W sezonie 2024/25 rozegrano w PLK 240 meczów.
Obejrzałem 239 i pół!
Skąd ta połówka? Nie wiem czy pamiętacie, ale transmisji z pierwszej połowy meczu Górnik – Trefl nie przeprowadzono. Albo przynajmniej – nie wyemitowano!
Ostatnią, 30. kolejkę musiałem podzielić i obejrzeć z odtworzenia, bo mecze były rozgrywane w tym samym czasie.
Powtarzalność, powtarzalność, powtarzalność…
Lekko nie było, ale dałem radę! W największej mierze – z ciekawości. Koszykówka, PLK to moja największa pasja. Życie. Tak było jak sam biegałem po koszykarskich, ligowych parkietach, nic się nie zmieniło później.
W tym sezonie było jednak trochę inaczej. Kilka meczów, których pewnie bym wcześniej nie obejrzał, obejrzałem – z poczucia obowiązku! Skoro na początku sezonu na prośbę redakcji SuperBasket obiecałem ZAWSZE skreślić kilka słów po KAŻDEJ kolejce o KAŻDYM meczu – to przecież musiałem być do zajęć przygotowany!
Świetna, odświeżająca przygoda. To poczucie obowiązku przypomniało – oczywiście zachowując wszelkie możliwe proporcje, które możecie sobie tylko wyobrazić – przygotowania do meczów z czasów, gdy byłem koszykarzem. Co tydzień mecz – co tydzień tekst. Różnica? Zasadnicza! Ale rytm zachowany.
Powtarzalność – w sporcie absolutnie słowo-klucz!
Dziękuję wszystkim czytającym moje opowieści za to, że się Wam chciało, bo redakcja donosiła, że Wam się chciało regularnie, że naprawdę czytaliście! Podobno niektóre z moich odcinków czytało nawet po kilkanaście tysięcy ludzi. To zrobiło na mnie wrażenie. Biorąc pod uwagę średnią oglądalność transmisji telewizyjnych z meczów PLK na poziomie niewiele wyższym, a także ogłaszany wszędzie wszem i wobec odwrót społeczeństwa od słowa pisanego – byłem w lekkim szoku.
Karolak, a co ty wiesz o koszykówce?
Jakby miłych zaskoczeń było mało, w czasach gdy wszyscy powtarzają, że teraz w Internecie to tylko hejterstwo i syf – pomijając komentarze szukających atencji anonimowych desperatów – feedback, który osobiście od Was otrzymywałem też był głównie pozytywny.
Choć oczywiście nie tylko! Byli i tacy, którzy – jak mi się wydaje – nie do końca rozumieli mój język, przekaz i, czasami, żarty.
Może były po prostu mało udane.
Oczywiście, byli też tacy, którzy się z moimi tezami nie zgadzali. No i pięknie, bo różnić się rozmawiając o koszykówce można się naprawdę pięknie!
Poza tym – przecież ja się myliłem! I to jak! Pamiętacie, jak za półmetkiem sezonu skreśliłem MKS Dąbrowę Górniczą, radząc jej szefom, by pogodzili się ze spadkiem? Resztę historii znacie!
Karolak, a co ty wiesz o koszykówce?
Pomyliłem się na pewno także w wielu innych kwestiach. Nie myli się tylko ten, kto nic nie robi! Koszykarze statystycznie też zazwyczaj cześciej w karierze się mylą, oddając rzut do kosza, niż do niego trafiają. Niektórzy nawet – jak Geoffrey Groselle – oddając rzuty wolne. Trenerzy podejmują niewłaściwe decyzje w trakcie meczów. Prezesi podpisują nietrafione i czasami niekorzystanie z punktu widzenia klubu skonstruowane kontrakty. O pomyłkach sędziów nie wspominam, bo to cholernie ciężki zawód.
