Strona główna » EuroBasket: Dał nam przykład Izrael jak (Francję) zwyciężać mamy! Rywal Polaków stracił gwiazdę

EuroBasket: Dał nam przykład Izrael jak (Francję) zwyciężać mamy! Rywal Polaków stracił gwiazdę

0 komentarzy
Francuzi to aktualni wicemistrzowie olimpijscy i Europy, ale póki co w Katowicach bardziej przypominają swoją drużynę, która w 2023 roku zajęła dopiero 18. miejsce w mistrzostwach świata. W niedzielę najbliżsi rywale Biało-Czerwonych sensacyjnie wyraźnie przegrali aż 69:82 z Izraelem. Ten mecz, a szczególnie jego czwarta kwarta, mógł być wskazówką dla sztabu szkoleniowego naszej kadry przed wtorkowym starciem z Trójkolorowymi w Spodku.

Dani Avdija i Yam Madar poprowadzili swoją drużynę do pierwszej od 28 lat wygranej z Francją na EuroBaskecie. Kibice z Izraela byli w ekstazie. Po gwiazdach sobotnich rywali Polaków dzień później nie było widać choćby śladu zmęczenia ani (w przypadku tego drugiego) kontuzji. Zdobyli w sumie 40 punktów.

Wśród Trójkolorowych zabrakło już w tym meczu Alexa Sarra. Środkowy Francji, wybrany przez Washington Wizards z numerem 2 draftu 2024, zmaga się z urazem łydki. Bylibyśmy zdziwieni, gdyby jeszcze w tym turnieju zagrał.

Pamiętacie jak urazy tego typu swoich najbardziej obiecujących graczy traktują kluby NBA? Pamiętacie dlaczego szansy gry w EuroBaskecie nie otrzymał Jeremy Sochan?

Początek niedzielnego meczu nie zapowiadał sensacji. Francuzi od samego początku starali się męczyć dużo poruszającego się z piłką Avdiję i szybko zbudowali dziesięciopunktowe prowadzenie. Wszechstronnością imponował nr 1 draftu 2024 Zaccharie Risacher, który do dwóch celnych trójek dołożył wsad w kontrze i pracował na dogodne pozycje kolegów.

Izraelczycy nie pozwolili jednak na dobre rozkręcić się podopiecznym Frederica Fauthouxa i choć przez pierwsze 20 minut sami dali się złapać na aż 9 (!)widowiskowych bloków, to za sprawą dokręcenia defensywnej śruby i dzięki dowodzeniu uruchamiającego skrzydłowych i skutecznie punktującego Madara już przed przerwą wyrównali na 36:36. 

Trzecia kwarta rozpoczęła się od celnych trójek Avdiji i Madara, na które widowiskowymi wjazdami pod kosz odpowiadał zawodnik euroligowego Maccabi Tel Aviv Jaylen Hoard. To syn amerykańskiego koszykarza, który w latach 90. grał w PLK w zespole z Pruszkowa.

Francja dużo lepiej dzieliła się piłką, ale brakowało jej wyraźnych i dobrze dysponowanych liderów. Po 30 minutach Trójkolorowi prowadzili tylko punktem.

Później nadeszła ostatnia kwarta. W jej trakcie gra francuskiej drużyny posypała się jak domek z kart.

Po celnej trójce na otwarcie czwartej części meczu, Avdija z olbrzymią łatwością mijał rywali, wkręcał się pod kosz i wymuszał kolejne przewinienia. Z szybkiego ataku punktował wciąż Madar. 6 ważnych punktów spod kosza dołożył Ginat i nagle… zrobiło się po meczu. Trójkolorowi nie mieli żadnego pomysłu jak poradzić sobie ze strefową defensywą rywali. Żadnego. W ciągu kilku minut mecz wymknął im się z rąk. W pewnym momencie przewaga Izraela zaczęła się zbliżać do 20 punktów!

Czyżbyśmy na własne oczy ujrzeli jaskrawą podpowiedź dla sztabu szkoleniowego naszej kadry jak należy grać z obecną – znacząco odmłodzoną, względem ubiegłorocznych igrzysk i pozbawioną Sarra – Francją, by mieć szanse ją pokonać?

W zespole naszych najbliższych rywali rozczarował zdobywca raptem dwóch punktów Sylvain Francisco, który po zamieszaniu z sędziami kończącym starcie ze Słowenią nie umiał powstrzymać nerwów i pretensji po kolejnych gwizdkach. Zawiódł także Bilal Coulibaly, który z gry trafił tylko raz. 

– Nie mogłem zasnąć do piątej rano, tak bardzo przeżyłem ten ostatni celny rzut Polaków – mówił po meczu Dani Avdija – Przyjechaliśmy tu zwyciężać. Tak bardzo chcemy to robić i dla siebie, i dla naszego kraju. Kocham Yama Madara. On nie ma połowy kolana, a robi wszystko, żebyśmy wygrywali – dodawał koszykarz Portland Trail Blazers.

Czy we wtorek Francja może wypaść równie blado? Izrael poszerzył rotację i nie przestraszył się jej atletycznej siły rażenia, mając wsparcie kilku tysięcy rozśpiewanych swoich kibiców. 

Ponitka z Loydem także mają z kim grać i do płochliwych nie należą. Żywiołowy doping entuzjastycznych fanów we wtorek mają jak w banku.