Kiedy we wrześniu, przed startem sezonu 2025/26 koszykarską Polskę obiegła informacja o planowanym przeniesieniu „nietelewizyjnych” spotkań Orlen Basket Ligi z serwisu emocje.tv na platformę YouTube, wśród kibiców wybuchł entuzjazm. Trzy miesiące i ponad 50 transmisji później, mając już jakąś próbkę „badawczą”, czas najwyższy przyjrzeć się czy ta zmiana – na razie w tej krótkiej perspektywie – przełożyła się na popularność ligowej koszykówki w naszym kraju.
I – przede wszystkim – spróbować wysnuć wnioski na przyszłość!
Na początek – kilka zastrzeżeń
Zostawiając na boku często subiektywne opinie o jakości usług poprzedniego medialnego partnera ligi, transmisje na YouTube mają kilka niezaprzeczalnych plusów:
– są darmowe – przynajmniej dla widza, bo ktoś przecież za wyprodukowanie meczu płaci
– są bardziej niezależne sprzętowo – łatwiej dostępne na różnych urządzeniach i systemach
– są mniej podatne na problemy techniczne związane z samą platformą – w końcu YouTube to gigant, któremu rzadko zdarzają się przeciążenia serwerów czy niedostępność usług
Obecność części ligowych meczów na YT ma jeszcze jeden niezaprzeczalny atut – oglądalność tych transmisji, czy to na żywo, czy po zakończeniu przekazu live – jest łatwa do zweryfikowania i analizy. YouTube dostarcza w czasie rzeczywistym dane pokazujące ile urządzeń jednocześnie odtwarza transmisję, a tuż po jej zakończeniu – ilu unikalnych użytkowników oglądało dany mecz na całej jego przestrzeni.
Dzięki pomysłowości ekipy Pulsu Basketu i wielkiej pracy wkładanej przez nią w misję opisania polskiej koszykówki wszystkimi możliwymi statystykami, możemy prześledzić statystyki oglądalności każdego meczu minuta po minucie. Dostajemy również średnią oglądalność minutową i wskaźnik „peaku” – czyli maksymalną, szczytową liczbę widzów oglądających jednocześnie transmisję.
Po agregacji tych danych wysnuliśmy kilka obserwacji na ich podstawie.
Zanim jednak przejdziemy do szczegółów, kilka zastrzeżeń:
– dane są aktualne na dzień 31 grudnia, po zakończeniu 13. kolejki, z pierwszą kolejką rozegraną tylko częściowo
– kompletność danych to 49/51 transmisji – z powodów technicznych Puls Basketu nie udostępnił zapisu oglądalności live dla dwóch spotkań,
– mamy świadomość, że transmisje na YouTube są zdublowane w kanałach premium Polsatu, dlatego nie równamy oglądalności na popularnej platformie do ogólnego zainteresowania ligą, przynajmniej w kwestii bezwzględnych liczb,
– mamy też świadomość, że jedna transmisja na YouTube nie zawsze równa się jednej oglądającej osobie, a termin „liczba widzów” stosowany wymiennie z „liczba urządzeń” i „oglądalność” w dalszej części tekstu to świadome uproszczenie.
Obserwacja 1: Wciąż jest nas mało
Podobnie jak entuzjastycznie została przyjęta sama wieść o przeniesieniu transmisji na YouTube, społeczność skupiona wokół PLK doceniła pierwsze wyniki oglądalności.
W piątkowy październikowy wieczór mecz pomiędzy Zastalem i Górnikiem oglądało na YouTube średnio ponad 4600 widzów, a w szczytowym momencie ponad 6200. To rząd wielkości, którego mogliśmy się spodziewać – obserwując choćby oglądalność meczów pucharowych transmitowanych na tej samej platformie.
Czy to obiektywnie dużo? Absolutnie nie! Nawet jeśli w kanale premium Polsatu mecz zgromadziłby podobną liczbę widzów, łączna oglądalność rzędu kilkunastu tysięcy urządzeń w skali kraju pozostaje wciąż na poziomie błędu statystycznego. We wcześniejszych latach lekko nie dowierzaliśmy pięciocyfrowym szacunkom oglądalności ligi w bardziej dostępnych Polsatach Sport 1, 2 lub 3., wątpiąc w metodologię badań telemetrycznych prowadzonych przez firmy monitorujące zasięgi programów telewizyjnych, a raczej w ich zastosowanie dla mierzenia punktowego zainteresowania koszykówką w wybranych ośrodkach.
Dziś można stwierdzić, że 30-40-tysięczne estymacje widowni zwykłych ligowych meczów w środku sezonu mogły być nawet przeszacowane, a te nieprawdopodobnie niskie – bliższe prawdzie.