Ja tylko pisałem o tym co widziałem i starałem się być obiektywny, w każdym momencie sezonu przedstawiając sytuację na „swoje tu i teraz”. Nikt mi nie podpowiadał. Nie zmyślałem. Nie wymyślałem. Pisałem tylko o tym, co rzucało mi się w oczy.
Nic na to nie poradzę, że jestem człowiekiem do cna niesterowalnym.
Podawałem fakty widziane okiem OBSERWATORA. Tu ważna informacja dla tych, którzy nazywali mnie redaktorem, czy też dziennikarzem. Nigdy nim nie byłem. Wciąż nim nie jestem. Raczej nigdy nie będę. Na taki tytuł w moim przekonaniu najlepiej mieć wykształcenie kierunkowe, a dobrze też i wygląd 😉
Koszykówkę kocham, rozmawiać o niej uwielbiam, ale zawodowo spełniam się na innych polach.
Prawda, wypłata, rodzice koszykarzy i Grzegorz Schetyna
Ale, ale – żeby nie było tak różowo! Przekonałem się też, że życie dziennikarza, nawet takiego udawanego jak ja, to nie tylko rurki z kremem. Dostawałem również prywatne wiadomości typu „a ile ci płacą za te twoje wypociny”. Od kogo? Choćby od rodziców graczy PLK, którym się nie bardzo podobały moje szczere – i na wskroś subiektywne – obserwacje.
Skoro jednak nawet Grzegorz Schetyna – a o jego Śląsku napisałem w tym sezonie zapewne najwięcej cierpkich słów (zasłużenie!) – przekonywał mnie, że moja praca ma sens, a „prawda i szczerość nas wyzwoli”, puszczam te gorsze wspomnienia o personalnych atakach na dziennikarzy w niepamięć. Ale skoro już ich posmakowałem – wiem przynajmniej jaka jest różnica między koszykarzem a dziennikarzem.
W pewnych sprawach: niewielka! Zachowując proporcje – ich praca podlega presji oraz ocenie. Jedni radzą sobie z nią lepiej, inni gorzej.
Szczerość cenię sobie na tyle mocno, że z kolejnym mitem też chciałbym się rozprawić: otóż opisałem 239.5 meczu PLK w sezonie 2024/25 pro publico bono.
Ku chwale koszykówki! Bo ja naprawdę lubię basket. I SuperBasket! A także – wyrażać swoje zdanie.
Mam wrażenie, że w polskim baskecie coś zaczyna się zmieniać na lepsze. Choćby to, że moi koszykarscy następcy, młodsze pokolenia zaczynają zabierać głos jeszcze w trakcie trwania karier. Brawo Tomasz Gielo, oklaski Michał Michalak – mam nadzieję, że Wasz podcast „Nie ma co gdybać” będzie rósł w siłę. Mam nadzieję, że na tę falę wskoczą kolejni koszykarze.
W polskiej koszykówce przez wiele lat dominowali sędziowie, a głos koszykarzy był słyszalny tylko marginalnie. Właściwie jedynie wtedy, gdy dziennikarze podstawiali mikrofony. To wszystko wyglądało trochę tak, jak ten pamiętny pomeczowy wywiad Radosława Hyżego.
Koszykówka to emocje!
Teraz po latach okazuje się, że ciekawie o koszykówce (i nie tylko) potrafią opowiadać nie tylko Gielo i Michalak. Hyży także!
Jeśli ja dorzuciłem do tej zmiany swoimi 239,5 meczami choćby dwa grosze – dziękuję. Wam, a także redakcji za to, że dała mi możliwość, bym moje obserwacje i spostrzeżenia mógł przelewać na papier, spędzając z Wami ten sezon jako Wasz obserwator.
Mój kontrakt – ten którego nigdy nie musieliśmy spisywać – wygasł po sezonie zasadniczym. Czy odezwę się jeszcze w trakcie playoff? Zobaczymy.
Żeby jednak była jasność – nie jest też tak, że się nagle żegnam! Mówię tylko „dziękuję” i dodaję „do zobaczenia”. Może nawet do… następnego sezonu?