Miał być szlagier – i właściwie, przynajmniej w samej końcówce meczu był. Mecz Trefl – Śląsk ostatecznie nie rozczarował, choć jeszcze w połowie trzeciej kwarty wydawało się, że kibice zebrani w ERGO ARENIE nie doczekają się emocje. W 26. minucie po punktach zdobytych przez Jarosława Zyskowskiego mistrzowie Polski prowadzili z pozbawionym już Angela Nuneza Śląskiem aż 72:53.
Gdy wydawało się, że goście – zgodnie z przewidywaniami ekspertów – nie nawiążą nawet walki, sygnał do ataku dał im Justin Robinson. Łapiący dopiero wspólny język z kolegami klubowymi filigranowy Amerykanin (w całym meczu 12 punktów, 3/7 za 3) w ciągu 20 sekund dwukrotnie trafił z dystansu i nagle wszystko się odmieniło.
Po trzech kwartach goście tracili do Trefla już tylko 9 punktów (66:75). Gdy na początku ostatniej podopieczni Aleksandara Joncevskiego zdobyli 11 punktów z rzędu, na trybunach trójmiejskiej areny zrobiło się przez chwilę cicho. To nagle Śląsk – ni stąd ni zowąd – prowadził!
Aby ratować zespół przed porażką trener Trefla Żan Tabak zdecydował się na pokerowe zagrania. Posadził na ławce rezerwowych najlepszego wcześniej długimi fragmentami meczu zawodnika na boisku – Nicka Johnsona (20 punktów, 8/11 z gry, 11 asyst, 5 zbiórek). Zastępił go Aaronem Bestem (17 punktów, 7 zbiórek, 4 asysty). Pomogło! Najważniejsze akcje w końcówce w barwach mistrzów Polski należały do Jakuba Schenka (11 punktów, 3 asysty), który trafiał bądź podawał, nie po raz pierwszy w tym sezonie udowodniając, że w kluczowych momentach meczów można na niego liczyć.
Śląsk walczył do końca. Jeszcze w samej końcówce miał szansę, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Najlepszy w barwach gości tego dnia Jeremy Senglin (20 punktów, 7 zbiórek, 5 asyst) rzucał za 3 przy dwupunktowej stracie. Spudłował. Oprócz niego zaskakująco dobrze wypadł duet graczy, którzy ostatnio w grze Śląska nie odgrywali większych ról – Błażej Kulikowski zdobył 13 punktów (3/5 z 3), a Kenan Blackshear do 8 punktów w ciągu niespełna 13 minut dołożył 4 zbiórki i 2 asysty.
Ostatecznie to jednak Trefl wygrał 94:90 i Śląsk pojedzie na turniej finałowy o Puchar Polski z bilansem 9-9 (Trefl 13-4). W Sosnowcu wrocławianie powinni się pojawić w uzupełnionym składzie – jak poinformował serwis zkrainynba nowy graczem WKS, następcą Nuneza, zostanie 26-letni De’Jon Davis (202 cm), mający już za sobą grę w słabszych zespołach ligi niemieckiej czy greckiej.
W pierwszym sobotnim meczu PLK MKS Dąbrowa Górnicza zaskakująco łatwo ograła rywala z województwa śląskiego – GTK Gliwice. Aż 107:87. 30 punktów dla zwycięzców zdobył Tyler Cheese (11/17 z gry) – ten sam, do którego umiejętności gry na pozycji rozgrywającego nowy trener MKS Jean-Denys Choulet nie ma zaufania. Jak donosi zkrainynba nowym playmakerem MKS zostanie Cobe Williams. Tego młodego i utalentowanego gracza mogą kojarzyć kibice Anwilu, gdyż przyłożył rękę do zwycięstwa Charleroi w Hali Mistrzów w grudniowym meczu FIBA Europe Cup.
To najpewniej nie koniec zmian personalnych w zespole z Dąbrowy Górniczej. Wciąż niepewna jest przyszłość w tym Raymonda Cowelsa (w sobotę zdobył 13 punktów, 3/5 za 3) i Davida Hööka (7 punktów w meczu z GTK).
Dzięki sobotniej wygranej nadzieje na utrzymanie w PLK wyraźnie jednak odżyły – MKS traci do rywala z Gliwic tylko dwa punkty, a do zakończenia sezonu jest jeszcze 12 kolejek. Jeśli zespół jeszcze dodatkowo zostanie wzmocniony, szefowie GTK będą mogli – mając też przegrany z MKS dwumecz – zacząć się martwić. Ba, właściwie już powinni – ich zespół przegrał już szósty mecz z rzędu!
Z grona drużyn najbardziej zagrożonych dogonieniem przez MKS uciekła w sobotę PGE Spójnia. Jeśli prawdą były informacje jakoby dalsza praca Andreja Urlepa w Stargardzie była uzależniona od wyniku meczu ze Stalą Ostrów Wielkopolski – to możemy niniejszym ogłosić, że Słoweniec nigdzie się nie wybiera!
Spójnia wygrała w Ostrowie Wielkopolskim bardzo pewnie 89:75, dość pewnie dominując nad rywalem przez większość meczu. 22 punkty dla ekipy Urlepa zdobył Luther Muhammad, a 21 dodał Trey Davis.
W Ostrowie Wielkopolskim mają twardy orzech do zgryzienia. Mimo odzyskania Aigarsa Skele (11 punktów, 7 zbiórek, 5 asyst) i dobrej gry Damiana Kuliga (16 punktów) Stal zamiast grać coraz lepiej i odrabiać poniesione na początku sezonu straty, spisuje się co najwyżej w kratkę. Z bilansem 7-11 i, przede wszystkim, taką grą jak w sobotę – jest obecnie bardzo daleka od tego, by wiosną walczyć w playoff.