poniedziałek, 15 czerwca 2026
Strona główna » RAPORT: PLK po pierwszym sezonie na YouTube. Realny obraz rzeczywistości i spory kapitał na przyszłość

RAPORT: PLK po pierwszym sezonie na YouTube. Realny obraz rzeczywistości i spory kapitał na przyszłość

0 komentarzy
Choć w Orlen Basket Lidze wciąż trwa najważniejsza z serii playoff, decydująca o zdobyciu mistrzostwa, pewnie jest, że już wraz z ćwierćfinałami zakończył się pierwszy sezon ligowych transmisji na kanale YouTube. Czas najwyższy przyjrzeć mu się bliżej i wyciągnąć kilka wniosków związanych z oglądalnością tych transmisji.

Transmisje meczów PLK udostępniane przez ligę na popularnej platformie YT zastąpiły przed sezonem 2025/26 te, realizowane przez wiele lat przez serwis emocje.tv. Tak jak pisaliśmy w artykule przed kilkoma miesiącami, w którym staraliśmy się wysnuć pierwsze wnioski z cząstkowych danych oglądalności – sam fakt przeniesienia transmisji na darmową platformę przez większość internautów został odebrany niezwykle pozytywnie.

Z perspektywy kibiców mecze na YouTube są darmowe i dostępne na każdym urządzeniu, a ponadto sama platforma należąca do Google oraz aplikacje dostępne na telefon czy systemy operacyjne telewizorów są przez użytkowników sprawdzone i zaufane. Z czasem pojawiły się drobne głosy niezadowolenia związane choćby z niefortunnym umiejscowieniem w czasie i przestrzeni reklam podczas meczów, ale warto podkreślić, że wrażenie „zadowolenia” kibiców w związku z przedsezonową zmianą pozostało z nami do samego końca sezonu.

Platforma YouTube ma jeszcze jedną zaletę – można obserwować na niej w czasie rzeczywistym liczbę urządzeń aktualnie śledzących mecz, a niezawodny Puls Basketu zbiera te informacje i udostępnia mecz po meczu.

Swoją analizę opieramy właśnie na agregując te dane. Należy tu zaznaczyć, że kompletność danych nie wynosi 100, a 95.2 procent. Puls Basketu nie udostępnił oglądalności transmisji z przedostatniej kolejki sezonu regularnego oraz z kilku pojedynczych meczów we wcześniejszej fazie sezonu. Niemniej – to nie powinno to mieć większego wpływu na ogólne wnioski płynące z analizy liczb.

Zapoznając się z poniższymi danymi pamiętamy również o fakcie, że każda transmisja youtubowa ma swój odpowiednik na kanałach premium Polsatu (czyli YouTube nie przyciąga 100 procent oglądających) oraz że jedno urządzenie to średnio więcej niż jeden widz śledzący wydarzenie.

Średnia oglądalność całej PLK

Zapisy wideo z poszczególnych meczów dostępne są na kanale Orlen Basket Ligi również po zakończeniu meczu. W większości przypadków YouTube podaje wartości od kilkunastu do dwudziestu kilku tysięcy wyświetleń filmu. Takie liczby mogą działać na wyobraźnię, a przynajmniej mogą być uznane za solidne.

Szkopuł w tym, że liczba wyświetleń nie jest tożsama z liczbą śledzących mecz na żywo. Wierzymy, że istnieje pewna grupa kibiców (i dziennikarzy) oglądająca mecze z odtworzenia, ale nawet pomijając tę grupę, liczba wyświetleń widoczna po zakończeniu wydarzenia live odpowiada łącznej liczbie różnych użytkowników, którzy w obojętnie jakim momencie relacji na żywo lub po zakończeniu obejrzeli jej fragment. Jak długi? Dobre pytanie. Czy obejrzenie kilku minut pierwszej i kilku minut czwartej kwarty przez tego samego widza zwiększa licznik o 2 wyświetlenia? Tego, jak działają algorytmy YT nikt do końca nie wie.

Średnia minutowa oglądalność na żywo jest jednak wartością bardziej miarodajną. Taką samą zresztą, jaką stosuje się przy telemetrycznej analizie oglądalności programów telewizyjnych – w tym meczów PLK transmitowanych w Polsacie. W uproszczeniu: milion różnych ludzi może oglądać średnio jedną kwartę, a wtedy średnia oglądalność na żywo całego wydarzenia wyniesie 250 tysięcy. YouTube pokaże w takiej sytuacji wartość milion plus kolejne wyświetlenia włączających retransmisję choćby na minutę po kilku tygodniach od jej zakończenia, ale średnia minutowa oglądalność zamknie licznik na 250 tysiącach.

