmaru! Kariera Igora Milicicia jr na zakręcie – czy to już czas na powrót do Europy?
PLK

12 miesięcy jak z koszmaru! Kariera Igora Milicicia jr na zakręcie – czy to już czas na powrót do Europy?

0 komentarzy
To nie był – łagodnie mówiąc – udany rok dla Igora Milicicia jr i topniejącej grupy fanów jego talentu. Nieudana końcówka sezonu w NCAA, kontuzja kolana pozbawiająca szans gry w Lidze Letniej NBA i podczas EuroBasketu 2025, a od jesieni – granie ogonów w lidze G-League. To nie tak miało być, zupełnie nie tak.

– Nie wiem czy Igor Milicić jr zostanie wybrany w drafcie NBA i ewentualnie w której rundzie. Byłbym jednak mocno zdziwiony, gdyby w przyszłym sezonie o tej porze roku nie grał w koszykówkę w USA. Powinien mieć wówczas podpisaną umowę z jednym z 30 klubów NBA, w najgorszym przypadku typu two-way, który daje szansę pokazania się w G League i spędzenia części sezonu w NBA – takie opinie cenionych amerykańskich skautów i dziennikarzy można było usłyszeć w kwestii 23-letniego reprezentanta Polski jeszcze rok temu.

12 miesięcy to jednak w zawodowym baskecie niemal wieczność. Szczególnie w przypadku młodych zawodników. Niektórzy z nich wskoczyli w tym czasie na niewyobrażalny dla nich – zdawało się jeszcze chwilę wcześniej – poziom. Inni wpadli w zakręty kariery, czy to złymi decyzjami, czy po prostu przez pecha.

Niestety, w tej drugiej grupie znalazł się niewątpliwie Igor Milicić Jr.

Rok po przywoływanym powyżej tekście syn trenera naszej kadry jest zaledwie rezerwowym w występującym w G League zespole Delaware Blue Coats.

Geograficznie znajduje się dosyć blisko wielkiego basketu.

Koszykarsko – daleko. Jest od niego zdecydowanie dalej niż jeszcze 12 miesięcy wcześniej.

Szansa, która szybko uciekła

Za początek kłopotów Miliica Jr. można uznać turniej o mistrzostwo konferencji SEC w końcówce poprzedniego sezonu NCAA. W półfinale i finale występujący wtedy dla Tennessee Volunteers Polak zagrał poniżej 20 minut i zdobył łącznie tylko 11 punktów.

Zaledwie cztery dni po porażce z uniwersytetem Florydy, zespół Wolontariuszy rozpoczął walkę w turnieju o mistrzostwo NCAA. Ostatecznie, po trzech zwycięstwach, dotarł w nim do „Elite 8”, gdzie musiał uznać wyższość Houston. Niestety, wpływ reprezentanta Polski na grę zespołu był już wówczas niewielki. W czterech meczach March Madness Milicić zdobył tylko 19 punktów. Jeszcze bardziej martwiła słaba skuteczność rzutów z dystansu (1/8) i sporo strat piłki – 9 przy zaledwie 2 asystach.

Później Igor Milicić Jr. pojawił się na przeddraftowym campie w Portsmouth, który tradycyjnie gromadzi kilkudziesięciu najciekawszych absolwentów szkół NCAA. Najlepsi z nich mają szansę zostać wybranymi w drafcie przez kluby NBA. Niestety tam także nasz reprezentant nikogo do siebie nie przekonał. Nawet osób, które wcześniej należały do fanów jego talentu.

– Milicić potrafi być szaleńczo nierówny. Jego gra w Portsmouth nie była wyjątkiem w tej kwestii – napisał w podsumowaniu turnieju dziennikarz portalu No Ceilings NBA. Ten sam, który wcześniej w jednym ze swoich „mock draft” widział Polaka wśród graczy z szansami na miejsce w końcówce 2. rundy draftu NBA..

– Próbuję porównać postawę Milicicia z wizją jego jako zawodnika, którym ma szansę stać się w przyszłości. Czasami można odnieść wrażenie, że on po prostu chowa się w cień bardziej niż powinien – czytaliśmy w tamtym raporcie.

Ale zestaw najlepszych akcji Polaka z ostatniego sezonu w NCAA wciąż robił wrażenie.

Gdy wydawało się, że coraz bardziej prawdopodobny brak wyboru w drafcie będzie największym problemem Igora juniora, zaczęło się robić tylko gorzej…

Zakręt za zakrętem

Najwięcej szkody wyrządziła mu kontuzja kolana. Igor Milicić Jr. doznał jej w połowie maja minionego roku w trakcie G League Elite Camp.

To właśnie podczas tej imprezy chciał poprawić notowania u skautów klubów NBA po tym, gdy nie zaproszono go na najbardziej prestiżowy przeddraftowy camp – NBA Combine w Chicago.

Uraz rzepki w kolanie nie tylko przerwał jego występy, ale również uniemożliwił występy w Lidze Letniej NBA. Niestety, w ostateczności także pokrzyżował szyki w przygotowaniu się do rozgrywanych m.in. w Polsce mistrzostw Europy. Nasza reprezentacja zajęła podczas nich 6. miejsce, a jeden z jej najzdolniejszych graczy młodego pokolenia oglądał mecze jedynie w telewizji.

Igor Milicić Jr. miał wówczas ważny kontrakt z Philadelphia 76ers. To właśnie ten zespół pod koniec czerwca podpisał z nim niegwarantowaną umowę typu Exhibit 10. Mając ją, najzdolniejsi gracze podpisują później z klubami NBA umowy two-way.

Dokładnie te, które jeszcze 12 miesięcy temu wydawały się dla Polaka jednym z czarniejszych scenariuszy.

