Jak najlepiej wygrać starcie z rywalem, który sportowo jest od ciebie słabszy tak naprawdę o dwie klasy? Najlepiej jak najszybciej – zaatakować z impetem od początku i szybko zaznaczyć, że o żadnej sensacji nie może być mowy.
Napędzani przez maksymalnie zmobilizowanego i skoncentrowanego od pierwszych minut Mateusza Ponitkę Polacy już w kilku pierwszych akcjach pokazali w piątek swoim przeciwnikom miejsce w szeregu.
Nasza pierwsza piątka – tym razem bez gracza naturalizowanego, ale po raz pierwszy w tych eliminacjach z Olkiem Balcerowskim – grała naprawdę świetnie. Po obu stronach parkietu. Dość powiedzieć, że Jakub Szumert w ciągu niespełna 20 minut zaliczył wskaźnik plus/minus na poziomie +43. W trzech dotychczasowych występach w tych eliminacjach szykujący się do rozpoczęcia kariery w NCAA 20-letni skrzydłowy spędził na parkiecie 52 minuty. Podczas nich nasza kadra okazała się lepsza od rywali o, bagatela, 74 punkty.
W pierwszej połowie podopieczni Igora Milicicia jedynie stopniowo powiększali przewagę, która już pod koniec drugiej kwarty zbliżała się do 30 punktów. Po zmianie stron trener naszej kadry jeszcze pewniej niż wcześniej mógł korzystać z rezerwowych. Początkowo gracze z ławki nie imponowali, roztrwonili część z przewagi, ale to były tylko chwilowe „kłopoty” wciąż dominującej nad rywalem naszej drużyny.
Ponitka mecz zakończył z dorobkiem 18 punktów, 7 zbiórek i 5 asyst. Najlepszym strzelcem naszej drużyny był skuteczny w drugiej połowie Łukasz Kolenda (23 pkt, 7/12 z gry, 6 asyst). Po 11 punktów dołożyli trzej gracze z PLK – opuszczający naszą ligę Andrzej Pluta, Michał Michalak i Przemysław Żołnierowicza.
Nasza drużyna pozostaje jedną z zaledwie trzech – obok Turcji i Hiszpanii – która w europejskich eliminacjach do MŚ 2027 nie przegrała jeszcze ani razu Kolejny mecz Polacy zagrają już w poniedziałek z Holandią o godz. 18 w krakowskiej Tauron Arenie.