Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>
Spodziewaliśmy się wielkich emocji i walki do samego końca, ale tak naprawdę – było ich tyle, co kot napłakał. Spójnia od pierwszych minut kontrolowała przebieg wydarzeń i już po pierwszej kwarcie, wygranej przez gości 23:12 po trybunach Gryfii przeszedł szmer zaniepokojenia. Goście od początku imponowali, nie tylko Aleksandar Langović.
W drugiej kwarcie gospodarze rzucili się do odrabiania strat, po efektownej asyście MaCio Teague’a wyrównali na 26:26, chwilę później po trójce tego samego zawodnika objęli nawet prowadzenie, lecz to goście byli tego dnia ewidentnie lepsi. Fantastycznie spisywał się Devon Daniels IV, który raz za razem dziurawił kosz gospodarzy. Amerykanin do 32 punktów (z zaledwie 20 rzutów z gry) dołożył też 7 asyst.
O ile w trzeciej kwarcie gospodarze jeszcze starali się nawiązywać walkę, to w ostatniej części gry dominacja Spójni nie podlegała już żadnej dyskusji. W pewnym momencie przewaga gości sięgnęła nawet 24 punktów (78:54). To był nokaut.
Oprócz rewelacyjnego Danielsa w zespole goście świetnie spisał się rozgrywający Stephen Brown (16 punktów, 6 asyst, 5 zbiórek) oraz wspomniany wcześniej Langović (11 punktów, 8 zbiórek, 5/10 z gry).
W zespole Czarnych najwięcej punktów zdobył Michalak (17). Po 14 dołożyli Teague i Benas Griciunas, ale to było zdecydowanie za mało. Żadnego rzutu z gry nie trafił rozgrywający gospodarzy Mike Caffey (0/6 z gry).
Trenera Spójni Sebastiana Machowskiego czeka po tym meczu bardzo przyjemny weekend. Mantas Cesnauskis już na początku rozgrywek ma spory ból głowy. W następnej kolejce Czarni pojadą do Ostrowa, a później będą gościć Legię. Łatwiej raczej nie będzie.