Anwil Włocławek – King Szczecin 92:78
Mógłbym zacząć uwagą typu „a nie mówiłem”, przypominając, że po dwóch porażkach Anwilu przestrzegałem przed zbyt szybkim ogłaszaniem jego kryzysu, ale wolę rozmawiać o meczu. Choć minął od niego prawie tydzień, wciąż dobrze pamiętam trzy spostrzeżenia.
Pierwsze, stricte sportowe: Selcuk Ernak wciąż wzbudza w drużynie zaufanie i ma dobrych wykonawców. Kamery telewizyjne pod koniec drugiej kwarty dobrze pokazały akcję, którą zaplanował turecki trener. Po chwili ujrzeliśmy ją na parkiecie. Ernak mocno krytykował graczy po dwóch porażkach i ewidentnie do nich ze swoim przekazem dotarł, skutecznie zmobilizował. Po tym też poznasz dobrego trenera – koszykówka to nie sama taktyka, to także mental!
Druga uwaga też jest właściwie sportowa, choć zahacza o formalinę: dla Anwilu idealnie byłoby, gdyby po tym meczu zatopił w niej Kamila Łączyńskiego. Cóż to był za świetny mecz polskiego weterana.
Ba – cóż to jest za jego sezon!
„Łączka” poprawił względem poprzedniego niemal wszystko – średnią punktową z 4.6 na 8.7, skuteczność rzutów za 2 z 36 procent do 62 (!), nawet rzuty wolne dźwignął z poziomu 61 do 76 procent.
Łączyński jeszcze nigdy nie zaliczał w PLK, jak w tym sezonie, 7.0 asysty na mecz!
Może jest po prostu za cicho o tym, jak dobry jest Łączyński w tym sezonie? Świetny jest, uwielbiam go oglądać w takim wydaniu. Gdy nie kłóci się z sędziami, ci pozwalają mu nawet trafiać trójki po błędzie kroków, jak w końcówce meczu z Kingiem. Anwil musi chuchać i dmuchać na Kamila. Zdrowy na początku maja – jeśli będzie w pełni sił, a nie zajechany trudem sezonu zasadniczego – może decydować o sile drużyny także w playoff.
Wszyscy narzekają, że Anwilowi brakuje Luke’a Nelsona w pełni formy, a ja odnoszę wrażenie, że zespół z Włocławka właśnie z Łączyńskim w roli rozgrywającego wygląda w tym sezonie po prostu najlepiej.
Trzecia uwaga dotyczy, niestety, sędziów. To nie był dobry mecz w ich wykonaniu. Są integralną częścią meczu – podobnie jak trenerzy oraz zawodnicy i też mają się prawo mylić. Braku konsekwencji w ocenie bardzo podobnych sytuacji nie jestem jednak w stanie znieść. Legendarna „linia sędziowania” powinna być jedna. Niechby w PLK sędziowie pozwalali na więcej kontaktu, bo później kończy się tym, że nasze drużyny występujące w pucharach się dziwią, że sędziowie w Europie pozwalają się mocniej bić.
O dobrej pracy sędziów świadczy zawsze jedno – że po meczu się o niej nie mówi. Po meczu Anwil – King się mówiło sporo. Całkiem słusznie.
Jeszcze słowo o Kingu – wątpię, by Jovan Novak odmienił jego losy. To nie ten rozmiar kapelusza co Andrzej Mazurczak, nawet jeśli profilowo Serb jest graczem do Polaka zbliżonym. Na pewno jednak Jovan drużynie pomoże. Nie jestem tylko przekonany czy pozostawianie obok niego w składzie Isaiaha Whiteheada ma większy sens. Nieszczególnie potrafię sobie wyobrazić tego zawodnika w roli efektywnego shootera, biegającego bez piłki po zasłonach i szukającego okazji do oddania rzutu. Ale może to tylko kwestia mojej ubogiej wyobraźni?
Arriva Twarde Pierniki Toruń – WKS Śląsk Wrocław 87:72
Ktoś mnie ostatnio zapytał czy Śląsk, w związku z plagą kontuzji, która go gnębi powinien w ogóle w dwóch następnych kolejkach robić wszystko, by zakwalifikować się do turnieju finałowego o Puchar Polski. Czy nie lepiej byłoby dla WKS skupić się na leczeniu urazów i spokojnych treningach.
Nie!
