Jak dobry może być mecz, w którym do zwycięstwa wystarczy 75 punktów, a ten decydujący zdobywa rzutem wolnym Mateusz Kostrzewski sfaulowany przy próbie minięcia rywala 5 metrów od kosza?
Tak, dobrze zgadliście – najlepszy pod względem poziomu w piątkowy wieczór w Zielonej Górze nie był. 44 faule, 34 straty i 7 z 44 trafionych „trójek” – to łączny dorobek obu drużyn.
A 149 zdobytych punktów to aż o 33 mniej od zdobyczy tych zespołów z meczu w Sosnowcu – ćwierćfinałowe starcie w turnieju o Puchar Polski było znacznie bardziej lekkostrawne.
Więcej na swoje usprawiedliwienie mają szczecinianie, którzy nie tylko wygrali, ale też uczynili to bez Jeremy’ego Roacha, a w drugiej połowie również bez Jovana Novaka. Amerykanin wciąż przebywa w USA – trener Maciej Majcherek poinformował, że powinien przylecieć do Polski na początku przyszłego tygodnia. Z kolei Serbowi w 3. kwarcie – gdy miał w dorobku już 6 asyst – odnowiła się kontuzja stopy, której doznał w meczu reprezentacji przeciwko Turcji.
Bez nich King zrobił to, w czym jest najlepszy w lidze – doprowadził do zaciętej końcówki, a w niej po raz kolejny znalazł sposób na odniesienie zwycięstwa. Już 15. w bieżącym sezonie Orlen Basket Ligi
Jakie to wygrywanie jest proste!
Walka hydraulików
Trzeci w historii trenerski pojedynek Arkadiusza Miłoszewskiego i Macieja Majcherka przypominał pojedynek dwóch hydraulików – gdy obaj naprawili przeciekające krany w grze swoich drużyn, to zaraz pękały niedaleko położone rury.
Zastal w pierwszej połowie pozwolił gościom aż na 13 punktów z kontry, ale po zmianie stron już tylko na 4. Ale co z tego, skoro zielonogórzanie w drugiej części meczu popełnili aż 12 strat, gdy jeszcze do przerwy mieli ich zaledwie 5. Najwięcej zanotował ich Chavaughn Lewis – 6 w całym meczu, który w czwartkowym spotkaniu był wyjątkowo niedbały.
Straty trapiły zresztą obie drużyny, ale King był w nich przynajmniej równomierny – w każdej z połów zanotował ich po 10. Zazwyczaj wynikały one z połączenia koszykarskiego niechlujstwa ze słabym rozstawieniem graczy i ich nieskutecznością w rzutach z dystansu.
Gości prześladowała również nieskuteczność w rzutach z dystansu – ich niemoc w tym elemencie dopiero w 4. kwarcie przełamał znakomity – szczególnie po przerwie, Przemysław Żołnierewicz (22 pkt, 5 as.).
Niezwykle ważna okazała się za to druga z „trójek” gości, którą w samej końcówce trafił Noah Freidel, który wykorzystał nieporozumienie w obronie pomiędzy Conleyem Garrisonem i Jakubem Szumertem.
Jak dużo dzieli „wiedzieć” od „zrobić”?
Trener Miłoszewski i jego zawodnicy w tej właśnie akcji przekonali się, że niestety czasami bardzo dużo.
Spacer to zdrowie
Lekarze bardzo często polecają spacery na świeżym powietrzu jako najzdrowszą formę ruchu,
Tego typu rodzaj aktywności fizycznej przydaje się jednak również i w zamkniętych pomieszczeniach, choćby w halach sportowych. Udowodnił to Michał Nowakowski, który w ostatnich sekundach regulaminowego czasu meczu w Słupsku wybrał się na spacer na połowę ataku – co zupełnie zlekceważyła trójka sędziowska w składzie Dariusz Zapolski, Adam Wierzman i Paweł Pacek.
