Orlen Zastal Zielona Góra – PGE Start Lublin 101:92
Można sobie wmawiać, że problemem Startu, który nie pozwala go wymieniać jednym tchem z fatycznymi potentatami PLK jest umiarkowanie silna polska rotacja – ale przecież w Zielonej Górze Filip Put, Michał Krasuski i Bartłomiej Pelczar trafili 6 z 13 trójek drużyny. OK, nie samymi rzutami koszykówka stoi, lecz wydaje mi się, że prawdziwym, najważniejszy problem Startu pozostaje brak lidera. Nie tyle gracza, który w kluczowych momentach byłby gotów wziąć piłkę pod pachę i zdobyć punkty – bo takich akurat w składzie nawet nie brakuje – lecz lidera mentalnego.
Przed sezonem gdy patrzyłem na CV obcokrajowców, wydawało mi się, że tego typu koszykarzem będzie CJ Williams. Sezon ma się jednak ku końcowi, a ten gracz raczej nie ma w sobie wystarczająco wiele charyzmy. Mam wrażenie, że najwięcej w lubelskiej drużynie mają jej trenerzy – Wojciech Kamiński i Michał Sikora, ale oni na boisko nie wejdą.
Nie wiem, czy Start zagra w playoff, choć jest tego naprawdę bliski. Wiem natomiast, że tam może go czekać ciężka przeprawa. Skoro Veljko Brkić zrobił z podkoszowych graczy lubelskiej drużyny takie wiatraki… 28 punktów z 14 rzutów Serba to dla podkoszowej formacji zespołu z Lublina solidny sygnał ostrzegawczy.
Zastal dwoma ostatnimi zwycięstwami zbliżył się do utrzymania, a mnie najbardziej cieszy dobra gra Szymona Wójcika. Ostatnie dwa sezony w Słupsku i Szczecinie nie były dla tego gracza udane, ale w Zielonej Górze ewidentnie czuje się wyśmienicie. Może skoro coś działa, to nie powinno się tego zmieniać? Jestem ciekawe czy Szymona zobaczymy w kolejnym sezonie w barwach Zastalu. Na jego miejscu na pewno bym taką opcję poważnie rozważał. On jest już w takim wieku, że powinien grać w PLK tu i teraz i to naprawdę poważne minuty.
Arriva Twarde Pierniki Toruń – Górnik Zamek Książ Wałbrzych 102:85
Przestańmy, nie róbmy tego – Górnik Wałbrzych wcale nie jest w żadnym wielkim kryzysie. Ta drużyna po prostu przez pierwszą część sezonu grała ponad stan, a także – i to zdecydowanie – ponad swój budżet. Sprowadzenie na ziemię musiało w pewnym momencie przyjść. A że jest w ostatnich tygodniach dla kibiców z Wałbrzycha nieco brutalne? Taki bywa sport.
Poza tym – Pucharu Polski i tych wspomnień z Sosnowca nikt już ani temu klubowi, ani jego kibicom nie zbierze. Górnik byłby jednym ze zwycięzców sezonu nawet gdyby ostatecznie nie awansował do playoff. A wciąż wydaje mi się, że się jednak do niego dotoczy.
Czy jednak, gdyby w fazie playin Górnikowi przyszło rywalizować z Twardymi Piernikami, postawiłbym na beniaminka duże pieniądze? Nie, nawet małych bym nie postawił. To po prostu drużyny o porównywalnym budżecie i potencjale. W starciu z Dzikami też na Górnika bym nie stawiał. Ze Śląskiem?
Konia z rzędem temu, kto wie jaką drużyną będzie Śląsk za kilka tygodni…
Dziki Warszawa – MKS Dąbrowa Górnicza 86:73
Euforia po zmianie trenera i pierwszych czterech zwycięstwach pod jego wodzą jest już w Dąbrowie Górniczej tylko pięknym wspomnieniem. Cztery kolejne porażki nie przesądzają spadku MKS, ale moim zdaniem ta drużyna znajduje się już pod ścianą. Zdziwię się, jeśli zachowa ligowy byt, jeśli nie wygra dwóch kolejnych meczów – z Czarnymi na własnym parkiecie i ze Spójnią w Stargardzie.
