Strona główna » Tomasik: Jak uratowałem Pierniki – Twarde albo jakoś tak* – przed spadkiem
PLK

Tomasik: Jak uratowałem Pierniki – Twarde albo jakoś tak* – przed spadkiem

0 komentarzy
Tuż po utrzymaniu drużyny w PLK Cedric Heitz zaraz po „Vasy Pusicy, który zdradził” wymienił moje nazwisko. Pal licho towarzystwo i kontekst. Nerwy ewidentnie francuskiego trenera opuściły i oceniając moją pracę – skłamał tylko połowicznie. Ale ja oceniając jego pracę 10 dni temu – wcale. Choćby słowem.

BETCRIS PROPONUJE TRZY FREEBETY ZA TRZY KUPONY – SPRAWDŹ JUŻ TERAZ!

W wypowiedzi Cedrica Heitza ubodło mnie tylko jedno – to „jakoś tak” dodane zaraz po nazwie naszego portalu.

.

Panie trenerze, mam nadzieję że ten tekst też panu ktoś panu przetłumaczy – proszę pana uprzejmie, szanujmy się. Zadał pan sobie zapewne trochę trudu, by nauczyć się i poprawnie – szczerze doceniam! – wymówić moje imię i nazwisko. Naprawdę zapamiętanie słów „super” i „basket” stanowiło dla pana większe wyzwanie?

Ale mniejsza z tym. Mało znaczący, nieszczególnie drogi triumfalizm.

Gorzej, że w swojej wypowiedzi dotyczącej mojego artykułu sprzed 10 dni – niezorientowanych chętnych zapraszam do lektury – niby połowicznie, ale tak naprawdę kompletnie, minął się z prawdą. Niczym dwa składy pendolino na północnym odcinku magistrali E65. Był pan łaskaw oznajmić światu, że „Tomasik na podstawie jednego meczu skrytykował Kacpra Gordona albo mnie”.

Otóż nie. Nie skrytykowałem Kacpra Gordona.

Po prostu – nie. Choćby jednym słowem – nie.

Skrytykowałem JEDYNIE pana, panie trenerze. Tak, jedynie za pracę wykonaną w tamtym meczu. Przytaczając opinie konkretnych osób. Na pana temat. Główny zarzut, który się z nich wyłaniał? Że jest pan nerwowym trenerem, który nie wprowadza swoim zachowaniem do zespołu spokoju. Nic nie poradzę, że do mnie dotarł.

Podejrzewam, że wie pan dobrze, iż krytyka po meczu ze Startem była jak najbardziej zasłużona. O Kacprze Gordonie – któremu bardzo kibicuję – nie znajdzie pan jednak w moim tekście choćby słowa negatywnej opinii. Co najwyżej stwierdzenie faktów, że „spudłował rzut” lub „popełnił błąd”. Niemal każdy koszykarz w każdym meczu pudłuje rzuty. Prawie wszyscy popełniają błędy. Ale to pan popełnił wówczas największy błąd, nieumiejętnie rotując swoim składem.

Nie wiem kto panu tłumaczył mój artykuł i co przekazał. I nie zamierzam w to wnikać.

Co myślę na temat faktu, że trener wywołuje do tablicy dziennikarza? Alleluja! Oby więcej takich sytuacji w PLK – ta liga potrzebuje więcej emocji, na styku kluby/dziennikarze też. Potrzebuje też więcej dziennikarzy, którzy chcieliby się nią zainteresować Nie tylko robiąc za podstawkę do mikrofonu.

Wyrażanie własnych opinii – nawet, jeśli raz na jakiś czas okażą się przestrzelone – to podstawa naszej, dziennikarzy, pracy.

Prezesi ustalają budżety i czasami się mylą.

Trenerzy ustalają taktykę i czasami się mylą.

Koszykarze rzucają i czasami pudłują.

Dziennikarze stawiają jakieś tezy i czasami pudłują.

W tym pierwszym przypadku – może się urodzić duży problem, bo sytuacja może dotknąć ludzi, którzy pracując w klubach zarabiają na utrzymanie rodzin. W trzech pozostałych – to tylko integralna część wykonywanej pracy. Jak będziesz słaby, to ją tracisz i najwyżej twoja rodzina będzie miała problem. Trenerzy, jeśli będę popełniać błąd za błędem, mogą ją stracić. Koszykarze nie trafiając do kosza – też. Dziennikarze także, bo jeśli będą się non-stop rozmijać z prawdą, stracą czytelników.

Ot, cała tajemnica.

Jasne, prezesi, trenerzy, koszykarze, dziennikarze pracujący przy polskiej koszykówce jadą na jednym wózku. Ale to nie znaczy, że każdy ma taką samą rolę do odegrania.

Ja każdego słowa napisanego w tekście „Koszykarski kryminał w Toruniu imienia Kacpra Gordona” jestem skłonny bronić. Niczym niepodległości. Minionych 10 dni niczego nie zmieniło. Co najwyżej utwierdziło mnie w przekonaniu, że Kacper Gordon zasłużył na więcej niż 7 minut kuriozalnie rozłożonych na cztery szychty w meczu ze Startem.

Czas na odniesienie do z tytułu tego tekstu i przede wszystkim tej gwiazdki, za którą – jeśli tylko którykolwiek z kibiców Twardych Pierników poczuł się urażony – od razu przepraszam! Po trzykroć, bo po prostu lubię drużynę z Torunia.

Faktem, że Twarde Pierniki uratowały swój byt w PLK nie jestem zresztą kompletnie zaskoczony. Pod względem potencjału sportowego to nie była po prostu najsłabsza drużyna ligi. Ani nawet 15. O tym, że zespół z Torunia może uratować się przed spadkiem i nie będzie to żadne zaskoczenie, pisałem już grubo ponad miesiąc temu, gdy Twarde Pierniki sześć kolejek przed końcem traciły do bezpiecznego miejsca w tabeli aż 3 punkty. To wówczas postawiłem tezę, że ostatecznie mogą się utrzymać i nie będzie to wcale żadna wielka sensacja.

I trafiłem. Dowód? Cedricu Heitzie, już po sezonie, ma pan pewnie chwilę, zapraszam do lektury: „Kogo mogą wyprzedzić Pierniki? Niejednego”.

Ja skromny dziennikarz jestem, tylko dzięki wywołaniu do tablicy przez trenera Heitza pozwalam sobie na ten mały triumfalizm.

Cedricu Heitzie, gdyby pan wiedział, ile osób się do mnie po publikacji tamtego tekstu odezwało z opinią typu „ty chyba zwariowałeś”…

Może gdyby już wówczas regularnie śledził pan nasze artykuły, pokazałby pan tamten artykuł drużynie z hasłem „patrzcie, wcale nie tkwimy w oblężonej twierdzy, ktoś jeszcze w nas wierzy”. Może wtedy łatwiej byłoby panu zerwać z łatką „nerwowego trenera”?

Umówmy się, ona przylgnęła do pana we Francji o czym ja – cytując opinię francuskiego kolegi po piórze – jedynie poinformowałem. Ale to pan kilka tygodni temu przed konferencją prasową po jednym z meczów PLK ją ugruntował. Już na polskiej ziemi.

Jeszcze raz gratuluję utrzymania w PLK! Mam nadzieję, że będzie pan trenerem Twardych Pierników także w kolejnym sezonie, a nasze relacja będzie się rozwijała.

BETCRIS PROPONUJE TRZY FREEBETY ZA TRZY KUPONY – SPRAWDŹ JUŻ TERAZ!