Strona główna » Główny wniosek po turnieju po Puchar Polski: w PLK czeka nas jeszcze mocny, transferowy zawrót głowy!
PLK

Główny wniosek po turnieju po Puchar Polski: w PLK czeka nas jeszcze mocny, transferowy zawrót głowy!

0 komentarzy
Zwycięski Trefl i zupełnie rozbita Arka – Puchar Polski przyniósł zarówno zwycięzców, jak i pokonanych. Plany klubów na drugą część sezonu, a także – niestety, powszechne – kontuzje powodują, że możemy spodziewać się wielu transferów. Gdynianie już go zresztą przeprowadzili, sprowadzając ciekawie zapowiadającego się Francuza, Milana Barbitcha.

25 marca o godz. 16:00 – (dopiero) tego dnia w sezonie 2025/26 zamknie się okno transferowe w Orlen Basket Lidze. Obserwując z bliska zakończony w niedzielę turniej o Puchar Polski główny wniosek można było wysnuć tylko jeden – najbliższe tygodnie dla większości klubów z medalowymi aspiracjami będą stanowiły baaardzo gorący okres.

Jaki zmian można się spodziewać?

Energa Trefl Sopot

Trójmiejski zespół w imponującym stylu wygrał rywalizację w Sosnowcu, a jego zawodnicy, jak i sztab szkoleniowy przekonali się, że pomysł na koszykówkę trenera Mikko Larkasa działa także wtedy, gdy natężenie i intensywność meczów znacząco się zwiększa.

Sopocianie z powodu kontuzji stracili jednak Jakuba Schenka, który nie dość, że sfaulował Kacpra Marchewkę – zdaniem części pytanych przez nas jeszcze w Sosnowcu arbitrów powinien za to zagranie otrzymać przewinienie niesportowe – to jeszcze doznał przy tym złamania kości śródręcza i to prawej, rzucającej ręki. W oficjalnym komunikacie Trefl poinformował o powrocie gracza po 8-10 tygodniach od momentu rozpoczęcia rekonwalescencji.

Ostatnia kolejka sezonu zasadniczego PLK rozgrywana będzie 6 maja – czyli równo za 10 tygodni. Czy kapitan Trefla zdąży? W tym momencie bardzo trudno to przewidzieć.

Kontuzja Schenka może mocno zmienić dotychczasowy plan klubu, który już przed wyjazdem do Sosnowca rozglądał się na rynku, ale najmocniej myślał o pozyskaniu dodatkowego zawodnika na skrzydło – tam Mindaugas Kacinas i Kenny Goins mają mniej wsparcia niż gracze obwodowi. Teraz może to ulec zmianie, chociaż przynajmniej w finale przeciwko Zastalowi Zielona Góra Paul Scruggs, Kasper Suurorg i Dylan Addae-Wusu poradzili sobie znakomicie.

Zarówno w roli prowadzących grę, jak i strzelców.

Za około tydzień treningi powinien wznowić Raymond Cowels, który w Sosnowcu, choć nie grał, był bardzo aktywny – pojawiał się w roli widza także na organizowanych przy okazji Pucharu Polski wykładach i konferencjach. Czy do Trefla dołączy poza tym jeden nowy zawodnik?

Czy jednak dwóch?

Orlen Zastal Zielona Góra

Prowadzonemu przez Arkadiusza Miłoszewskiego ekspressowi zabrakło w niedzielnym finale zarówno pary, jak i atutów koszykarskich do skutecznej walki z Treflem. Zielonogórzanie cały turniej mogą jednak zapisać zdecydowanie na plus. Wygrali z Kingiem Szczecin i ze Śląskiem Wrocław, czyli z dwoma zespołami, z którymi przegrali w 1. rundzie Orlen Basket Ligi.