Gdyby spaceru nie było to najprawdopodobniej zakończyłoby się to niecelnym podaniem przy wprowadzeniu piłki lub błędem 5 sekund. Oba z tych rozwiązań na 99% dałyby wygraną drużynie z Torunia.
Chwilę później za 3 równo z końcową syreną trafił za to Chico Carter, dzięki czemu gospodarze doprowadzili do dogrywki. W niej nie dali szans Twardym Piernikom Toruń i dzięki wygranej 103:93 odnieśli 7. zwycięstwo w sezonie.
Goście przyjechali do Słupska bez kontuzjowanych Noah Thomassona, Tylera Personsa i Aljaza Kunca, który średnio w meczu zdobywają łącznie 44.3 punktu na mecz. Zapowiadało się zatem na łatwe zwycięstwo Czarnych i długo tak było – na początku 4. kwarty prowadzili nawet 77:61.
Kolejne 9 minut torunianie wygrali jednak 25:6, aż 10 ze swoich 29 punktów zdobył w tym fragmencie Arik Smith.
Ostatecznie nie miało to jednak żadnego znaczenia.
Wejść dobrze w mecz
Jak często słyszycie to w wypowiedziach graczy lub trenerów? Pewnie równie często, co ja.
Czasami nie ma to jednak żadnego znaczenia.
Takim imponującym rajdem rozpoczął swój występ przeciwko MKS Dąbrowa Górnicza Noah Kirkwood.
Jak się okazało niecałe dwie godziny później – były to jedyne punkty Kanadyjczyka w czwartkowym spotkaniu, a w dużej mierze spowodowane to było problemami z nadmiarem przewinień, które dręczyły jednego z liderów Śląska.
Wrocławianie wygrali jednak cały mecz 95:90 i pozostali jedynym zespołem w lidze z 5. porażkami – liderujący King ma ich 6. Ma jednak również dwa mecze rozegrane więcej.
Czy MKS mógł we Wrocławiu sprawić niespodziankę? Jak najbardziej.
Goście zmarnowali jednak 6 akcji z rzędu w końcówce spotkania, gdy utknęli na 85 zdobytych punktach.
Dodatkową szansę otworzył im jeszcze akcją 2+1 Adrian Bogucki, który z 20 punktami (9/10 z gry) i 8 zbiórkami zanotował znakomity występ przeciwko swojej byłej drużynie.
Wtedy nadszedł jednak ten moment.
Ten rejon parkietu w Hali Orbita ma jakieś wyjątkowo mocne żyły wodne, gdyż zachowanie Dale’a Bonnera – w momencie gdy MKS desperacko potrzebował „trójki” na dogrywkę, wcale nie było najgłupszym zagraniem przeciwnika Śląska w zaciętej końcówce spotkania.
Jeszcze trudniej zrozumieć przecież było zagranie Jaidena Delaire’a z GTK Gliwice, który mógł trzymać piłkę do końca 40. minuty – gościom wtedy udało się jednak wybronić ostatnią akcję i sensacyjnie we Wrocławiu wygrali 85:84.
Trener Ainars Bagatskis na konferencji prasowej był przede wszystkim zadowolony ze zwycięstwa – zarówno łotewski szkoleniowiec, jak i wielu graczy rozjechało się przecież po świecie w trakcie przerwy reprezentacyjnej, zatem przygotowania Śląska w tym czasie były dalekie od ideału.
Trener wrocławskiej drużyny zwrócił jednak uwagę na powtarzający się mankament w grze swojego zespołu.
Śląsk przegrał z MKS-em zbiórki 24:35, a samemu zebrał tylko 3 piłki w ataku przy 11 w wykonaniu rywali.
W zaawansowanych statystykach zbiórek pod koszami rywali, wrocławianie znajdują się na 11. miejscu w lidze. W ich przypadku powinno się napisać „dopiero” na 11. miejscu, gdyż są przecież uznawani za najwyższy i najbardziej fizyczny zespół na polskich parkietach.