Strona główna » PLK zza kulis: Absurd w Warszawie! Sędzia Mordal równa w dół. Anwil z Vuciciem lepszy, z Wahlem – ścianą płaczu
PLK

PLK zza kulis: Absurd w Warszawie! Sędzia Mordal równa w dół. Anwil z Vuciciem lepszy, z Wahlem – ścianą płaczu

0 komentarzy
Zwycięstwo Anwilu w Wałbrzychu było imponujące, podobnie jak gra Mate Vucicia, a także – w nie mniejszym stopniu – Tylera Wahla. Górnik ma swoje problemy, a Trefl własne rozwiązuje bardzo odważnymi eksperymentami. Jedynie sędzia Robert Mordal swoimi błędami się nie przejmuje. Nawet jeśli je zauważa – nie podejmuje próby skorygowania.

Chociaż z zapowiadanych czterech tygodni ostatecznie zrobiło się dziesięć, to kibice Anwilu Włocławek i trener Ronen Ginzburg doczekali się – Mate Vucić powrócił do gry!!!

Chorwat uczynił to w świetnym stylu. Mecz w Wałbrzychu rozpoczął w pierwszej piątce i od samego początku wyglądał, jakby o żadnej przerwie w grze nie było mowy.

Ostatecznie Vucić spędził na parkiecie 23 minuty, w trakcie których zdobył 9 punktów, zebrał 7 piłek i rozdał 3 asysty. Z nim w grze Anwil był lepszy od wałbrzyszan aż o 23 punkty. Wynik to świetny, nawet jeśli blednie przy osiągnięciu kapitana włocławian, Michała Michalaka (+38).

Anwil nie miał w sobotę litości dla Górnika i znakomicie dopingujących swój zespół tamtejszych kibiców. Goście wygrali 86:61, a ich grę docenił choćby trener gospodarzy, Andrzej Adamek.

Co najbardziej zaimponowało mi w grze włocławskiej drużyny? Zdecydowanie 20 asyst przy zaledwie 5 stratach po 3 kwartach. I to w sytuacji, gdy żaden z graczy gości nie miał więcej niż 3 asyst.

Niezależnie od westchnięć kibiców do posiadania generała ze średnią dwucyfrowej liczby skutecznych podań w każdym spotkaniu, to tak znakomicie zbilansowany atak zawsze będzie większym problemem dla defensywy rywali.

To może wypalić!

W momencie transferu do Anwilu Tylera Wahla w ligowym środowisku trenersko-scoutingowym różnie oceniano możliwość wspólnej gry Amerykanina w duecie z Mate Vuciciem. W Wałbrzychu trener Ginzburg się nie krępował i od pierwszej minuty desygnował ich razem do występu w wyjściowej piątce.

Efekt? Całkiem obiecujący.

Ostatecznie zagrali wspólnie przez 12 minut, w których Anwil pokonał Górnika 24:14. Trenerzy kolejnych przeciwników Anwilu zykali jednak sporo materiału do analizy i na pewno spróbują poszukać słabszych stron także takiego ustawienia.

Na pewno nie będzie im łatwo znaleźć słabości w defensywie Wahla, który szczególnie w 3. kwarcie okazał się jednoosobową ścianą płaczu dla ofensywy wałbrzyskiej drużyny.

Według stanu na dzisiaj, Anwil Włocławek ma 10. najlepszą defensywę – czy też 7. najgorszą – w lidze, tracąc 114.5 punktu na 100 posiadań. Jeżeli z Tylerem Wahlem w takiej formie włocławianom uda się poprawić znacząco to miejsce przed końcem sezonu regularnego, to Amerykanin może okazać się poważnym kandydatem w rozważaniach na temat nagrody dla najlepszego obrońcy w Orlen Basket Lidze.

A Górnik?

Wystarczy posłuchać trenera Andrzeja Adamka żeby zrozumieć, że nie jest to najlepszy moment dla jego zespołu.

Po takim meczu ciężko uwierzyć, że obie drużyny mają identyczny dorobek w bieżącym sezonie – 9 zwycięstw i 7 porażek. Dwoma wygranymi w bezpośrednich starciach Anwil zapewnił sobie wyższe miejsce na koniec sezonu, gdyby oba zespoły także wtedy miały taką samą liczbę wygranych i przegranych.

Nauka kosztuje

Informację o wpłaceniu przez ich zespół 100 tysięcy złotych do ligowej skarbonki za możliwość gry szóstką obcokrajowców kibice Zastalu Zielona Góra przyjęli z jednoznaczną radością. Ci najbardziej optymistyczni już pewnie widzieli efektowne wsady, bloki i zbiórki Sagaby Konate, który ma się okazać znacznie bardziej eksplozywnym podkoszowym dominatorem od Phila Fayne’a i Krzysztofa Sulimy.