A czy może je wygrać? Nie sądzę. Powtórzę to, o czym mówiłem kilka tygodni temu – Tyler Cheese, Teyvon Myers i Cobe Williams to trzech koszykarzy, którzy najlepiej na boisku czują się, gdy mają piłkę w ręku. Tymczasem w kosza wciąż gra się tylko jedną.
Czy dodawanie poprzez odejmowanie – czyli pozbycie się ze składu Myersa – coś może jeszcze dać? Słabo to widzę.
Dziki-rzemieślniki robią swoje. Bardzo często wygrywają mecze, które powinni wygrać. Może i Alijah Comithier jest graczem, który raz zagra świetnie, a kolejny mecz słabo – ale jeśli prawdą jest, że to jeden z najniżej opłacanych obcokrajowców w PLK, to wciąż jego transfer się warszawskiemu klubowi zwraca. Nawet, jeśli opłata za możliwość posiadania szóstego obcokrajowca stopę zwrotu z tej inwestycji nieco zmniejsza.
Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski – AMW Arka Gdynia 105:83
Nie wiem co robili po drodze do Ostrowa koszykarze Arki – czy się zatruli, czy dali się pochłonąć analizie wyjazdów wakacyjnych – ale na mecz ze Stalą wyszli na boisko nieprzygotowani. Oni nie bronili szczelnie, więc Stal rzucała sobie celnie. Nawet brak Adasa Juskeviciusa nie był dla ekipy z Ostrowa żadnym problemem.
Nie wiem czy Arka potrzebuje jeszcze do utrzymania jakiegoś zwycięstwa, ale wiem, że:
– w razie draki ma jeszcze w zanadrzu mecz z GTK w ostatniej kolejce w swojej hali
– szefowie tego klubu tak czy inaczej nie będą mogli być po tym sezonie zadowoleni – ani z drużyny, ani ze swoich decyzji personalnych
Energa Icon Sea Czarni Słupsk – King Szczecin 73:74
To był tak dobry mecz, że obejrzałem go w całości dwukrotnie. Wyczuwalny zapach playoff!
Gdyby Czarni wygrali po trafieniu Lorena Jacksona – w końcu nie pomylił się w kluczowym momencie! – King nie miałby powodów na narzekań na jakiegoś niefarta. Klasyczny mecz, w którym o wyniku decydowała jedna akcja. Decydującą świetnie rozrysował trener Arkadiusz Miłoszewski, choć nie zapominajmy o tym, że Quincy Ford ewidentnie zaspał w obronie. A właściwie – popełnił błąd. Isaiah Whitehead to gracz chętnie wbijający się pod kosz, więc Ford powinien się tego spodziewać. Szczególnie że do końca zostało pięć sekund, a nie jedna.
Jeszcze a propos Kinga i jego szans w playoff. Marcus Lee jeszcze ewidentnie szuka wspólnego języka z kolegami, ale dwie akcje z drugiej połowy z Jovanem Novakiem zakończone łatwymi punktami spod kosza zwiastują, że robi postępy. To koszykarz, który do Kinga dołączył zmęczony po zakończeniu sezonu w Australii. W maju powinien być jednym z ważniejszych graczy w talii trenera Miłoszewskiego. Ma wszystko – z przede wszystkim odpowiednie rozmiary – by być jednym z kluczowych graczy podkoszowych i stawiać się Geoffreyowi Grosellowi z Trefla czy duetowi Odgenda/Funderburk z Anwilu. Może nie będzie kręcił piruetów po serii zwodów pod koszem, ale jak już na dobre pojmie koszykarski punkt widzenia Jovana – powinien mecz w mecz kręcić się wokół 10-12 punktów i 8-10 zbiórek.
Legia Warszawa – Trefl Sopot 70:99
Wynik meczu jak dla mniej nieco mniej szokujący od faktu, że Żan Tabak jeszcze raz postanowił odstawić od gry Jarosława Zyskowskiego juniora. Pamiętam, że Chorwat zrezygnował z usług reprezentanta Polski w trakcie poprzedniego playoff, ale ostatecznie później „Zyzio” pomógł mu zdobył złoto. Tym razem podjął podobną decyzję dużo wcześniej. Ciekawe.
Po meczu z Legią do decyzji Tabaka – bez względu na to czy była podyktowana dostosowaniem taktyki do rywala czy też innymi powodami – nie sposób się przyczepić. Trefl wygrał mecz 30 punktami. Po takim występie nie można krytykować trenera. Ale to nie znaczy, że nie można zastanawiać się nad powodami jego decyzji personalnych.
