Przegrywając we wtorek 65:73 z Pallacanestro Reggiana Śląsk poniósł już szóstą porażkę w siódmym meczu o stawkę w trakcie minionego miesiąca. Jedyna wygrana? Ze słabo spisującą się na początku sezonu Arką Gdynia. Poza tym – trzy dość wyraźnie przegrane mecze w Lidze Mistrzów, w tym dwie na swoim boisku z rywalami będącymi potencjalnie w zasięgu (Falco i Pallacanestro) oraz trzy niepowodzenia w PLK – to szokujące z GTK oraz bardziej spodziewane, choć dla wrocławskim kibiców bardzo bolesne – Treflem i Kingiem.
Mało kto już we Wrocławiu pamięta, że równo miesiąc temu Śląsk świętował zdobycie Superpucharu Polski i z nadzieją na kolejne sukcesy rozpoczynał nowy sezon.
Zmiany wydają się nieuchronne i wcale nie muszą być kosmetyczne.
Niewykluczone, że jako pierwszy z zespołu odejdzie najlepszy strzelec (13 punktów na mecz) i podający (4 asysty) w PLK, czyli kreowany przed sezonem na lidera drużyny Isaiah Whitehead. Sportowo Amerykanin – poza świetnym występem w turnieju o Superpuchar Polski – nie przenosi gór. Tymczasem z nieoficjalnych informacji, które wydostają się z szatni Śląska już od pewnego czasu, były gracz NBA nie jest zawodnikiem, który z dużą uwagą dba o atmosferę i relacje z kolegami z zespołu.
Nie bylibyśmy w wielkim szoku, gdyby jego absencja we wczorajszym meczu Ligi Mistrzów nie była spowodowana tylko i wyłącznie gorszym samopoczuciem oraz walką z wirusem.
Sam Whitehead zdecydowanie dementuje jednak pogłoski na temat jego potencjalnego rozstania z wrocławskim klubem i problemów w komunikacji z kolegami z zespołu.

To jednak nie musi być jedyna zmiana personalna, do której może dojść w zespole Śląska. Zbudowanie takiego a nie innego składu – pozbawionego jakiegokolwiek rozgrywającego – obciąża przecież też znacząco konto trenera wrocławian Miodraga Rajkovicia. Serb ma po kolejnych porażkach pretensje do swoich podopiecznych i nie boi się ich wyrażać ich podczas konferencji prasowych – jak chociażby podczas tej, gdy bezceremonialnie wzdychał i przewracał oczami pytany o słabszą dyspozycję Jeremy’ego Senglina. Kłopot w tym, że Amerykanin, wybitny jak na warunki PLK snajper świetnie sprawdzający się w grze bez piłki, został w Śląsku obsadzony w nienaturalnej dla siebie roli gracza, który ma ją dość często w rękach.
Obecnie bardziej prawdopodobne wydaje się to, że szybciej niż Senglin drużynę z Wrocławia może opuścić… Rajković. Kibice we Wrocławiu mają już nieco dość kolejnych tłumaczeń Serba po porażkach zespołu. Szefowie klubu też wydają się powoli dostrzegać fakt, że obecny zespół pod wodzą obecnego trenera zmierza donikąd. Plotka, że w Śląsku tradycji z ostatnich kilku lat może się stać zadość i trener, który rozpoczynał sezon na ławce trenerskiej Śląska nie zdoła go dokończyć jest kolportowana po Wrocławiu coraz powszechniej. Wedle nieoficjalnych informacji szefowie klubu już nawet się rozglądają za następcą serbskiego szkoleniowca.
Na potencjalnych problemach pozaboiskowych z Whiteheadem oraz wątpliwej póki co jakości pracy Rajkovicia problemy Śląska jednak się nie kończą. Jest nim także bardzo słaba postawa Reggi’ego Lyncha i malejąca rola tego gracza. Doświadczony środkowy koncentruje się na polowaniu na bloki, które są znakiem rozpoznawczym całej jego kariery, ale nie pomaga w wystarczającym stopniu w walce o zbiórki. Pod względem przygotowania fizycznego także nie imponuje, więc z mającym również swoje ograniczenia w kwestii boiskowej mobilności Adrianem Boguckim nie tworzy dobrze uzupełniającego się duetu. We wtorek obaj łącznie spędzili na boisku tylko 23 minuty.
Jakby tego było mało, z tego co słychać z okolic szatni zespołu – wiecznie uśmiechnięty i zadowolony z siebie oraz otaczającego go świata Lynch do coraz gęstszej atmosfery, która w niej panuje pasuje jak kwiatek do kożucha.
Ale może to wszystko tylko chwilowa burza spowodowana kolejnymi porażkami zespołu i za chwilę chmury zostaną rozwiane? Oficjalnie klub zachowuje spokój, zapraszając na listopadowe mecze. Najbliższe dwa ligowe Śląsk rozegra we Wrocławiu, mając za rywali drużyny spoza czołówki PLK – MKS Dąbrowa Górnicza (2 listopada) i Polski Cukier Start Lublin (9 listopada).
Z jednej strony – to idealny moment na to, by odbić się od sportowego dna po poprzednich porażkach. Ale z drugiej… Jeśli szefowie wrocławskiego klubu dojdą do wniosku, że zmiany w składzie i/lub na ławce trenerskiej są i tak nieodzowne – to również doskonały moment, by dokonać ich jak najszybciej i rozpocząć proces układania zespołu oraz ustalania hierarchii w nim niejako od nowa.