Zanim do tego dojdzie, trzeba wycierpieć swoje. Tak było w debiucie Malijczyka w Sopocie. W trakcie 6 minut gry nowego środkowego, jego zespół okazał się gorszy od Trefla aż o 14 punktów.

W meczu, który przegrywa się różnicą tylko trzech – taki wynik naprawdę może zaboleć.

Moja pierwsza reakcja? Ależ on dostojnie wracał do swojego zawodnika, którym w tym przypadku był Mikołaj Witliński.

Może przy Szymonie Zapale będzie lepiej?

Nope.

W jakim elemencie Konate będzie w stanie najszybciej pomóc swojej drużynie?

To niewątpliwie zbiórki, których liczbą zwykle bardzo wyróżniał się w trakcie swojej kariery.

Próbkę swoich umiejętności w tym aspekcie Malijczyk pokazał już w Sopocie, a jego zbiórek Zastal bardzo będzie potrzebował. W spotkaniu z Treflem przegrał walkę pod i nad obręczą 37:45, pozwalając rywalom na wywalczenie aż 16 piłek na atakowanej tablicy.

Sopocki eksperyment

Potrzeba jest matką wynalazków! Nie wiem, jak to brzmi w fińskiej wersji, ale na pewno to powiedzenie w jakiejś formie jest znane trenerowi Mikko Larkasowi.

W meczu z Zastalem szkoleniowiec Trefla Sopot nie mógł skorzystać z kontuzjowanych Paula Scruggsa i Kenny’ego Goinsa – ich powrót spodziewany jest lada dzień, a brak drugiego z wymienionych Amerykanów znacząco ograniczył mu możliwość rotacji w strefie podkoszowej.

Fin nie miał wyjścia i zdecydował się sprawdzić, co może wyniknąć ze wspólnej gry Mikołaja Witlińskiego i Szymona Zapały, którzy wcześniej w tym sezonie jeszcze nie mieli okazji straszyć rywali jednocześnie na parkietach Orlen Basket Ligi.

Już pierwsza akcja spowodowała, że pole 3 sekund wyglądało, jakby wybuchła tam 3. Wojna Światowa!

Całościowo eksperyment można jednak uznać za relatywnie udany. W ciągu dwóch minut i czterdziestu sekund gry na dwóch centrów Trefl zremisował z Zastalem 4:4.

W całym spotkaniu sopocianie zwyciężyli 78:75, dzięki czemu nie tylko odnieśli 11. zwycięstwo w sezonie, ale także odrobili dwa punkty straty z przegranego dwa tygodnie temu 90:92 meczu w Zielonej Górze. Chociaż grali w ośmiu, to nie zatracili przy tym swojego stylu, który pozwala im od początku rozgrywek utrzymywać się w czubie tabeli.

Sędziowski absurd w Warszawie

Bardzo niechętnie w „Kulisach” goszczę ligowych arbitrów, ale czasami po prostu inaczej się nie da.

Po raz drugi w bieżącym sezonie na ten wątpliwy zaszczyt zapracował sędzia Robert Mordal. Wcześniej w połowie października wspólnie z kolegami pokazał w końcówce meczu Górnika Wałbrzych z Dzikami Warszawa absolutny brak profesjonalizmu, szacunku do wykonywanej przez koszykarzy pracy oraz umiejętności liczenia do ośmiu.

Jak myślicie, co wydarzyło się w poniższej sytuacji?

– Panie sędzio, popatrz pan, Horton w momencie rzutu nadepnął na linię – mówi do sędziego Mordala trener Śląska Wrocław Ainars Bagatskis.

– Tak, ale nadepnięcie jest tak nieznaczne, że nie ma znaczenia – odpowiada arbiter.

Taki mniej więcej zapis rozmowy przytoczył mi z tej sytuacji szkoleniowiec gości. Ich wymianę zdań i gestykulację Łotysza zauważyłem już w trakcie spotkania i zapytałem się o nią po jego zakończeniu.

Czy jeżeli Kadre Gray w decydującym o zwycięstwie rzucie nadepnąłby tylko małym palcem na linię, to sędzia Robert Mordal też uznałby, że to nie miało znaczenia?

Dziwnym trafem, w jednym z wcześniejszych meczów bieżących rozgrywek, Tomasz Trawicki pokazał, że nadepnięcie na linię powinno być karane także w sezonie 2025/26.

Ze swojej strony mogę co najwyżej zaproponować odmowę poprawiania literówek – i innych błędów w tekstach, które przecież wszystkim się zdarzają – gdy ktoś zwróci na nie uwagę.

Nawet, gdyby były one ewidentne. Równajmy w dół. Solidarnie. Jak wszyscy, to wszyscy.