Strona główna » Śląsk nie zwalnia tempa i goni czołówkę! Spójnia? Urlep narzeka na budżet…
PLK

Śląsk nie zwalnia tempa i goni czołówkę! Spójnia? Urlep narzeka na budżet…

0 komentarzy
Trzeci mecz pod wodzą Aleksandara Joncevskiego i trzecie zwycięstwo – wrocławski, brązowy medalista poprzedniego sezonu PLK zaczyna błyskawicznie odrabiać straty z nieudanego początku sezonu, do wicelidera traci już tylko dwa punkty! W niedzielę WKS wygrał 76:69 w Stargardzie. Kibicom Spójni tuż przed świętami ciężko o powody do zadowolenia.

Luther Muhammad, najlepszy strzelec Spójni w meczu ze Śląskiem, połowę ze swoich 16 punktów zdobył w ostatnich minutach, gdy właściwie losy zwycięstwa były już przesądzone. Wcześniej miał problemy wynikające z nadmiaru fauli. O tym do jak skrajnych zaburzeń w hierarchii rotacji drużyny ze Stargardu doszło w efekcie coraz gorszych wyników w ostatnich tygodniach i prób zmian podejmowanych przez trenera Andreja Urlepa najlepiej świadczy fakt, że w połowie czwartej kwarty trzema najlepszymi strzelcami Spójni byli Sebastian Kowalczyk (10), Paweł Kikowski (9) oraz Yehonatan Yam (8).

Stargardzki zespół w niedzielę zdobył zaledwie 69 punktów, bo trafił tylko 27 proc. rzutów za 3 i zanotował tyle samo asyst co strat (po 15). Brak klasycznego rozgrywającego w zespole Spójni staje się z każdym meczem jedynie coraz bardziej widoczny.

– Od kiedy do Śląska przyszedł nowy trener, nasi dzisiejszy rywale grają naprawdę dobrą koszykówkę. Dzisiaj byli fizycznie mocniejsi od nas, a w każdym aspekcie gry trochę lepsi i zasłużenie wygrali. Moja drużyna walczyła jak mogła, nie mogę mieć do niej zastrzeżeń pod tym względem jak po meczu z Arką. Poza jednym: zbyt wiele piłek daliśmy sobie wyszarpać z rąk – mówił trener Urlep, który zdaniem niektórych wcale nie może być pewny swojej posady.

Pytany o potencjalne zmiany w składzie Słoweniec zasłaniał się nieciekawą sytuacją finansową klubu.

– Gdybyśmy mieli pieniądze, na pewno dokonalibyśmy zmian. Ale sytuacja finansowa klubu jest jaka jest. Teraz mógłbym mówić, że czegoś innego się spodziewałem, że nie wszystko mi przedstawiono na początku i dlatego mamy skład taki, jaki mamy. Zawodników wybrano zanim ja tu przyszedłem. W sporcie dużo zależy od pieniędzy – im więcej ich masz, tym lepszych graczy możesz zatrudnić – tłumaczył.

Śląsk na tle Spójni, choć jeszcze raz zagrał bez wracającego do zdrowia DJ Coopera, wyglądał na zespół, który o tym okropnym słowie na literę „k” (kryzys) powoli zapomina. Z roli awaryjnego rozgrywającego nieźle wywiązał się Marcel Ponitka (po 6 punktów i asyst, 7 zbiórek), skuteczniejszy niż zwykle był Jeremy Senglin (15 punktów, 6/9 z gry), a najwyższy wskaźnik +/- (aż +19) miał Adam Waczyński, choć były reprezentant Polski nie trafił żadnego rzutu z gry. Emmanuel Nzekwesi do 19 punktów dołożył 7 zbiórek. Holender póki co okazuje się świetnym transferem wrocławskiego klubu. Do gry wrócił już także Angel Nunez (9 punktów).

– W ostatnich kilku dniach pokonaliśmy około trzech tysięcy kilometrów, ale zagraliśmy wystarczająco dobrze, by wygrać, nawet jeśli nie równie dobrze jak w poprzednim meczu z Falco. Cieszy mnie, że po raz pierwszy w trakcie mojej pracy z zespołem wygraliśmy z przeciwnikiem walkę o zbiórki, bo z tym ostatnio mieliśmy największy problem. Za postawę w tym meczu gratulacje składam nie tylko swoim zawodnikom, ale także asystentom. Robiąc skauting rywala, wykonali świetną pracę – podkreślał Joncevski.

Dzięki zwycięstwu Śląsk z wynikiem 5-5 ma już pewne miejsce w środku tabeli PLK, a dzięki gigantycznym problemom większości najpoważniejszych kontrkandydatów do walki o złoto – jedynie dwa punkty straty do wicelidera. Spójnia przegrała drugi mecz z rzędu we własnej hali i ma bilans 4-6, a w perspektywie 22 grudnia mecz derbowy z Kingiem. Śląsk w następnej kolejce pojawi się na arcyciekawie zapowiadającym się starciu w Ostrowie Wielkopolskim.