Niestety, powyższe wielkie liczby czy nawet liczba wyświetleń transmisji wg YouTube nie dają obrazu tego, ile osób śledzi na żywo mecze PLK.

Dla sezonu regularnego 2025/26 średnia oglądalność meczów pokazywanych na YouTube wyniosła 2862 urządzenia jednocześnie śledzące transmisje. W ośmiu meczach ćwierćfinałów, których na swoich głównych kanałach sportowych nie pokazywał Polsat, wartość ta wzrosła do 4153 urządzenia. Średnia ze wszystkich transmisji to 2949 użytkowników na mecz.

Niestety, wciąż są to wartości oglądalności, które ciężko określić inaczej niż „niszowe”.

Tylko pięć transmisji w całym sezonie przekroczyło poziom średnio 5000 urządzeń oglądających mecz:

Zastal – Anwil z 11 kolejki – śr. 7147 urządzeń

Czarni – Anwil z 24 kol. – śr. 5669 urządzeń

GTK – Anwil z 17 kol. – śr. 5297 urządzeń

Zastal – GTK z 18 kol. – śr. 5065 urządzeń

Anwil – GTK z 17 kol. – śr. 5036 urządzeń

Mimo, że średnia oglądalność serii ćwierćfinałowych była o ok. 50 proc. wyższa niż meczów sezonu regularnego, żaden z meczów nie przyciągnął więcej niż 5000 oglądających w ujęciu średniej minutowej. W żadnym na przestrzeni całego sezonu maksymalna liczba jednocześnie oglądających nie przekroczyła bariery 10 tysięcy urządzeń. Najbliżej było przy okazji wspomnianego przedświątecznego (poniedziałkowego!) meczu Zastalu z Anwilem, który w peaku jednocześnie śledziło 9137 użytkowników.

Na podium sezonu mamy tu jeszcze dwa mecze ćwierćfinałów, które nie osiągnęły wysokich średnich, ale miały fragmenty z oglądalnością ponad 7 i pół tysiąca – drugi mecz serii Kinga z Zastalem i starcie nr 4 pary Arka – Śląsk zakończone dogrywką, w którym dziesiąte części sekundy dzieliły wrocławian od awansu do strefy medalowej.

Średnia oglądalność klubów

Na kolejnym wykresie możesz zobaczyć średnią oglądalność meczów poszczególnych zespołów. Ranking uszeregowany jest według średniej oglądalności w sezonie (druga kolumna). W pierwszej widzimy średnią z maksimum oglądających transmisję jednocześnie. W trzeciej kolumnie przedstawiliśmy z kolei udział transmisji na YouTubie we wszystkich meczach ligowego sezonu danej drużyny.

Powyższe dane wydają się jednoznaczne. Różnice pomiędzy zespołami istnieją, ale nie są kolosalne – za wyjątkiem Anwilu, który w kwestii youtubowej „frekwencji” przed monitorami ewidentnie gra w innej lidze oraz wyróżniającego się na tle czołówki Zastalu, którego fenomen jak widać nie dotyczy jedynie oblężenie zielonogórskiej hali CRS.

Mamy świadomość, że na część z tych wskaźników wpływały pora i dzień rozgrywania meczów. Możemy jednak też bez problemów zauważyć jednak, że ośrodki, które nie mają problemu z przyciąganiem widzów na trybuny i które słyną z zaangażowania społeczności kibicowskiej – Anwil, Zastal, Stal, Śląsk, Górnik, Czarni – budzą największe zainteresowanie, jeśli chodzi o oglądalność online.

Prime czy siła przyzwyczajenia?

Średnie liczby oglądających otwarte transmisje Orlen Basket Ligi przenalizowaliśmy również biorąc pod uwagę godziny ich rozpoczęcia.

Pierwsze co rzuca się w oczy, to fakt, że „youtubowe” godziny transmisji to aż 10 różnych wariantów (12:00, 12:30, 15:00, 15:30, 17:30, 18:00, 19:00, 19:30, 20:00 i 20:15). W tej kwestii tradycyjna ramówka telewizyjna Polsatu jest zdecydowanie bardziej powtarzalna i na pewno pomaga w budowaniu stałej widowni oraz wykształcaniu pewnych nawyków wśród kibiców.

Nawet jeśli to naciągana teoria, nie bez znaczenia może być fakt przyzwyczajenia widzów „telewizyjnych” do godziny 17:30 rozpoczęcia meczów Orlen Basket Ligi w ostatnich latach. To właśnie ona także wśród internetowych widzów cieszyła się największą popularnością.