Śląsk powinien walczyć o wszystko, czyli o potrójną koronę! Taki cel powinien mieć każdy klub w PLK, a już szczególnie tak utytułowany jak Śląsk. Przecież on jako jedyny w tym sezonie po sięgnięciu po SuperPucharu zachowuje na taki sukces szansę. Puchar Polski to zbyt prestiżowe trofeum, by ot, tak walkę o niego sobie z premedytacją odpuszczać.
Inna sprawa czy Śląsk się zdoła do ósemki zakwalifikować. Nie postawiłbym na to wielkich pieniędzy. W Toruniu w pierwszej połowie w grze trzymał ich jedynie DJ Cooper.
O ile nie jesteś Dzikami Warszawa, w PLK nie da się wygrywać meczów, grając w sześciu. Nawet, jeśli twoim drugim najlepszym zawodnikiem jest świetny skądinąd Angel Nunez.
Trzeba też chyba już dość jasno powiedzieć, bo od jego pierwszego meczu mijają dwa miesiące, że eksperyment pt. „Adam Waczyński odmieni Śląsk” się nie powiódł. Nie ma co sobie mydlić oczu, właściwie wszystko co mogło pójść nie tak – idzie z nim we Wrocławiu nie tak. 27 procent skuteczności w rzutach z gry i zaledwie 15 za 3 to wskaźniki koszmarne. Przecież „Waca” miał pomóc WKS głównie właśnie swoim jakże stabilnym przez wiele lat rzutem. Szczególnie za 3 punkty. W ciagu niemal 140 minut spędzonych na parkietach PLK trafił 3 razy…
Nie twierdzę, że Waczyński nie może pomagać Śląskowi w tym sezonie. Chociażby w roli weterana w szatni – może i to bardzo. Trzymam też wciąż za Adama kciuki, by poprawił się pod względem sportowym. Na razie niewiele wskazuje jednak na to, by mógł być ponownie tym zawodnikiem, którego we Wrocławiu się spodziewano. Z karierami niektórych koszykarzy bywa tak, że jak raz – zazwyczaj głównie właśnie po poważnej kontuzji i dłuższej przerwie w grze, jak u „Wacy” – pociąg odjedzie, to już później nie sposób uczepić się choćby ostatniego wagonu. Przykre, ale prawdziwe.
Pierniki? Coraz twardsze! Pamiętam jak chwaliłem już po pierwszym meczu sezonu Viktora Gaddeforsa. W meczu ze Śląskiem Szwed ze wskaźnikiem EVAL na poziomie 38 rozbił bank. Stawiam, że taka Legia chętnie pozyskałaby go za swojego Ojarsa Silinsa.
Legia Warszawa – AMW Arka Gdynia 72:88
Skoro o Łotyszu mowa – on w trakcie 26 minut występu z Arką zaliczył EVAL na poziomie 3. Ten koszykarz od jakiegoś czasu sprawia wrażenie, jakby w Warszawie sportowo umierał. Może powinien śladem Aigarsa Skele wrócić tam, gdzie spisywał się tak dobrze – do Ostrowa?
Wymiana 1 za 1? Nieszczególnie ceniony i chyba tak naprawdę niechciany już za w Stali Siim-Sander Vene za Silinsa? Kto powie „nie”?
Z tego meczu zapamiętam głównie braterski pojedynek Kolenda kontra Kolenda. Narzekałem na Łukasza i jego bezczelne step-backi po poprzednim meczu Arki, to ten wyszedł i dwa razy trafiając je w końcówce wbił gwóźdź go trumny Legii. Brawo! Karolakowi może się nie podobać, ale Łukasz ma swój styl.
Sytuacja Arki pokazuje tylko jedno – czasami, by zmienić oblicze zespołu wystarczy dodać jednego zawodnika. Nemanja Nenadić jest świetnym koszykarzem, obecnie zapewne jednym z 10 najlepszych w PLK.
Nowy podkoszowy Legii EJ Onu? Rokuje! Widać, że ma rozmiar i mobilność na poziomie, którym powinien się wyróżniać w PLK. Z kondycją jest jednak totalnie w lesie. W trzeciej kwarcie poprosił w zmianę, a jeszcze przez dłuższą chwilę nie doszło do przerwy w grze i musiał dodatkowe 2-3 razy pokonać długość boiska. Mecz oglądałem w towarzystwie żony. W pewnym momencie obserwując wysiłki Onu z niekłamaną troską wyraziła opinię typu „Biedaczek, za chwilę się po prostu przewróci”.
