Reprezentacja Polski zagra w Walencji o awans na igrzyska – jedź z nami kibicować do Hiszpanii! >>
Założenie, że w każdej plotce jest źdźbło prawdy bywa ryzykowne, lecz w tych, które krążą po polskim środowisku koszykarskim nierzadko kryje się przynajmniej jej część. Obiecujemy nie powtarzać wszystkich, jak również – nie unikać informowania o faktach.
Jakub Nizioł się ceni bardzo mocno. Śląsk ceni go nieco mniej?
Jakub Nizioł słyszał, że Andrzej Pluta wraz ze swoim agentem, podpisując kontrakt z Legią Warszawa, rozbili bank. Dwuletnia umowa gwarantuje koszykarzowi dochody w wysokości ok. 1 mln zł. Agent Jakuba Nizioła wie, że jego klient w ciągu ostatnich dwóch sezonów rozegrał – w całkiem ważnej, a momentami wręcz kluczowej roli – aż 24 mecze w playoff. Czyli o 21 więcej od Pluty, który zresztą w poprzednich rozgrywkach w barwach Trefla w trzech występach w fazie finałowej pierwszoplanową postacią nie był.
Jakub Nizioł słyszał, że Dominik Grudziński – zupełnie nieoczywisty bohater końcówki sezonu PLK – podpisując nowy kontrakt z Legią rozbił bank. Dwuletnia umowa może mu zagwarantować nawet ponad 600 tys. zł. Agent Jakuba Nizioła wie, że jego klient w ciągu ostatnich dwóch sezonów – w ważnej roli – rozegrał w sezonie regularnym, playoff i europejskich pucharach o kilkadziesiąt meczów więcej od Grudzińskiego, który jeszcze 3 miesiące temu nie łapał się do rotacji pałętającej się wówczas jeszcze po środkowych rejonach tabeli PLK Spójni.
W dwóch ostatnich sezonach Nizioł wyprodukował EVAL (w sumie) na poziomie 890. Grudziński – 242.
Agent Nizioła domyśla się także, że inny obok Pluty i Grudzińskiego polski koszykarz, który ostatnio rozbił bank – kolega tego pierwszego z Arki i trwającego zgrupowania kadry, Adrian Bogucki – też musiał, podpisując kontrakt ze Śląskiem, rozbić bank. Wcześniej przecież odrzucił ofertę Legii.
Właściwie wciąż nikt, mówiąc o tych pieniądzach, nie zwraca głośno uwagi na to, że Legia rozlicza wydatki na pensje koszykarzy inaczej od innych klubów PLK. Mówią w skrócie: płacąc wyższe podatki. To już jednak inna para kaloszy.
„Jakub Nizioł za rok gry w koszykówkę żąda umowy o wartości 600 tys. zł” – informacja tego typu dotarła do nas w ostatnim czasie z trzech miast, w których swoje siedziby mają kluby PLK. I wcale nie mówimy tu o Wrocławiu.
Wniosek? Agent Jakuba Nizioła całkiem solidnie wykonuje swoją pracę.
Aż zadzwoniliśmy do Wrocławia. Ze źródeł zbliżonych do nieźle poinformowanych wynika, że Śląsk – mając w składzie Daniela Gołębiowskiego – wcale nie pali się do tego, by spełniać wszystkie życzenia finansowe Nizioła. Czy ktoś na tym skorzysta i przechwyci skrzydłowego, który w czterech ostatnich meczach playoff zdobywał dla Śląska 14,7 punktu, trafiając 10 z 17 trójek i notując też 6.0 zbiórki?
Oczywiście, że wszystkie tropy prowadzą do Włocławka! Dalszy los Jakuba Garbacza w Anwilu – zawodnik ma ważny kontrakt na sezon 2024/25, ale klub ma w nim zapisaną opcję odstąpienia w tym roku – będzie zależeć od decyzji nowego trenera włocławskiego klubu. Gdyby ostatecznie Garbacz nie został we Włocławku, nie bądźcie w szoku, jeśli zostanie zastąpiony właśnie Niziołem.
Czy 28-letni reprezentant Polski chciałby się przenieść z Wrocławia do Włocławka? Niekoniecznie. Czy będzie zmuszony opuścić Śląsk, jeśli – wraz ze swoim agentem – będzie się trzymał decyzji „600 tys. i ani złotówki mniej”. Całkiem niewykluczone.
