– Nasz defensywa w tym meczu nie istniała – narzekał chwilę po zakończeniu piątkowego meczu Ike Smith, który zdobył w Toruniu dla Górnika Zamek Książ 17 punktów, ale nie był w stanie odwrócić losów rywalizacji. – Straciliśmy ponad 100 punktów. To dla nas poziom nieakceptowalny. Ba, dla każdej drużyny jest nieakceptowalny – dodawał Amerykanin.
Miał rację. Defensywa, która w pierwszej części sezon była znakiem rozpoznawczym Górnika, już w ostatnich tygodniach funkcjonowała momentami wyraźnie gorzej. W Toruniu kompletnie się rozsypała. 108 punktów straconych w niedawnym meczu z występującą w okrojonym składzie Stalą było znakiem ostrzegawczym, ale wówczas walka zakończyła się dopiero po dwóch dogrywkach. W piątek Górnik 102 punkty stracił w trakcie regulaminowych 40 minut.
– Zaczęliśmy mecz bardzo miękko w obronie i później już tego nie dało się zatrzymać, graliśmy tak właściwie do końca. Przy skuteczności jaką dysponowała dzisiaj rywal byliśmy karani niemal przy każdej sytuacji, w której decydowaliśmy się na podwojenia. Gratuluję trenerowi Suboticiowi i jego zespołowi, to był z ich strony koncertowy występ – mówił trener Górnika Andrzej Adamek, starając się pocieszyć zaniepokojonych kibiców z Wałbrzycha. – Widzę światełko w tunelu, chyba powoli wychodzimy z dołka pod względem energetycznym. Pod kątem wolicjonalnym to był jednak nasz słaby występ.
Dla Górnika to już piąta porażka w ostatnich sześciu meczach. Równie źle w tym czasie gra jedynie walcząca już tylko o uratowanie przed spadkiem Spójnia.
– Po Pucharze Polski mieliśmy poczucie emocjonalnej pustki, a poza tym nadchodzi… właściwie już nadeszła korekta naszego wyniku. Musimy sobie z tym poradzić – dodawał trener Adamek.
Górnik przez niemal cały sezon był obecny w Top4 ligowej tabeli. Po poprzedniej kolejce wypadł z czołowej szóstki. Obecnie ma już tylko dwa punkty przewagi nad zajmującym przed rozpoczętą wczoraj kolejką dziewiąte miejsce zespołem z Torunia. Dzięki efektownej wygranej łupem Twardych Pierników padł także dwumecz – podopieczni Srdjana Suboticia odrobili z nawiązką 14 punktów straty z meczu w Wałbrzychu.
– Wygraliśmy, lecz nie byłem zadowolony z naszej pierwszej połowy. Nie graliśmy wówczas wystarczająco dobrze. Na szczęście po przerwie nie dawaliśmy już takich prezentów rywalowi jak w wcześniej, znacząco ograniczając liczbę strat – komentował po meczu trener torunian.
W jego drużynie najwięcej punktów zdobyli Micheal Ertel i Divine Myles (po 21), którzy trafili 15 z 26 rzutów z gry. Gospodarze trafili aż 14 z 28 rzutów za 3. Kolejny znakomity występ zaliczył Viktor Gadeffors. Wszechstronny Szwed do 12 punktów (5/7 z gry) dołożył 9 asyst i 7 zbiórek.
W barwach Górnika najwięcej punktów zdobył Alterique Gilbert (22, a także 6 asyst), ale gdy rozgrywający wałbrzyszan przebywał na parkiecie, jego zespół miał też najgorszy wskaźnik plus/minus (-18).
Dwa kolejne mecze zdobywca Pucharu Polski zagra z zespołami mającymi medalowe aspiracje – Legią i Treflem. Jeśli nie wygra przynajmniej jednego z nich, pod znakiem zapytania może stanąć przewaga własnego parkietu Górnika w fazie playin. Tymczasem jak dobitnie pokazał piątkowy mecz – w potencjalnym starciu z Twardymi Piernikami wałbrzyszanie wcale nie muszą być faworytem. Szczególnie gdyby mecz o awans do playoff został rozgrywany w Toruniu.