Nieoficjalne informacje o tym, że los Ainarsa Bagatkisa został przesądzony docierały do nas już od zakończenia fatalnego dla Śląska wtorkowego meczu w Toruniu. Trochę im nie dowierzaliśmy. Naprawdę nie sądziliśmy, by szefowie WKS po tych wszystkich turbulencjach z obsadą funkcji trenera w trzech poprzednich sezonach zdecydowali się na taką woltę dwie kolejki przed zakończeniem rundy zasadniczej.
A jednak! W czwartkowe przedpołudnie wszystko stało się jasne!
Łotysz prowadził Śląsk od początku obecnego sezonu i – szczególnie w jego pierwszej połowie – zespół grał tak dobrze, że można było się raczej zastanawiać, czy Wrocławianie jeszcze w trakcie rozgrywek nie zdecydują się na poważne rozmowy z Bagatskisem o przedłużeniu wygasającej latem 2026 roku umowy na kolejne lata.
W EuroCup WKS wygrał 5 z 18 meczów. W kilku przegranych był o krok od zwycięstwa. Jak na standardy polskich klubów z ostatnich lat w tych rozgrywkach – to był świetny wynik. Długo Śląsk pozostawał także głównym kandydatem do zdobycia pozycji lidera po sezonie zasadniczym, a także, docelowo, mistrzostwa Polski.
Bagatskis za sukces mógł sobie poczytywać również świetną grę Jakuba Urbaniaka, który z gracza właściwie nieobecnego w świecie poważnej koszykówki przebił się w ciągu zaledwie kilku miesięcy nie tylko do roli filara drużyny z mistrzowskimi ambicjami, ale także do reprezentacji Polski. Życiowy sezon rozgrywał pod wodzą Łotysza również Jakub Nizioł.
Ostatnie cztery porażki – poniesione przy braku leczącego uraz najlepszego gracza zespołu Noah Kirkwooda – zmieniły jednak wszystko. Łotysz wcześniej po niemal każdym słabszym meczu swojej drużyny wytykał swoim koszykarzom braki mentalne. Ostatnio z każdą kolejną porażką jakby łagodził swoje wypowiedzi. Zupełnie jakby wiedział co się święci…
Nie wiemy czy stracił bardziej zaufanie szefów klubu z podejmującym kluczowe decyzje duetem Grzegorz Schetyna – Waldemar Łuczak, czy też – na co mógłby wskazywać ostatni mecz. Toruniu – wsparcie koszykarzy, ale ostatecznie stracił posadę.
Mimo wszystko – tak niedawnej kuriozalnej przeszłości decyzji kadrowych Śląska, i tych czterech porażek – możemy tu mówić śmiało o decyzji będącej sensacją.
W najbliższym meczu w najbliższą niedzielę Śląsk w Zielonej Górze poprowadzi dotychczasowy asystent Bagatskisa Jacek Winnicki. To jeden z tych ośmiu trenerów, którzy prowadzili wrocławski zespół w latach 2022-2025. Czy zostanie na stanowisku do końca sezonu?
– Większej głupoty dawno nie widziałem. Gdy w środę docierały do mnie informacje, że Śląsk miałby zwolnić Bagatskisa, byłem przekonany, że to efekt poboczny lawiny fejków, która przecież zalewa Internet – komentuje decyzję wrocławskiego klubu Piotr Karolak. – Wiem, że Śląsk słynie ze zmiany trenerów, w ostatnich latach się w tym wyspecjalizował, ale Bagatskis to przecież za duże nazwisko, by go ot tak odsyłać tuż przed rozpoczęciem playoff. Przecież ta drużyna po powrocie do gry Kirkwooda mogła zdobyć mistrzostwo, nawet rozpoczynając playoff z czwartego miejsca. Jeszcze, żeby Śląsk ogłaszając informację o zwolnieniu, od razu przedstawił nazwisko nowego trenera, który dawałby nadzieję… Ale nie. Skoro zespół w kolejnych meczach ma poprowadzić asystent, to jasno wskazuje na to, że albo poszukiwania nowego trenera dopiero trwaj, albo za WKS nie leci żaden pilot. Śmiech po pachy – dodaje nasz ekspert.