Nicola Brienza zostaje we Włoszech, Anwil na łowach w Hiszpanii
Kibice Anwilu zaczynają się już lekko niecierpliwić. W końcu obiecywanej przez szefów klubu, a także konsultanta ds. sportowych Bronisława Wawrzyńczuka informacji o wyborze nowego trenera jak nie było, tak nie ma. Miała się przecież pojawić „w okolicach połowy czerwca”.
Druga połowa czerwca rozpoczęła się o północy z soboty na niedzielę.
Jedno jest już pewne – Anwilu nie poprowadzi bardzo mocno przymierzany do tego klubu i poważnie rozważający, przynajmniej w pewnym momencie negocjacji, przeprowadzkę do Polski Nicola Brienza. Najlepszy trener ostatniego sezonu włoskiej ekstraklasy ostatecznie postanowił powrócić do swojego rodzinnego Cantu i z tamtejszym zespołem podejmie próbę powrotu do Serie A.
Pallacanestro Cantu to bardzo utytułowany klub, trzykrotny mistrz Włoch, który jeszcze na początku drugiej dekady XXI wieku występował w Eurolidze. Brienza ma z nim w przyszłym sezonie nie pozostawić złudzeń rywalom we włoskiej II lidze.
Mógł spędzać wolne chwile nad położonym nieopodal Włocławka urokliwym Jeziorem Wikaryjskim, ale wybrał Centu, które jest położone w podobnej odległości od Como.
Jak twierdzą lepiej zorientowani – przedstawiciele Anwil z lekko kwaśną miną zakończyli właśnie włoskie poszukiwania nowego trenera i obecnie szukają go w Hiszpanii.
Tym razem Goeffrey Groselle nigdzie się nie wybiera
Przyjdzie jeszcze czas na bardziej wnikliwe podsumowanie tego jakie decyzje personalne będą w najbliższym czasie czekały mistrzów Polski z Sopotu – ależ to brzmi! – ale z jednym problemem Trefl raczej borykał się late, nie będzie: z obsadą trzech najważniejszych pozycji dla polskich graczy.
Ważne kontrakty na kolejny rok mają m.in. Jakub Schenk i Jarosław Zyskowski. Ten pierwszy właśnie zdobył tytuł MVP finałów i trudno sobie wyobrazić scenariusz zakładający dalszą grę drużyny bez niego. Tym bardziej, że wartość kontraktu byłego (już? chwilowo? – niepotrzebne skreślić) reprezentanta Polski jest, biorąc pod uwagę poziom gry Schenka z ostatnich miesięcy, dla klubu promocyjna.
Zyskowski? Jeszcze dwa tygodnie temu można było domniemywać, że skoro tracił zaufanie Żana Tabaka i wylądował na końcu ławki w trakcie początku rywalizacji z Kingiem, może też stracić szansę na spędzenie kolejnego sezonu w Sopocie. Zyskowski w 2022 roku podpisał, podobnie jak Tabak, trzyletni kontrakt z Treflem. Był w nim zapis umożliwiający klubowi odstąpienie od ostatniego roku. Wątpliwe, by mistrz Polski po świetnej końcówce serii w wykonaniu swojego kapitana zastanawiał się nad taką ewentualnością.
Zyskowski to już czterokrotny mistrz Polski – zdobył dwa złote medale z Anwilem i po jednym ze Stelmetem oraz Treflem.
Geoffrey Groselle też nigdzie się z Sopotu nie wybiera. Udzielając wywiadu pomeczowego po meczu nr 7 przed kamerami Polsatu sprawiał wrażenie człowieka, który już wie, że lada moment przedłuży kontrakt z dotychczasowym pracodawcą i tylko ze względu na szacunek do niego postanawia o tym publicznie nie informować.
Swoją drogą – warto zauważyć, że Groselle w finale grał naprawdę bardzo dobrze. 13.1 punktu i 5.6 zbiórki. Ba, nawet rzuty wolne spolszczony Amerykanin trafiał ze skutecznością przekraczającą 50 procent. Tylko minimalnie (16/31), ale jednak!
W kolejnym sezonie Groselle będzie zapewne po raz trzeci z rzędu najlepiej zarabiającym koszykarzem PLK z polskim paszportem, wyprzedzając na tej liście innego naturalizowanego gracza podkoszowego, który nie zmieścił się w kadrze powołanej przez trenera Milicicia na trwające zgrupowanie we Wrocławiu – Luke’a Petraska z Anwilu.
Reprezentacja Polski zagra w Walencji o awans na igrzyska – jedź z nami kibicować do Hiszpanii! >>