Milicić oferty podpisania tego typu kontraktu od 76ers jednak nie dostał. Gdy pod koniec września pojawiła się informacja o zwolnieniu go z tej umowy, stało się jasne, że kolejne miesiące spędzi na parkietach G League w barwach stowarzyszonego z Sixers filialnego zespołu Delaware Blue Coats.

Amerykański czyściec

– Z nami Igor zagrał akurat nieźle, ale i tak nie jestem wielkim fanem jego talentu. W Delaware nie ma jakiejś przesadnej konkurencji na pozycjach skrzydłowego, więc przy trochę lepszej postawie miałby szanse na większe minuty – mówi nam jeden ze szkoleniowców drużyn G League, która w ostatnich tygodniach grała przeciwko drużynie Niebieskich Płaszczy.

Gdy uwzględnimy mecze ligowe i pucharowe trwających rozgrywek, polski skrzydłowy wystąpił w 22 spotkaniach ekipy z Delaware. Średnio spędzał w nich na parkiecie po 19 minut. W tym czasie zdobywa niecałe 7 punktów i zbiera niespełna 5 piłek.

– Gra praktycznie tylko jako „4”. Największą jego zaletą jest walka o zbiórki. Szczególnie imponuje mi jego ciąg na atakowanej desce. Jest jednak przeciętny jako ballhandler i nawet poniżej tego poziomu jako strzelec – dodaje nasz rozmówca.

Rzuty z dystansu pozostają w tym sezonie największą bolączką Igora Milicicia Jr. W ciągu 4 lat gry w NCAA trafił 143 z 414 „trójek”, co dawało mu przyzwoite 35 procent skuteczności. Niestety, na ostatnim roku studiów było to już tylko 31 procent – 38 celnych ze 121 oddanych.

Na parkietach G League ten element gry w wykonaniu Polaka wygląda jeszcze gorzej. Drogę do kosza znalazło póki co zaledwie 20 z 69 jego prób, co daje zaledwie 29 procent celności. Martwi również niewielka liczba asyst (tylko 16 w sezonie), a także wykonywanych rzutów wolnych – zaledwie 17 w 22 spotkaniach (z których polski skrzydłowy trafił aż 16).

Niewielką rolę Milicicia w grze Blue Coats dobrze podsumowuje fakt, że na YouTube nie zlokalizowaliśmy żadnego zmontowanego wideoklipu z jego najlepszymi akcjami z bieżącego sezonu.

Wyglądałyby mniej więcej tak, jak poniżej (minus akcja, w której Polak bezskutecznie starał się zatrzymać w kontrze Luke’a Traversa, skrzydłowego związanego kontraktem z Cleveland Cavaliers).

Bezbarwnie, prawda?.

Co dalej? 

Nie wiemy jakie plany ma drugą cześć tego sezonu ma Igor Milicić jr, choć można zakładać, że 23-latek będzie preferował pozostanie w G League do końca rozgrywek, traktując te rozgrywki głównie jako rehabilitację po zawirowaniach zdrowotnych minionego lata.

Niewykluczone jednak, że lepszą opcją rozwoju jego kariery byłby szybki powrót do Europy. Nawet jeszcze w trakcie trwania tego sezonu.

Gdyby do takich przenosin faktycznie doszło, otworzyłoby to przez Miliciciem też szansę gry w rozpoczętych w listopadzie eliminacjach do mistrzostw świata w 2027 roku. Prowadzący nasz zespół Igor Milicić senior na pewno by się tym nie zmartwił. Akurat na pozycji nr 4 nasz zespół ma w składzie największą dziurę. Igor jr w sparingach przed kwalifikacjami olimpijskimi latem 2024 roku zaliczył kilka naprawdę dobrych meczów na europejskich parkietach.

Jedno jest pewne – dla zainteresowanego ewentualnym transferem klubu ze Starego Kontynentu problemem nie będzie kwota wykupu, którą musi zapłacić klub zainteresowany graczem G League. Stać na to nawet kluby nienależące do krezusów. Niektóre amerykańskie zespoły, wiedząc że zmiana ligi może zawodnikowi pomóc w rozwoju, pozwalają graczom odejść nawet bez żadnego buyoutu.

Na jaki poziom w Europie sam zainteresowany byłby w stanie wskoczyć? Tu zdania są mocno podzielone.

Wątpliwe, by decydującą rolę w kwestii podjęcia decyzji „co dalej z tym nieszczególnie dobrze układającym się sezonem?” mogły odegrać pieniądze. Zawodnik, który nie jest związany kontraktem z zespołem NBA, za cały sezon gry w G League otrzymuje około 40 tysięcy dolarów. Igor Milicić Jr. zapracował jednak również na bonus finansowy sięgający 85 tysięcy dol. Jest przeznaczony dla zawodników, którzy po rozwiązaniu umowy typu Exhibit 10 utrzymali się w lidze przez pełne 60 dni.

W sezonie 2024/25 polski skrzydłowy mógł liczyć na pokaźne dochody z tytułu występów na parkietach NCAA. Doskonale zorientowane w kwestiach zarobków na tamtejszych parkietach osoby sugerowały nam, że jego roczny kontrakt z uniwersytetem Tennessee gwarantował mu około 500-600 tysięcy dolarów.

Oby 2026 rok okazał się reprezentanta Polski lepszy! Niechby sportowo wrócił przynajmniej na poziom pomiędzy tymi zapowiedziami sprzed 12 miesięcy o rychłym wyborze w drafcie NBA, a jedną z brutalniejszych opinii o nim, które dotarły do nas niedawno spoza granicy Polski.

– Igor Milicić junior? Zadaniowiec, nic więcej. Zdziwiłbym się, gdyby nawet w lepszych zespołach waszej ligi mógł zdobywać więcej niż 12-14 punktów na mecz.