Co ważne, uczynili to przecież bez Jakuba Szumerta, który z powodu problemów z plecami cały turniej obejrzał z ławki rezerwowych. Reprezentanta Polski na pewno brakowało, ale trzeba też przyznać, że Patrick Cartier uczynił wiele, by ten potencjalny lej po bombie okazał się jak najmniejszy. Amerykanin w trzech meczach zanotował łącznie 37 punktów, 23 zbiórki i 10 asyst.

Zielonogórski zespół stracił jednak z powodu kontuzji Sagabę Konate i trenerowi Miłoszewskiemu ponownie zawęziły się opcje podkoszowe. Z tego, co słychać, być może nie na długo – szkoleniowiec Zastalu w drodze powrotnej do domu miał już sporo ofert do przejrzenia. Ze strony klubu jest gotowość do sprowadzenia następcy Malijczyka.

Jakiego typu gracz to będzie? Być może bardzo podobny, gdyż fizyczność, siłę i skuteczną walkę o zbiórki uważa się w zielonogórskim obozie za priorytet. Jeżeli nowy gracz potrafiłby grać nad obręczą i/lub trafiać z dystansu – byłby to dodatkowy plus.

WKS Śląsk Wrocław

Wrocławianie walkę o Pucharze Polski zakończyli na półfinale, w którym przeciwko Zastalowi nie wykorzystali swojej teoretycznej przewagi w polu 3 sekund. Ich podkoszowi zdobyli tylko 13 punktów, a autorem wszystkich był Serb Stefan Djordjević.

Jednak nie strefa podkoszowa, a obwód jest w tym momencie największym zmartwieniem trenera Ainarsa Bagatskisa. Związane jest to oczywiście z kontuzją Kadre Graya. Wrocławski klub zdecydowanie pospieszył się z publikacją materiału o powrocie Kanadyjczyka do treningów, gdyż mimo braku opuchlizny na kolanie, zaczęło ono zawodnika boleć w momencie próby wznowienia poważniejszych zajęć.

Cały czas nie wiadomo, jak długo potrwa przerwa Graya, ale działacze Śląska w rozmowach z agentami na temat graczy z pozycji 1/2 zaznaczają, że szukają kogoś do końca sezonu.

Jak dużo zmienia nieobecność Kanadyjczyka w składzie? Zapytałem się o to w obozie rywali, a konkretnie Arkadiusza Miłoszewskiego.

Turniej w Sosnowcu pokazał, że Śląsk nie jest nietykalny i można go zaskoczyć w pojedynczych meczach. Czy jednak rywal będą w stanie powtórzyć to w 5 lub 7-meczowych seriach?

W nich to właśnie wrocławski zespół wciąż uznajemy za głównego faworyta sezonu 2025/26.

Górnik Zamek Książ Wałbrzych

Żadnych strat własnych nie poniósł w Sosnowcu Górnik, ale wałbrzyszanie, z trenerem Andrzejem Adamkiem włącznie – ci z czytelników, którzy jeszcze tego widzieli, proszeni są o zwróceni uwagi na opatrunek na dłoni szkoleniowca – przeszli w bieżącym sezonie tyle urazów, że naprawdę mogliby nimi obdzielić kilka sezonów.

Długo były to raczej mniejsze, ale ciągnące się długo dolegliwości, aż tu w końcówce ligowego spotkania przeciwko Treflowi Sopot naderwania mięśnia dwugłowego doznał Ike Smith. Wałbrzyski zespół cały czas nie wydał oficjalnego komunikatu ile może potrwać przerwa Amerykanina, ale nie zdziwimy się, jeżeli także on będzie miał problemy z powrotem na parkiet przed zakończeniem sezonu regularnego.

Czy ktoś go zastąpi? Tego się spodziewamy. Trener Adamek sonduje rynek, szukając na nim kogoś podobnego do Smitha, czyli gracza, który jest mocnym ballhandlerem i może zagrać na wszystkich trzech pozycjach obwodowych.

Podczas jednej z konferencji prasowych w Sosnowcu spytałem się szkoleniowca Górnika o ewentualne zainteresowanie osobą Courtneya Rameya, niedawno zwolnionego z Arki Gdynia.