Zaskakuje spora rozbieżność oglądalności meczów rozpoczynających się o godz. 19 lub 19:30 w stosunku to transmisji w czasie tzw. prime w klasycznej telewizji, czyli o godz. 20 lub tuż po. Różnice sięgają ok. 20 procent, a godziny rozpoczęcia meczów dzieli tylko 60 minut.

Nieszczególnie chętnie oglądano też weekendowe mecze w samo południe, choć tu oprócz pory ich rozpoczęcia, wpływ może mieć fakt, że najczęściej były to pierwsze z kilku następujących po sobie transmisji – czy to internetowych czy telewizyjnych.

Więcej nie znaczy lepiej

Kolejna perspektywa to oglądalność transmisji biorąc pod uwagę dzień rozgrywania meczu. Tu jednak musimy dodać wyjaśnienie, że oglądalność niewielkiej próby meczów wtorkowych i środowych jest dodatkowo zniekształcona przez dwie kolejki z najniższą oglądalnością w całym sezonie. Wynik meczów we wtorki zaniżony jest przez mecze rozgrywane 23 grudnia – w dość niefortunnym przedświątecznym czasie (choć wyłamuje się z tej narracji wspominany mecz pomiędzy Zastalem i Anwilem rozgrywany dzień wcześniej). Z kolei na wynik oglądalności w środy wpływ ma ostatnia kolejka sezonu zasadniczego, w której mecze i transmisje prowadzone były równolegle, a w dodatku część z nich nie decydowała już o niczym. Trzy spotkania 30. kolejki zanotowały średnią oglądalność poniżej 1000 urządzeń.

Oglądalność meczów weekendowych – od piątkowego popołudnia do niedzielnego wieczoru – odpowiada mniej więcej średniej oglądalności z całego sezonu. Trudno zresztą, by było inaczej, skoro w sumie było to 66 procent wszystkich transmisji online tego sezonu. 

Co zauważaliśmy już przed kilkoma miesiącami, zaskakująco dobrze „oglądały się” mecze poniedziałkowe i czwartkowe – odpowiednio o 27 i 19 proc. lepiej niż wynosi średnia oglądalność z całego sezonu. Co ważne, mecze w poniedziałki (głównie o godz. 18:00) i czwartki (najczęściej 18:00 lub 20:15) były na ogół jedynymi w danym dniu transmitowanymi na YouTubie. Często były również jedynymi tego dnia w ogóle – bez względu na platformę, na której można było je obejrzeć.

Czy trzy lub cztery następujące po sobie weekendowe transmisje kanibalizują się nawzajem w kwestii uwagi kibiców? Nie można tego wykluczyć.

Ciekawym przykładem była wspomniana 30. kolejka sezonu zasadniczego. Siedem meczów rozgrywanych jednocześnie oglądano średnio na nieco ponad 12 i pół tysiącu urządzeń łącznie (pomijając pasjonatów oglądających kilka meczów na raz).

Jeśli dodamy do tego kilka tysięcy kolejnych, których z YouTube „zabrała” transmisja telewizyjna meczu Anwilu z Treflem oraz kilkanaście tysięcy widzów regularnie bywających na trybunach obiektów PLK – wyłania nam się realny obraz skali zainteresowania ligową koszykówką w ogóle, nie tylko w ujęciu internetowych transmisji. Skalę tę można oszacować na kilkadziesiąt tysięcy kibiców zainteresowanych regularnym oglądaniem ligi w przekazach live i na trybunach.

Idzie to zresztą w parze z szacunkami podmiotów estymujących telewizyjną widownie podczas najważniejszych meczów sezonu – ta często kształtuje się na poziomie 40-60 tysięcy.

Podsumowanie

Wciąż nie sposób oceniać samego faktu przenosin transmisji meczów PLK na darmową i sprawdzoną platformę inaczej niż pozytywnie, nawet jeśli pierwszy rok z YouTube zadziałał jak cyfrowy papierek lakmusowy i pokazał realne, naszym zdaniem wciąż niszowe zainteresowanie ligą.

Możliwość analizy twardych (rzetelnych, rzeczywistych, a nie szacowanych) danych to jednak też spory kapitał na przyszłość. Pokazują one m.in. możliwe rezerwy w optymalizacji kalendarza i kształtowania nawyków widza. Z kolei dla samych klubów na przestrzeni kolejnych sezonów może to być całkiem transparentny wskaźnik tego, czy ich baza fanów rośnie oraz jakie przełożenie na zainteresowanie transmisjami mają ich wyniki sportowe.

Pewne jest, że w sezonie 2026/27 po raz pierwszy zyskamy punkt odniesienia. Mamy nadzieję, że za 12 miesięcy publikując podobny raport będziemy mogli mówić o rozwoju ligi i wzroście zainteresowania jej meczami, używając oglądalności otwartych transmisji jako koronnego argumentu.