Strona główna » Anwil znów niczym lider – najszybciej w półfinale! Pipes wskoczył w buty Łączyńskiego
PLK

Anwil znów niczym lider – najszybciej w półfinale! Pipes wskoczył w buty Łączyńskiego

0 komentarzy
Tym razem nie było wątpliwości – włocławski zwycięzca sezonu zasadniczego PLK pewnie wygrał czwarty mecz półfinału playoff i po zwycięstwie w serii 3:1 zapewnił sobie awans grę o medale. Decydujące starcie w Toruniu Anwil wygrał 98:81, choć wystąpił bez oszczędzanego przez sztab trenerski Kamila Łączyńskiego.

Długo mogło się wydawać, że pozbawiony swojego lidera najlepszy zespół sezonu zasadniczego także w meczu nr 4 mogą czekać problemy. Twarde Pierniki rozpoczęły mecz z dużym animuszem i nie mniejszą skutecznością – chwilę po rozpoczęciu drugiej kwarty Selcuk Ernak musiał prosić o przerwę, gdy gospodarze uzyskali dwucyfrową przewagę (35:25).

Włocławianie od początku grali ambitniej w obronie niż w poprzednim starciu, ale koszykarze Twardych Pierników długo trafiali jak natchnieni – trafili aż 11 z pierwszych 17 rzutów za 3. Bardzo skuteczny był Divine Myles (25 punktów, 4/8 za 3), jeszcze raz w tej serii trafieniami z dystansu kibiców z Torunia podrywał Barrett Benson (12 pkt, 3/6 za 3). Jeszcze pod koniec trzeciej kwarty to Twarde Pierniki miały punkt przewagi (72:71).

Chwilę później Anwil w końcu przełamał jednak opór lokalnego rywala.

Na początku czwartej kwarty torunianie opadli z sił. Zaczęli się spieszyć z oddawaniem rzutów, spudłowali kilkanaście kolejnych rzutów za 3. Anwil skrzętnie to wykorzystał. Napędzany m.in. przez zastępującego Łączyńskiego PJ Pipesa (13 punktów, 4/8 z gry) szybko powiększył prowadzenie. W końcówce emocji już nie zanotowano.

Świetnie w meczu pieczętującym pierwszy awans Anwilu do półfinału od 2022 roku wypadli jego polscy liderzy – Michał Michalak (25 punktów, 9 zbiórek, 3 asysty) i Luke Petrasek (20 punktów i po 6 zbiórek oraz przechwytów). Drużyna z Włocławka z Pipesem w roli rozgrywającego była skuteczniejsza niż z Luke’em Nelsonem, choć 9 punktów i 9 asyst Brytyjczyka też wygląda dobrze. To jednak 13 minuty gry z Amerykaninem w składzie Anwil wygrał z Twardymi Piernikami różnicą aż 21 punktów, rozstrzygając losy meczu i serii.

– Trzeba przyznać, że Anwil dobrze bronił w drugiej połowie i zatrzymał nas wówczas nas na 30 punktach. Dla nas to był jednak i tak świetny sezon. Przecież przed jego rozpoczęciem nikt nie spodziewał się, że możemy zająć miejsce wyższe od 13 czy 14 – mówił Bartosz Diduszko, który chwilę po zakończeniu meczu przed kamerami telewizyjnymi ogłosił zakończenie kariery.

– Toruń grał świetnie – i w tym meczu, i w poprzednim. W końcówce chyba zabrakło im siły, choć mam nadzieję, że nasza obrona też się przyłożyła do tego, szczególnie na przełomie trzeciej i czwartej kwarty. Końcowy wynik jest jednak mylący. To był bardziej wyrównany mecz, podobnie jak zresztą cała seria – mówi Michalak. – Nie powiem, że jest nam obojętne, z kim zagramy w półfinale, ale tak czy inaczej podejdziemy do niego ze świadomością, iż chcąc osiągnąć swój cel musimy pokonać wszystkich rywali, których napotkamy na drodze – dodawał.

W półfinale, który rozpocznie się w przyszłym tygodniu Anwil będzie walczył ze zwycięzcą pary Legia – Górnik Wałbrzych. Po trzech meczach prowadzą 2:1 warszawianie. Starcie nr 4 w czwartek w Wałbrzychu. Dwa pierwsze mecze lider sezonu zasadniczego rozegra we Włocławku.

Jeśli do gry w 100 procentach będzie wówczas gotowy Łączyński, trenera Ernaka może czekać lekki ból głowy, jeśli chodzi o dobór sześciu graczy zagranicznych. W środę wobec absencji kapitana zespołu poza składem meczowym wylądował zgodnie z przewidywaniami Marka Popiołka Deane Williams.