Wracając do otwarcia ligowego sezonu 2025/26 na YouTube, średnia widownia około pięciu tysięcy, szczyt powyżej sześciu i łączna liczba około 10 tysięcy różnych użytkowników, którzy w trakcie meczu przewinęli się przez transmisję, to jeszcze nie tragedia. Sam autor niniejszej analizy spodziewał się, że to dopiero początek i że będzie tylko lepiej.
Niestety, ani autor, ani szeroko pojęta społeczność dyskutująca o tych liczbach, nie wpadli na to, że Zastal i Górnik mają naprawdę mocne jak na warunki PLK bazy fanów, a wyniki oglądalności pierwszego meczu podbiła dodatkowo ciekawość nowego zjawiska. Pierwszy mecz sezonu nie okazał się preludium do coraz wyższych oglądalności – średnia 4646 z październikowej inauguracji wciąż jest czwartą najwyższą w bieżącym sezonie, a szczytowe 6240 widzów zostało pobite dopiero w hitowym meczu Zastalu z Anwilem kilkanaście dni temu.
Mecze PLK na YouTube oglądało dotąd średnio 2826 widzów, a średnia szczytów to 3681. Są to w naszym odczuciu wyniki wciąż dramatycznie słabe. Szczególnie zestawiając je z trzema ponad czterotysięcznymi audiencjami w halach podczas jednej tylko trzynastej kolejki Orlen Basket Ligi.
Dość powiedzieć, że średnia – deklarowana przez kluby – frekwencja na trybunach meczu PLK to około 2100 widzów, a darmowe, dostępne i nieźle wyprodukowane transmisje ogląda na żywo tylko nieco ponad drugie tyle. W niejednym meczu tego sezonu więcej osób zasiadło na krzesełkach w hali, niż na kanapach przed telewizorem, laptopem czy z telefonem w ręku.
Na poniższej grafice przedstawiliśmy oglądalność kolejka po kolejce – średnią szczytową, średnią minutową i liczbę transmisji, przy czym numeracja kolejek jest tu chronologiczna – nadrabiana w grudniu zaległa 1. kolejka sezonu to w tym przypadku nr 12.

Warto zwrócić uwagę na to, że średnia oglądalność danej kolejki była często niższa, niż wspomniana średnia (2826) z całego sezonu.
Obserwacja 2: PLK nie wytrzymuje konkurencji z weekendowymi atrakcjami
Ligowe mecze w czwartki, piątki czy poniedziałki nie cieszyły się opinią najlepszego doboru dnia transmisji – delikatnie mówiąc. Szczególnie kiedy serwowane były nam o godz. 17:30. Argumentem narzekających na pozaweekendowe granie był trudny dojazd do hal (o grupach wyjazdowych nawet nie wspominając), ale i niespecjalnie dogodny moment tygodnia na oglądanie basketu w telewizji. Po trzech miesiącach od uruchomienia youtubowych transmisji widzimy, że to weekendowe mecze przyciągają mniejszą uwagę, a największą widownię mają spotkania rozgrywane w poniedziałki i piątki!
Rozkład oglądalności w poszczególnych dniach przedstawiamy na kolejnej grafice. Zwracamy uwagę na fakt, że trzy mecze wtorkowe to próba niemiarodajna (wszystkie były rozgrywane przed Wigilią, w 1. kolejce wepchniętej w rezerwowy termin), natomiast pozaweekendowe poniedziałki, czwartki i piątki to w sumie 15 transmisji, wobec 19 sobotnich i 10 niedzielnych z dostępnymi danymi.

Na 10 najchętniej oglądanych spotkań tego sezonu połowę rozegrano poza weekendem i nie zawsze były to spotkania drużyn „popularnych”. Na 10 najsłabszych oglądalności tego sezonu (średnio poniżej 2000 oglądających) aż 8 dotyczyło meczów sobotnich lub niedzielnych, a pozostałe dwa, to przedświąteczne mecze we wtorek 23 grudnia.
A co jeśli koszykówka nie wytrzymuje konkurencji nie tylko z weekendowymi atrakcjami, ale również z… koszykówką? Analizując dane, można dojść do obserwacji, że jeśli dzień meczowy składa się z jednego spotkania (choćby „niepopularnych” czy mniej elektryzujących zespołów) youtubowa frekwencja jest raczej powyżej średniej, a przy ograniczonej liczbie fanów basketu w Polsce najmniej chętnie oglądane transmisje to te, które są jednymi z wielu danego dnia. Mało kto może sobie pozwolić na oglądanie czterech niedzielnych meczów z rzędu.
Choć zapewniamy, że takie osoby istnieją!
Obserwacja 3: Prime-time nie dla kosza
Ostatnie dwa mecze transmitowane na YouTube o godz. 20 to mecze Zastalu, a ponieważ Zastal należy do czołówki PLK nie tylko w kwestii obecności widzów w hali CRS (o czym za chwilę), popularny „prime” wypada w kwestii oglądalności lepiej, niż obserwowaliśmy to przez cały sezon. Poniżej przedstawiamy rozkład oglądalności dla poszczególnych godzin rozgrywania meczów.