Ostrożność wypowiedzi to naturalny stan trenera Adamka, ale nawet biorąc na to poprawkę – chyba i tak nie zanosi się na akurat taki ruch wałbrzyszan.

Dziki Warszawa

Warszawski zespół napędził w końcówce ćwierćfinału stracha Śląskowi, ale ostatecznie wrócił do Warszawy po zaledwie jednym rozegranym spotkaniu. Mimo tak szybkiego odpadnięcia, niedawna zamianę Dontaya Caruthersa na Darnelle’a Edge’a należy ocenić pozytywnie – nie tylko pod względem jakości zawodnika, ale również patrząc na tempo przeprowadzonej transakcji.

W obecnej szóstce obcokrajowców Dzików trudno wskazać wyraźny słaby punkt. Być może zatem ewentualnych opcji wzmocnienia drużyny należałoby poszukać w krajowej części składu. Przeciwko Śląskowi rodzimi gracze zdobyli tylko jeden punkt, chociaż w trakcie sezonu zarówno Grzegorz Kamiński, jak i Łukasz Frąckiewicz wielokrotnie zdecydowanie mocniej pomagali drużynie.

Wybór jest niewielki. Przeważająca większość drużyn zaangażowana jest przecież albo w walkę o czołową dziesiątkę lub też o uniknięcie spadku, trudno zatem wyciągnąć wartościowego zawodnika. Podobnie jest w rozgrywkach 1. ligi, tam też dochodzi znaczący spadek poziomu sportowego.

Ciekawostką jest to, że na początku sezonu Dziki sondowały możliwość wyciągnięcia z GTK Gliwice Kacpra Gordona, co jednak okazało się niemożliwe do przeprowadzenia. Pokazało to jednak, że być może w warszawskim zespole jest miejsce na jeszcze jednego ballhandlera. Tylko gdzie takiego znaleźć?

Nam przychodzi do głowy tylko osoba Anthony’ego Wrzeszcza, który najprawdopodobniej już w połowie marca zakończy sezon NCAA w barwach New Mexico State. Zdążyłby zatem pojawić się w Polsce jeszcze przed zamknięciem okna transferowego.

King Szczecin

Przegrany 88:94 ćwierćfinał z Zastalem Zielona Góra był już 12. z rzędu meczem Kinga, które zakończyło się różnicą nie większą niż 10 punktów. Szczecinianie wygrali osiem z nich.

O sposób gry w końcówkach zapytałem się zatem trenera Macieja Majcherka.

W kuluarach słychać było zdziwienie, że w drugiej połowie przeciwko Zastalowi na parkiecie nie pojawił się Malcolm Dandridge. Sprowadzony kilkanaście dni temu Amerykanin jeszcze często nie wie, co dzieje się wokół niego, ale samymi swoimi gabarytami – ależ on jest szeroki w barach! – sprawiał rywalom spore problemy w strefie podkoszowej.

Jednak to nie Dandridge ma być tym graczem, który będzie brał na siebie ciężar gry w decydujących akcjach. Zgodnie z tym, co powiedział trener Majcherek, szczecinianie polują w słabe punkty rywali i niby te końcówki częściej wygrywają niż przegrywają.

Mimo tego sceptyków w kwestii szans Kinga – mimo tego, że mówimy tu o obecnym liderze PLK – na strefę medalową wciąż nie brakuje. Autor tego tekstu jest jednym z nich. Czy postrzeganie szans szczecinian mógłby zmienić jakiś transfer? Być może, ale czy w tym momencie sezonu klub z ligi polskiej jest w stanie pozyskać wyraźnie lepszego zawodnika niż Jeremy Roach lub Noah Freidel?

Można mieć wątpliwości.

Legia Warszawa

Historia stara jak świat, a przynajmniej jak sezon 2025/26: Legia przez większość meczu jest fizyczna, dobrze wytrąca rywalowi jego argumenty z rąk – w ćwierćfinale Trefl trafił tylko 7 z 25 „trójek” – ale w końcówce mistrzom Polski i tak brakuje argumentów.