O ile nie jesteś Dzikami Warszawa, w PLK nie da się wygrywać meczów, grając w sześciu. Zwłaszcza, jeśli twoim drugim najlepszym zawodnikiem podkoszowym jest – całkiem obiecujący zresztą! – Dawid Niedziałkowski.
PGE Spójnia Stargard – PGE Start Lublin 73:86
Wynik końcowy nie oddaje przebiegu meczu – sportową różnicę dzielącą obie drużyny w sobotę lepiej oddawał ich końcowy dorobek EVAL:
Spójnia 68
Start 107
Lubelski zespół naprawdę od kilku tygodni broni i wygląda z meczu na mecz – pomijając wpadkę z Dzikami w Warszawie – coraz mocniej. Nie jest wcale tak łatwo rotować szóstką obcokrajowców, skoro dwóch zawsze musi być na ławce, ale za pierwszym razem w tym sezonie trener Wojciech Kamiński poradził sobie z tym zadaniem znakomicie.
Intryguje mnie próbowana przez niego momentami gra z CJ Williamsem na pozycji silnego skrzydłowego. Szczególnie w momentach, gdy środkowym jest Tyran De Lattibeaudiere. Warto to obserwować w kolejnych meczach! Williams to niezły cwaniak, jeśli będzie trafiał, to ustawienie Startu może okazać się groźne i trudne do powstrzymania dla niejednego rywala.
Spójnia od tygodni zmaga się z jedną chorobą – brak jej rozgrywającego. Ta’lon Cooper zdobył 18 punktów, ale nim nie jest. Ponoć był kontraktowany jako gracz na pozycję 2/1. Decyzję o podpisaniu z tym graczem umowy akceptował już Andrej Urlep, więc akurat w tej sprawie Słoweniec nie może się wypowiedzieć w stylu „to nie ja – to oni”, przypominając, że zespół obejmował awaryjnie niedługo przez sezonem.
Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski – MKS Dąbrowa Górnicza 92:89
Wszyscy po tym meczu mówili głównie o ostatniej akcji, zwracając uwagę na Szymona Ryżka i zarzucając mu, że spanikował. Nie do końca to kupuję!
Jasne, lepiej by było, gdyby Ryżek zamiast do Raya Cowelsa podał piłkę do rogu, gdzie pajacyki, wręcz błagając o podanie, robił niepilnowany przez nikogo Tyler Cheese. To byłoby złamanie zagrywki trenera, lecz zawodnicy czasami wręcz powinni je łamać, gdy zmienia się sytuacja boiskowa.
Nie zapominajmy jednak o jednej sprawie – Cowels też popełnił błąd, a o tym mało kto mówi. Nie musiał się aż tak spieszyć i oddawać rzutu „z krzaków”. Równie dobrze mógł, markując rzut, zrobić jeden kozioł i podać – Cheese wciąż robił pajacyki, linia podania była otwarta, a czasu nie brakowało.
Nie jestem wielkim fanem Cheese’a, ale nawet nieszczególnie mu się dziwię, że po rzucie Cowelsa momentalnie zakończył pajacyki i zrezygnowany opuścił ręce. Nie miał już nawet ochoty przerywać gry faulem, choć rywal po zbiórce był obok, a do końca meczu pozostawało jeszcze kilka sekund.
Nie widzę dla MKS wielkiej nadziei w tym sezonie. Najpoważniejsza jaką może mieć na utrzymanie? Chyba zamyka się w założeniu, że Zastalu będzie miał problemy ze znalezieniem następcy Waltera Hodge’a.
Stal wygrała, ale tak naprawdę na zwycięstwo niekoniecznie zasłużyła. Bardzo mocno mnie w tym meczu rozczarowała. Po takiej wpadce, jak roztrwonienie 24 punktów przewagi w starciu z Kingiem spodziewałem się, że Andrzej Urban pośle na boisko zespół żądny rewanżu, który po prostu zmiecie słabszego rywala z parkietu. Tymczasem Stal dała sobie w pierwszej kwarcie rzucić 29 punktów. Fatalnie to wyglądało.