Należy zwrócić uwagę na fakt, że godz. 17:30 (czyli typowa pora „telewizyjna” PLK) to tylko jedno spotkanie transmitowane w Internecie. Gdyby nie dwa wspomniane mecze Zastalu, powiedzielibyśmy, że przeciętny kibic PLK omija szerokim łukiem godziny ekstremalne – weekendową godz. 15, czy wieczorną godz. 20.
Jednym z dwóch meczów, dla których nie dysponujemy zapisem live oglądalności było sobotnie spotkanie o godz. 12:30 pomiędzy Kingiem i GTK – jedyne o tej porze w ciągu całego sezonu pokazywane na YouTube, a nie w TV. Jego oglądalność była katastrofalna, gorsza niż średnia dla godz. 15. Na podstawie dostępnych danych, śmiało możemy założyć, że to godz. 18 daje możliwość śledzenia transmisji przez największą liczbę fanów.
W połączeniu z obserwacją nr 2, daje to ciekawą kombinację. Bo czy późne popołudnie w czwartek lub poniedziałek nie było porą, na którą kibice dotychczas najbardziej narzekali?
Obserwacja 4: Stereotypy jako odbicie rzeczywistości?
Gdybyśmy wyobrazili sobie ankietę, w której kibicom PLK zadajemy pytanie: które z klubów ligi mają największe zaplecze kibiców interesujących się losami zespołu i zaangażowanych online w ligowe sprawy, większość odpowiedzi kręciłaby się wokół tych samych kilku organizacji.
Sam autor bez patrzenia w jakiekolwiek statystyki, wskazałby bez namysłu na ośrodki takie jak: Włocławek, Zielona Góra, Wrocław, Ostrów Wlkp., Wałbrzych, Słupsk. Wielkich kontrowersji raczej bym tym stwierdzeniem nie wywołał. Na drugim końcu tej samej skali? Stereotypowo wskazuje się kluby trójmiejskie i te z województwa śląskiego, jako te, których kibice są mniej zaangażowani lub mniej widoczni w sieci (choć na trybunach Arka i Trefl wypadają coraz lepiej!). Część odpowiedzi na pewno wskazywałaby też Dziki czy Toruńskie Pierniki, jako organizacje, które w social mediach rzadziej bywają tematem rozpalonych do czerwoności dyskusji.
Popatrzmy zatem na „ranking” oglądalności poszczególnych klubów w dotychczasowych transmisjach na YouTube. Czy w pewnym stopniu nie utrwala stereotypów?

Oczywiście to tylko statystyka, a średnia z zaledwie trzech transmisji danego klubu może być zaburzona, np. przez mało atrakcyjną porę czy dzień rozgrywania meczów. Niemniej jednak trudno uznać powyższą kolejność jako szczególnie zaskakującą.
Oglądalności meczów Anwilu i Zastalu są praktycznie niezachwiane – ani przez fakt grania w poniedziałek o 20, ani w niedzielę o 15, ani przez mniejszą „atrakcyjność” rywala. Skumulowane siły zielonogórskiej i włocławskiej społeczności, wzmocnione oczywiście mniej lub bardziej neutralnymi kibicami innych klubów, sprawiły, że mecz Zastal – Anwil oglądało rekordowe w tym sezonie 7147 widzów (średnio), a w szczycie 9137.
Przed świętami. W poniedziałek 22 grudnia. O godz. 19.
Bez wymówek.
Wnioski? Może
Wnioski z tej dość prostej analizy, w dodatku z wciąż niewielką próbą statystyczną można streścić krótko: na lepszą frekwencję przez ekranami telewizorów/komputerów/telefonów wpływa przede wszystkim mniejsza podaż meczów danego dnia, rozsądna (nie za wczesna i nie za późna) pora ich rozgrywania i – co najmniej odkrywcze – zainteresowanie kibiców losami klubów.
Najważniejsze wnioski w z tego powinny wyciągnąć władze PLK. Gorąco wierzymy w to, że ich ambicje związane z przeniesieniem transmisji nietelewizyjnych na YouTube – choćby patrząc na „Studio PLK”, które zadebiutowało przy okazji świątecznego szlagieru Śląsk – Anwil – na obecnym etapie rozwoju tego projektu się nie kończą.
Zdefiniowanie konkretnych założeń co do mierzalnych celów i wskaźników popularności transmisji to podstawa ewaluacji. Spodziewamy się, że w planach jest optymalizacja wszystkich możliwych czynników – nie tylko związanych z formą przekazu live, ale również z marketingowym wyjściem poza szczelnie zamkniętą bańkę PLK. Średnia oglądalność z tego sezonu, ale także rozrzut popularności poszczególnych transmisji, pokazują, że pole do poprawy pozostaje spore.
Opracowanie własne na podst. danych zgromadzonych przez portal Puls Basketu.