Strona główna » Trener o postawie swojego zespołu: To niewiarygodne! Zastal się zastał
PLK

Trener o postawie swojego zespołu: To niewiarygodne! Zastal się zastał

0 komentarzy
Miało być wielkie święto związane z powrotem Filipa Matczaka do Zielonej Góry i walką o pierwsze zwycięstwo w nowym sezonie, a wyszła totalna klapa. Zastal przegrał w czwartek 68:79 z Arrivą Twarde Pierniki. Po meczu jego trener Virginijus Sirvydis nie szczędził słów krytyki swoim podopiecznym.

– Może niektórzy zawodnicy myśleli, że na tym parkiecie będzie nam się grało łatwo. Byli w błędzie. Liga jest inna niż w przeszłości i trzeba być na to gotowym. Przed meczem robiliśmy skauting. To bardzo interesujące, że niektórzy nasi gracze mimo tego wyszli na boisko jakby nie mieli świadomości, którzy gracze naszych rywali grożą rzutem z dystansu, a którzy nie. Jakby nie wiedzieli który z nich będzie grał pod koszem, a który na obwodzie. Twarde Pierniki grały prostą koszykówkę, ale niektórzy nasi gracze nie byli na to przygotowani. To niewiarygodne! – narzekał na postawę swoich podopiecznych trener Zastalu Virginijus Sirvydis.

Zielonogórzanie już po pierwszej kwarcie tracił w czwartek do rywali 10 punktów (16:26), a w przerwie przewaga gości urosła do 18 punktów (30:48). Ponad 2 tysiące kibiców zebranych w hali CRS nie doczekało się tego wieczora emocji.

– W pierwszej kwarcie straciliśmy 26 punktów – choć miałem wrażenie, że około 30 – a zakończyliśmy ją mając na koncie zaledwie jeden faul. To niedopuszczalne, musimy się obudzić. Musimy być twardsi w ataku i zdecydowanie mądrzejsi w obronie. Musimy używać fauli i grać z takim samym poświęceniem jak w poprzednim sezonie. Póki co odnoszę wrażenie, że niektórzy zawodnicy po prostu nie rozumieją, o co ich proszę – mówił 51-letni litewski trener Zastalu.

Najwięcej punktów dla gospodarzy – po 13 – zdobyli w czwartek Sindarius Thornwell (3/11 z gry) i Matczak. Wracający do gry w Zastalu po ponad 5-letniej przerwie wychowanek klubu trafił tylko jeden z pięciu rzutów z gry. Wykorzystał natomiast 10 z 12 rzutów wolnych.

– Moi podopieczni grali, jakby kompletnie zapomnieli nasze przedmeczowe założenia taktyczne. Dla przykładu: zawodnika z nr 18 (Viktor Gaddefors – przyp. red.) mieliśmy odcinać od podań, ale kompletnie tego nie robiliśmy. Pozwoliliśmy mu grać tak, jak lubi. To niewiarygodne. Niektórzy gracze mogą mówić, że prosimy ich o zbyt wiele, ale wierzę, że grając w innych klubach też mieli do czynienia ze skautingiem. W poprzednim sezonie wszyscy mnie rozumieli i było OK. Wierzę, że teraz potrzeba na tylko trochę więcej czasu – mówił Sirvydis.

W zespole toruńskim najlepszymi graczami byli w czwartek Divine Myles (19 punktów, 8/12 z gry), Abdul Malik Abu (10 punktów i 14 zbiórek) oraz Michael Ertel (18 pkt). Dominik Wilczek miał kłopoty ze skutecznością (3/11 z gry), ale do 11 punktów dołożył 10 zbiórek.

Zdecydowanie większe kłopoty z umieszczaniem piłki w koszu mieli jednak gospodarze – trafili tylko 20 z 63 rzutów z gry (31.7 procent).

– Trafialiśmy za 2 punkty na poziomie 35 procent skuteczności, mimo że mecz był rozgrywany w naszej hali. Przecież rzucaliśmy do tych samych obręczy, co podczas treningów. Gdyby to była skuteczność za 3, zrozumiałbym, ale ta liczba layupów, które dzisiaj spudłowaliśmy… – zawieszał głos trener Sirvydis. – Musimy po prostu pracować ciężej – dodawał po chwili.

Jego zespół będzie miał teraz sporo czasu, by popracować w spokoju przed kolejnym meczem – Zastal w trzeciej kolejce zagra dopiero w kolejną niedzielę 20 października, podejmując w swojej hali Legię Warszawa.

STATYSTYKI Z MECZU ZASTAL – ARRIVA TWARDE PIERNIKI