Żeby była jasność – nie mamy najmniejszych wątpliwości, że znajdujący się od momentu rozpoczęcia EuroBasketu 2025 polscy koszykarze nie zamierzają się zatrzymywać. Miano jednej z dwóch, obok Turcji, aktualnego wicemistrza Europy, niepokonanych drużyn w europejskich eliminacjach MŚ zobowiązuje.
Jesteśmy przekonani, że Biało-Czerwoni mogą i chcą w kolejnej rundzie rzucić wyzwanie mistrzom świata i Europy Niemcom oraz prowadzonym przez genialnego Mario Hezonję Chorwatom. Widok aktualnej tabeli grupy K, do której trafili Polacy, jest budujący. Przypomnijmy – awans do MŚ wywalczą trzy najlepsze drużyny.

Tabela wskazuje też jasno i klarownie, że nad najgroźniejszymi rywalami sześć kolejek przed zakończeniem rywalizacji mamy de facto aż cztery punkty przewagi.
Założenie, że Łotwa – mając za rywali tych samych rywali co Polska – może w drugiej rundzie wygrać o cztery mecze więcej, by odrobić nie tylko trzy punkty straty, ale także zniwelować niekorzystny bilans dwumeczu, można właściwie między bajki włożyć.
Jeszcze bardziej – nadrobienie uzyskanie aż pięciu punktów więcej przez Holendrów.
W zaistniałej sytuacji – pomijając spodziewaną i oczekiwaną walkę z Niemcami i Chorwatami o zwycięstwo w grupie – jedynym rywalem, który mógłby potencjalnie pozbawić Polaków awansu może być mający na starcie walki o 4 punkty mniej Izrael. Aby zdystansować podopiecznych Igora Milicicia musiałby jednak nie tylko zdobyć łącznie o te 4 punkty więcej, ale także wygrać z Polakami dwumecz.
Nasi koszykarze mogą świętować awans jeszcze w sierpniu! Wystarczy, że w pierwszym meczu drugiej rundy po raz czwarty z rzędu w starciu o punkty ograją Izrael w meczu, który najpewniej będzie miał miejsce w Rydze, a następnie w szlagierze kończącym wakacje 30 sierpnia okażą się w trójmiejskiej Ergo Arenie lepsi od Niemców. Z bilansem 8-0 moglibyśmy wówczas zostać pierwszym europejskim zespołem pewnym gry w przyszłorocznych MŚ w Katarze.
Piękny scenariusz? Jasne. Ale też – przecież jak najbardziej osiągalny!