poniedziałek, 12 stycznia 2026
Strona główna » Wielka Legia już w wielkim finale! Anwil w Warszawie bez szans, choćby najmniejszych
PLK

Wielka Legia już w wielkim finale! Anwil w Warszawie bez szans, choćby najmniejszych

0 komentarzy
Nie było żadnego zwrotu akcji, kibice zebrani w poniedziałkowy wieczór w hali w Warszawie nie doczekali się ostatniej szarży Anwilu. Legia, tym razem już bez najmniejszych problemów, pokonała najlepszy zespół sezonu zasadniczego PLK aż 101:80 i po zwycięstwie 3:0 w serii zapewniła sobie awans do finału playoff.

Po dwóch pierwszych meczach rozegranych we Włocławku można było jeszcze mieć jakiekolwiek wątpliwości, czy zespół z Warszawy – który wygrał te łącznie różnicą 8 punktów – jest faktycznie od Anwilu aż tak wyraźnie lepszy. W poniedziałek wątpliwości nie mógł mieć już nikt z zebranych w hali na Bemowie.

Zostali ich pozbawieni nawet najwierniejsi kibice drużyny z Włocławka.

Legia dominowała od początku do końca. Gospodarze trafiali za raz razem rzuty za 3 (15/31), a dość niespodziewanie ich najlepszym strzelcem był tym razem pozostający wcześniej w playoff w cieniu kolegów z zespołu Keifer Sykes. Tym razem doświadczony Amerykanin trafił 5 z 6 trójek i łącznie zdobył 23 punkty.

Przewaga Legii od pierwszych minut była tak duża, że Kameron McGusty mógł tym grać drugie skrzypce. MVP sezonu zasadniczego oddał tylko 8 rzutów, zdobył 13 punktów i miał 5 asyst. Grę zespołu napędzali jego koledzy.

Andrzej Pluta junior dzień przed swoimi 25. urodzinami nie imponował skutecznością (2/10 z gry) ale mijał graczy pierwszą linii obrony Anwilu niczym slalomowe tyczki i w dużej mierze dzięki temu ofensywa Legii od początku funkcjonowała znakomicie. Ojars Silins, Michał Kolenda i Aleksa Radanov trafili wspólnie 7 z 13 trójek, wykorzystując co chwila dziury w statycznej i przewidywalnej defensywie gości.

Efekt? Włocławscy kibice mogli mieć złudzenia tylko do połowy trzeciej kwarty, gdy ich zespół przegrywał 48:53. Później gospodarze szybko powiększyli przewagę do ponad 15 punktów. W czwartej kwarcie na trybunach panował już właściwie tylko warszawski karnawał, kibiców fetujących awans do finału. Anwil się poddał. Już kilka minut przed końcem na ławce rezerwowych gości nie było widać oznak wiary w odwrócenia losów spotkania.

Najlepszym podsumowaniem fatalnej gry zespołu z Włocławka był równie bezradny, co sfrustrowany trener gości Selcuk Ernak, kopiący ze wściekłością w jedną z reklam.

Legia wraca do finału po trzech latach przerwy i biorąc pod uwagę imponującą formę w drugiej części sezonu pod wodzą Heiko Rannuli – jego zespół wygrał aż 14 z ostatnich 17 meczów PLK – tym razem przystąpi do niego najprawdopodobniej w roli faworyta.

Pierwszy mecz (w przyszły poniedziałek, 9 czerwca) będzie musiała rozegrać na wyjeździe – w Sopocie bądź Lublinie. Tak się jednak składa, że warszawski zespół wygrał 12 (!) ostatnich meczów PLK w halach rywali.

– Możesz przegrać ten zakład – usłyszał chwilę po zakończeniu meczu z Anwilem od przedstawiciela sztabu szkoleniowego Legii warszawski przedstawiciel redakcji SuperBasket, który u progu playoff nie wierzył w tytuł mistrzowski warszawskiego klubu.