Aigarsa Skele – w przeciwieństwie do Novaka w Kingu – uważam za zawodnika, który może odmienić oblicze drużyny. A już szczególnie akurat tej drużyny! Zna klub, zna trenera, zna system, zna Damiana Kuliga – co tutaj miałoby nie zadziałać? Stal powinna zagrać w playoff i być zespołem, z którym inni nie będą chcieli się mierzyć.
Pod jednym warunkiem – Skele musi być zdrowy i przynajmniej w 90 procentach przypominać zawodnika, którego pamiętamy z dwóch poprzednich lat w Ostrowie. Wysoka forma powinna wrócić – przecież mówimy o koszykarzu, który przed chwilą dopiero co skończył 32 lata. W tym wieku pociąg z napisem „jestem dobry w koszykówkę” tak po prostu nie odjeżdża.
O ile jest zdrowie.
Górnik Zamek Książ Wałbrzych – Tauron GTK Gliwice 70:63
Ostatnio pisałem o żyłach wodnych, które nie pozwalają gościom zdobywać wielu punktów w Wałbrzychu. Po meczu z Górnikiem trener GTK Paweł Turkiewicz nie potrafił wytłumaczyć indolencji strzeleckiej swoich graczy, wspominając o dobrych pozycjach i twardych obręczach.
Górnik męczy defensywą wszystkich, którzy zjawiają się w jego hali. Imponująca konsekwencja. Z tego meczu zapamiętam głównie Macieja Bojanowskiego i jego 18 punktów. Fajnie go widzieć w tak dużej roli po tych wszystkich perturbacjach zdrowotnych. Fajnie, że latem trener Adamek aż tak mocno mu zaufał.
O GTK trochę się martwię. Jeśli Mario Ihring nie zagra z powodu urazu w dwóch kolejnych meczach, to obawiam się, że więcej ich w I rundzie zespół z Gliwic nie wygra.
Energa Icon Sea Czarni Słupsk – Orlen Zastal Zielona Góra 81:54
Mecz, o którym można zapomnieć. Z perspektywy Zastalu nawet trzeba, jak najszybciej! Sfrustrowany Kamari Murphy mówił o postawie i niemocy gości wszystko.
Mówiąc o Czarnych nie będę się już więcej pastwił nad (bez)sensem zatrudniania graczy pokroju Fahrudina Manjgaficia – szczególnie jak się ma w zespole Michała Nowakowskiego. „Miesiek” przy Robertsie Stelmahersie odżył, przyjemnie go oglądać w tak dużej roli.
Łotewski trener Czarnych na pewno ma natomiast niemały zgryz, co zrobić z Lorenem Jacksonem. Gdy najlepiej opłacany gracz zespołu zawodzi, gdy zespół lepiej spisuje się bez niego, zawsze jest problem.
Ciekawostka – Czarni mają więcej porażek niż zwycięstw, lecz jednocześnie najkorzystniejszą różnicę małych punktów w lidze po Anwilu. Nie wyciągałbym jednak z tego zbyt daleko idących wniosków.
Dziki Warszawa – Trefl Sopot 71:76
Przysmakiem Dzików są trufle, ale w niedzielę były naprawdę blisko upolowania Trefla. Czego zabrakło? Chyba głównie fizyczności.
Często chwalę Grzegorza Grochowskiego, bo po prostu uważam go za świetnego koszykarza. W tym meczu też przyłożył rękę do tego runu 22:0. Pewnego poziomu jednak „Groszek” nie przeskoczy. Zakończył mecz 0/5 za 3, a w końcówce Dzikom zabrakło dosłownie jednej, dwóch trójek, by dopaść rywala.
Mógłby je trafić choćby Rickey McGill, ale to po prostu przestrzelony transfer warszawskiego klubu. Nie kreuje gry dla kolegów, sam często – jak w meczu z Treflem – nie dostarcza punktów, gdy ich naprawdę potrzeba, a i obrońcą nie jest wybitnym. Trudno znaleźć pozytywy.
A propos przewagi fizycznej Trefla, dzięki której mistrz Polski obronił się on w końcówce. Aby sobie uzmysłowić o czym tu rozmawiamy wystarczyło spojrzeć na budowę ciała Grochowskiego i Nicka Johnsona. Kilogramy i centymetry w baskecie nie zawsze są najważniejsze, ale w zaciętych końcówkach często pomagają. Johnson nie grał dobrego meczu, ale w końcówce swoim rozmiarem i ciągiem na kosz pomógł drużynie wygrać.