Legia to drużyna w dużej mierze uzależniona od rzutów za 3. W meczu z Treflem trafiła zaledwie 3/21. To się nie mogło udać. Ta drużyna nie jest wcale ani tak dobra jakby wskazywało na to 34-punktowe zwycięstwo w I rundzie Sopocie, ani tak słaba, jakby to sugerowała 29-punktowa porażka w Warszawie. Prawda leży gdzieś pośrodku. I dobrze oddaje stan rzeczy w przypadku drużyny z Warszawy – ona wciąż bardziej przypomina mocny zespół środka tabeli niż ekipę, która może o sobie śmiało powiedzieć „bijemy się o medal – koniec, kropka”.
Tauron GTK Gliwice – Anwil Włocławek 74:90
Mógłbym poprzestać na zdawkowym „mecz się odbył, a wygrał go zespół lepszy”, ale jednak zaledwie niespełna 9 minut spędzonych na parkiecie przez Luke’a Nelsona wypada odnotować.
Podobnie jak fakt, że po raz kolejny w tym sezonie Anwil wyglądał najlepiej, gdy jego grę prowadził Kamil Łączyński.
Czy obie te informacje to dobra czy zła nowina dla kibiców z Włocławka? Na pewno sytuacja Nelsona może martwić, bo przecież nie będzie tak, że trener Ernak daje mu tylko 8-10 minut w niewiele znaczącym meczu w Gliwicach, a następnie pośle na 25-30 w playoff. Albo, że w playoff będzie czekał na przełamania tego gracza niczym podczas pamiętnego występu w Toruniu. To tak nie działa.
Czy Kamil Łączyński może wytrzymać trudy gry w playoff, grając także w razie potrzeby na dużej intensywności co 2-3 dni? Mam wrażenie, że w trakcie tego sezonu znalazł dostęp do jakiegoś eliksiru młodości i regularnie z niego korzysta, więc – niewykluczone. Przez kilka miesięcy łączył grę w PLK z występami w FIBA Europe Cup. Jeśli tylko nie tracił koncentracji, odpuszczając sobie dyskusje z sędziami i rywalami, rzadko kiedy schodził poniżej pewnego poziomu. W Gliwicach grał też świetnie, także w obronie, wymuszając faule ofensywne. Dał 10 asyst, a w trakcie jego gry zespół wyglądał najlepiej.
Bardzo mnie ciekawi jak Selcuk Ernak potraktuje kolejne tygodnie przed playoff, bo przecież Anwil rozegra w ich trakcie ze swojego punktu widzenia kilka meczów bez żadnej stawki. To z jednej strony przywilej – trener może oszczędzać część koszykarzy, decydując się na ewentualne wprowadzenie jakiegoś mikrocyklu treningowego. Z drugiej strony to jednak też poważnie niebezpieczeństwo – zbytnie rozluźnienie może być groźne dla poziomu mentalnego całego zespołu u progu playoff.
WKS Śląsk Wrocław – PGE Spójnia Stargard 72:61
Przez trzy kwarty nowy, grecki trener Śląska mógł sobie śpiewać pod nosem znany hit Elektrycznych Gitar – „I co ja robię tuuuu i co ty tutaj robisz”, ale ostatecznie – w koszmarnych bólach, ale jednak wygrał! Spójnia to naprawdę słaba drużyna koszykówki… Jej pozostało tylko czekać na mecz o „być albo nie być” z MKS.
Kibice Śląska są wściekli na szefów swojego klubu i dali temu wyraz wywieszając transparenty z wymownymi hasłami. Na ich miejscu dopisałbym do nich, że nieustanne zmiany dotyczyły w tym sezonie nie tylko wymian trenerów, ale także niekończącej się karuzeli transferowej z zawodnikami.
Ostatnie decyzje – przywrócenie do składu i gry Daniela Gołębiowskiego i Kenana Blacksheara – też, paradoksalnie, nie świadczą o polityce kadrowej WKS zbyt dobrze. Jasne, w znacznej mierze dzięki nim Śląsk w czwartej kwarcie w ogóle zdołał ograć Spójnię, ale to jednocześnie rodzi brutalne pytanie – kto wcześniej decydował o tym, by obu odstawić od gry?
Że niby jednoosobowo zwolniony trener Joncevski? Nie sądzę.