Strona główna » Historyczny sukces Startu Lublin – po raz pierwszy będzie walczył w playoff o medale!
PLK

Historyczny sukces Startu Lublin – po raz pierwszy będzie walczył w playoff o medale!

0 komentarzy
Wielki sukces Wojciecha Kamińskiego i jego PGE Startu – lublinianie w decydującym, piątym meczu ćwierćfinału playoff jeszcze pewniej niż końcowy wynik 109:94 to sugeruje ograli Czarnych Słupsk i po raz pierwszy w historii awansowali do strefy medalowej. Już w środę Start rozegra pierwszy mecz półfinału z Treflem, z którym wygrał oba mecze w trakcie sezonu zasadniczego.

Z drużyn, które w 2014 roku hurtowo w liczbie czterech zostały dołączone do PLK i grają w niej do dziś Start jako trzeci po Twardych Piernikach Toruń i Kingu Szczecin przebił się do czołowej czwórki sezonu. Na sukces tego typu czeka już tylko MKS Dąbrowa Górnicza.

Porównywanie mocy zespołu prowadzonego w tym sezonie przez Wojciecha Kamińskiego do tego, którym dwa lata temu debiutując w Top4 dysponował Arkadiusz Miłoszewski w niezapomnianym w wykonaniu Kinga sezonie 2022/23 byłoby lekką przesadą, choć oglądając poczynania Startu w pierwszych kilkunastu minutach…

Kilkudziesięcioosobowa grupa wiernych kibiców ze Słupska, która w niedzielę pojawiła się w Lublinie, zapewne miała świadomość, że szczególnie wobec braku kontuzjowanego Aleksa Steina ich zespół nie będzie faworytem meczu nr 5, ale na pewno nie spodziewała się tego, że emocje związane z końcowym wynikiem właściwie… nie zaistnieją.

Ledwo minęły dwie minuty meczu, a Start prowadził 10:0. Gospodarze trafiali jak natchnieni, spudłowali zaledwie 1 z pierwszych 10 rzutów z dystansu. Słupszczanie mieli problemy w defensywie – trzy szybkie przewinienia Justice’a Sueinga im nie pomogły – ale nie tylko. Zanim skończyła się druga kwarta, przewaga Startu sięgnęła 20 punktów (35:15).

Właściwie – game over.

Czarni niby nie poddawali się, próbowali jeszcze nawiązać walkę, ale tym razem byli po prostu w starciu ze Startem bezradni. Przewagę nieco odrobili dopiero w samej końcówce, ale trener Startu w drugiej połowie był już na tyle pewny swego, że nie skorzystał z żadnej przerwy na żądanie.

Ostatnich kilka minut meczu dwa tysiące kibiców w hali Globus oglądało już na stojąco, mając świadomość historycznej chwili. Chwilę po zakończeniu meczu wraz z zespołem awans na środku parkietu świętował również prezes lubelskiego klubu Arkadiusz Pelczar, który jeszcze w piątek oglądał półfinały Euroligi w Abu Dhabi. Finałowe starcie Monako z Fenerbahce opuścił, by pojawić się na najważniejszym meczu w XXI-wiecznej historii lubelskiej koszykówki.

– Przede wszystkich chciałbym przekazać szacunek i podziękowania dla tych wszystkich kibiców, którzy przyjechali taki kawał drogi, by wspierać nas w dzisiejszym meczu. Wynik, jaki osiągnęliśmy w tym sezonie na pewno zadowala niejednego. Jak spojrzymy w lustro, mało co możemy sobie zarzucić – mówił Mateusz Dziemba, wieloletni kapitan Startu, który w ostatnim meczu sezonu zdobył dla Czarnych tylko dwa punkty.

– To był najważniejszy mecz w mojej karierze i pierwszy z typu „wygraj albo zgiń” w playoff. Najważniejsze było, by wyjść na boisko z nastawieniem, że najważniejsza jest defensywa. Cieszę się, że to się nam udało – mówił CJ Williams, który z 22 punktami był najskuteczniejszym graczem Startu.

– W momencie, gdy tego najbardziej potrzebowaliśmy, rozegraliśmy najlepszy mecz w sezonie. Dziękuję kibicom, którzy nas wspierali i zagłuszali doping fanów ze Słupska. Jeżeli dobrze liczę, to mój dziewiąty półfinał playoff w trenerskiej karierze, ale nie ukrywam, że taki sukces wciąż bardzo cieszy. Tym bardziej, że przed tym sezonem nie było chyba osoby, która widziałaby nasz zespół w czwórce – mówił trener Startu Wojciech Kamiński, porównując wyjątkowo obrazowo niedzielny sukces do tego, który lata temu osiągnął z Legią, eliminując w 1/4 finału Kinga Szczecin z Maciejem Lampe w składzie.

Ostatecznie jego podopieczni w meczu z Czarnymi trafili 14 z 28 rzutów za 3 i już w połowie czwartej kwarty przekroczyli granicę 100 punktów.

W sezonie zasadniczym Start dwukrotnie pokonał Trefla, z którym w środę rozpocznie walkę w półfinale: 122:121 w Lublinie i 88:87 w Sopocie. Mistrzowie Polski będą mimo tego zdecydowanym faworytem, ale Żan Tabak musi być czujny.

Start zdobył trzy brązowe medale mistrzostw Polski w czasach gdy o końcowej kolejności decydował sezon zasadniczy – w latach 1965, 1979 i 1980. Lubelski klub ma także w dorobku srebrny medal z 2020 roku, gdy sezon został przerwany niedługo za półmetkiem i playoff nie rozegrano.