Tak też było w przegranym 80:83 ćwierćfinale, w którym zdobywca 17 punktów Andrzej Pluta nie powiększył dorobku w finałowych 13 minutach, a w ostatnich 4 minutach z gry trafiał tylko Race Thompson.

Czy w 2026 roku da się wygrywać końcówki bez wkładu punktowego graczy obwodowych? Jest o to niewątpliwie bardzo ciężko.

Ale co mogą zrobić dyrektor sportowy Aaron Cel i trener Heiko Rannula? Przydałoby się przecież ograniczyć minuty Andrzejowi Plucie – przeciwko Treflowi zagrał ich aż 35. Dominic Brewton został sprowadzony przed zaledwie kilkoma tygodniami, a w Jayvonie Gravesie upatrywano kandydata do miana lidera zespołu.

Czy na przełomie lutego i marca można znaleźć na rynku nowego lidera? Jest to równie mało prawdopodobne, co wyklarowanie się takiego na przełomie lutego i marca z wewnątrz zespołu.

Znacznie pewniej wygląda strefa podkoszowa Legii, w której jest jeden nadprogramowy obcokrajowiec i na pewno z ciekawością będziemy obserwować rotację estońskiego szkoleniowca na pozycjach 4-5.

Ale i tam też nie jest idealnie. Przeciwko Treflowi Legia przegrała aż 28:46 pod względem punktów zdobytych ze strefy podkoszowej.

AMW Arka Gdynia

To był niewątpliwie najsłabszy zespół sosnowieckiego turnieju. Kombinacja złej formy, kontuzji i braku następców zwolnionych zawodników spowodowała, że gdynianie nie byli w stanie nawiązać walki nawet z Górnikiem Wałbrzych, też przecież zmagającym się z wszelakimi możliwymi kłopotami.

– Teraz musimy się wyleczyć, skupić na treningu, a przede wszystkim odbudować morale zespołu – powiedział po przegranym 81:91 ćwierćfinale trener Mantas Cesnauskis.

Wtedy nie było to jeszcze pewne, ale w niedzielę trójmiejskiemu klubowi udało się sfinalizować bardzo ciekawie wyglądający transfer – do Arki dołączył francuski obwodowy Milan Barbitch.

Rzadko kiedy opinie na temat sprowadzanych zawodników są jednoznaczne, zatem nie wykluczam, ze ktoś, gdzieś usłyszał złe rzeczy o tym mierzącym 196 centymetrów 24-latku. Moi francuscy znajomi z branży scoutingowo-dziennikarskiej mocno go jednak chwalą, podkreślając, że to bardziej „1” niż „2”. Ewentualnych problemów dopatrują się w niewystarczającej fizyczności i skuteczności rzutów z dystansu, która potrafi być uzależniona od chwiejnej pewności siebie.

To ostatnie można jednak powiedzieć praktycznie o każdym zawodniku, nie tylko oczywiście Arki. Poziom wyszkolenia, umiejętności, wykorzystania warunków fizycznych, a także doświadczenie w grze na wysokim poziomie – Barbitch ma za sobą przecież występy w Lidze Mistrzów – ocenia się jednak bardzo wysoko.

W kuluarach Areny Sosnowiec można było również usłyszeć, że po odejściu z greckiego Kolossos – ostatni występ zanotował w nim 4 stycznia – Francuzowi bardzo zależało na kontynuowaniu gry za granicą. Wykorzystała to Arka, chociaż sam zawodnik miał podobno bardziej atrakcyjne finansowo oferty z rodzimej ligi.

Gdyński klub nie planuje jednocześnie zatrudnienia 6. obcokrajowca i pozostanie jedynym zespołem szeroko pojętej czołówki, który planuje walczyć o wysokie cele piątką zawodników zagranicznych. Z Kamilem Łączyńskim, Jakubem Garbaczem i Jarosławem Zyskowskim w składzie jest o taką decyzję trochę łatwiej.