Strona główna » PLK zza kulis: Dwa oblicza Anwilu. Decydujący rzut Slaughtera. Wahl ciągnie obronę za uszy
PLK

PLK zza kulis: Dwa oblicza Anwilu. Decydujący rzut Slaughtera. Wahl ciągnie obronę za uszy

0 komentarzy
Anwil Włocławek wygrał w Dąbrowie Górniczej 94:85, chociaż jeszcze w 2. kwarcie przegrywał różnicą 12 punktów. Kolejny świetny mecz rozegrał Tyler Wahl, wielkie rzuty trafiał A.J. Slaughter, a w 2. połowie włocławski zespół zaimponował znakomitą defensywą.

W ostatnich tygodniach Anwil Włocławek przyzwyczaił nas do tego, że albo idzie na mistrza Polski – choćby po wygranych w Wałbrzychu lub Gdyni, albo też zdarzają się mecze, gdzie wygląda jakby chciał dołączyć do „Igrzysk Śmierci”, vide spotkanie w Gliwicach.

W późne sobotnie popołudnie włocławscy koszykarze postanowili połączyć najlepsze z najgorszym w ramach jednego występu.

Popatrzcie zresztą sami.

Pierwsza połowa – 52 punkty MKS, 9 zbiórek w ataku gospodarzy i 16 punktów z ponowień, 19 punktów Luthera Muhammada, 0 punktów A.J Slaughtera
Druga połowa – 33 punkty MKS, 3 zbiórki w ataku gospodarzy i 0 punktów z ponowień. 2 punkty Muhammada, 12 punktów Slaughtera

Ostatecznie Anwil powróci do Włocławka ze zwycięstwem 94:85. To jedenasty triumf Anwilu w bieżącym sezonie i już piąty w siedmiu rozegranych spotkaniach pod wodzą Ronena Ginzburga.

Decydujący cios zadał gospodarzom A.J. Slaughter.

Były znakomity reprezentant Polski w 1. połowie oddał tylko jeden, zresztą wymuszony przez siebie i niecelny rzut. Trener Ginzburg dobrze jednak na to zareagował, wypuścił Slaughtera w wyjściowej „5” od początku drugiej części i ten już w 3. kwarcie trzema „trójkami” znacząco przyczynił się do odwrócenia losów spotkania.

Po czym, nieco zamrożony w 4. kwarcie, w decydującej akcji zrobił to, po co go do Włocławka sprowadzono.

Ręce bolą od oklasków

Tych z czytelników, którym w ostatnich tygodniach znudziły się pochwały na cześć Tylera Wahla… Proszę chwilowo o opuszczenie pokładu, gdyż znowu będę to czynił.

Nie może być inaczej, gdyż w sobotnie popołudnie to na Amerykaninie spoczął ciężar walki podkoszowej z mocnym w tym elemencie zespołem MKS-u – Mate Vucić wyglądał, jakby miał kryzys fizyczny związany z dwumiesięczną nieobecnością, a Kacper Borowski już po 50 sekundach od wejścia doznał kontuzji.

Zresztą – popatrzcie sami.

Ostatecznie Wahl zakończył spotkanie z 10 punktami, 12 zbiórkami, 7 asystami, 2 przechwytami i 1 blokiem.

W ciągu 34 minut spędzonych przez niego na parkiecie Anwil był lepszy od MKS-u aż o 16 punktów, co oznacza, że gdy tylko Amerykanin siadał na ławce rezerwowych, to z włocławską drużyną działo się bardzo, bardzo źle.

Dobrze ze wspólnej gry z Wahlem korzystał na parkiecie w Dąbrowie Górniczej Michał Kołodziej (12 pkt). Rezerwowy podkoszowy Anwilu zawsze aktywnie gra bez piłki, a ta w nagrodę potrafi go często znaleźć w dogodnej sytuacji.

Także po podaniach Elvara Fridrikssona, może w swojej grze zaskakująco nierównego, ale ostatecznie autora 14 punktów i 9 asyst.

Air Kołodziej?

W tej wersji może się zakręcić wokół ligowego „TOP 10” weekendu.

Krok po kroku

Kolejny znakomity występ Tylera Wahla skłonił mnie do zerknięcia na zaawansowane statystyki Anwilu Włocławek, które dzięki niekończącej się pracy kolegów z „Pulsu Basketu” i ich planów światowej dominacji zostały w ostatnich dniach uzupełnione o filtry czasowe.

Co widzimy używając ich?

Przyjście Amerykanina zbiegło się z pojawieniem się za kierownicą Anwilu Ronena Ginzburga, zatem na pewno tego co dobre w grze włocławskiej drużyny nie powinno się wiązać wyłącznie z nowym podkoszowym.

Z nim w składzie obrona Anwilu poprawiła się jednak o ok. 6 punktów na 100 posiadań – do świątecznego meczu ze Śląskiem było to 117 traconych punktów, od tamtego czasu jest to 111.

Wciąż byłby to wynik w środku ligowej stawki, ale strata do najlepszej w tym elemencie Legii wynosiłaby tylko 5 punktów. Atak za to cały czas pozostaje blisko ligowego topu.

Jeszcze lepiej wyglądają statystyki samego Wahla – z nim na parkiecie Anwil jest lepszy od rywali aż o niespełna 16 punktów na 100 posiadań (122 vs 106).

Nikt chyba zatem nie powinien być zdziwiony, że odpaliłem na „X” taką oto sondę.

Głosować można do niedzieli do 10:00.

Sufit spada na rozgrywających

Przegrana z Anwilem dała mi do myślenia w temacie, gdzie jest sufit obecnego MKS-u. Zespół pod wodzą Artura Gronka niewątpliwie gra lepiej i wygrywa częściej niż było to pod dowództwem Krzysztofa Szablowskiego. Mam jednak wrażenie, że jego ligowy sufit nie jest zbyt wysoki.

Dlaczego?

Główną przyczyną pozostaje słabość na rozegraniu. Ron Curry, Jakub Musiał, czy też pozyskany niedawno Jamarii Thomas, a nawet nieobecny dzisiaj Dale Bonner – żaden z tych graczy nie ma wystarczającej jakości, by przy agresywnej obronie rywali i jego lepszych rotacjach, czyli tak, jak zagrał Anwil po przerwie, tworzyć przewagi i następnie rozgrywać je z korzyścią dla zespołu.

Jak z tego wybrnąć?

Nie mam pojęcia.

Słabość w playmakingu nie była jeszcze tak mocno widoczna do przerwy, a w dużej części maskował ją Luther Muhammad trafiając takie trudne rzuty z dystansu.

Po zmianie stron lider punktowy MKS-u jednak zniknął – oddał zaledwie sześć rzutów z gry, z których trafił tylko jeden.

I to akurat po akcji, która skłania do myślenia – jak to możliwe, że Anwil po przerwie stracił tylko 33 punkty?

Najrówniejszym graczem MKS pozostaje Czech Martin Peterka – przeciwko Anwilowi zdobył 16 punktów, zebrał 6 piłek i po raz kolejny w ostatnich tygodniach pokazał, że koszykówka firmowana przez trenera Artura Gronka bardzo mu odpowiada.

Sobotnia porażka z Anwilem była dziesiątą w bieżącym sezonie dla drużyny z Zagłębia Dąbrowskiego. MKS-owi raczej nie grozi udział w „Igrzyskach Śmierci”, ale walka choćby o udział w playinach zapowiada się równie wyniszczająco.