Strona główna » Puchar Polski zza kulis: Łatwo być trenerem, gdy Andrzej „Zrób Coś” Mazurczak wraca do gry!
PLK

Puchar Polski zza kulis: Łatwo być trenerem, gdy Andrzej „Zrób Coś” Mazurczak wraca do gry!

0 komentarzy
Drugi dzień finałowego turnieju o Puchar Polski przyniósł dwa ciekawe i do samego końca wyrównane mecze. Tego typu starcia często tworzą nowych bohaterów. W Sosnowcu byli nimi zarówno Mazurczakowie i Djordjevicie świata #plkpl, jak i gracze, po których nikt się tego nie spodziewał.

Młody, silny skrzydłowy Zastalu Zielona Góra będzie gwiazdą Pucharu Polski i na jego występy powinno się czekać z największą niecierpliwością.

Przed-turniejowe oczekiwania potwierdziły się w piątkowy wieczór.

20 punktów i 6 zbiórek – to dorobek Jakuba Szumerta Patricka Cartiera w pełnym zwrotów akcji i wygranym przez Zastal 94:88 ćwierćfinale Pucharu Polski przeciwko Kingowi Szczecin. Co najważniejsze, Amerykanin zrobił to w bardzo efektywny sposób – trafił 8 z 14 rzutów gry. Wysoka skuteczność nie powinna jednak nikogo dziwić, gdyż absolwent uczelni Colorado pokazuje ją na polskich parkietach od początku sezonu.

Za 3 trafia na 38-procentowej skuteczności, a przeciwko Kingowi udowodnił, że potrafi to czynić nie tylko po rozrzuceniach piłki czy akcjach pick&pop w ataku pozycyjnym, ale też jako zawodnik nabiegający w kontrataku.

A gdy piłka znajdzie go pod koszem, to tam również zachowuje się znakomicie. Imponuje szczególnie umiejętnością wyrobienia sobie miejsca w pobliżu obręczy bez choćby tak częstego zagarniania przeciwnika rękami.

Tak wygląda zawodnik, który trafia w sezonie Orlen Basket Ligi rzuty za 2 punkty ze skutecznością 74 procent! W ligowej klasyfikacji w tym elemencie zajmuje pierwsze miejsce, wyprzedzając choćby maszynę do zdobywania punktów o nazwie Stefan Djordjević wyprodukowaną przez firmę Śląsk Wrocław.

Serbski środkowy, w wygranym przez swój zespół 91:86 spotkaniu z Kingiem Szczecin też był zresztą niesamowity. Rrafił 10 z 11 rzutów z gry i zdobył 21 punktów w zaledwie 20 minut.

Bohater znikąd

– Nie mieliśmy go na skautingu, bo niby jak? – powiedział trener Kinga Szczecin Maciej Majcherek o Miłoszu Góreńczyku Majewskim, który z powodu problemów z faulami obwodowych liderów Zastali niespodziewanie pojawił się na parkiecie w 4. kwarcie.

Kim jest Miłosz Majewski? To chwalony za spore pokłady talentu 19-letni zawodnik, który do wczoraj na parkietach Orlen Basket Ligi zagrał tylko 2 minuty, a ostatnich kilka miesięcy spędził w Chorwacji pod okiem cenionego za pracę z młodzieżą trenera Mladena Starcevicia.

A w piątek na parkiecie – przypominam, że to decydujące minuty ćwierćfinału Pucharu Polski – zachował się tak.

Paradoksalnie najbardziej zaimponował mi asystą do Jayvona Maughmera. Niby proste zagranie, a jednak wielu graczy z tak nikłym doświadczeniem w tego typu sytuacjach pozwala rywalom na choćby podbicie piłki, wybierając zły kąt czy sposób podania.

Na skautingu Kinga na pewno za to byli Chavaughn Lewis, Jayvon Maughmer i Andrzej Mazurczak. Wszyscy jednak okazali się bardzo trudni do zatrzymania.

Lewis z 25 zdobytymi punktami był najlepszym strzelcem meczu, a Maughmer (20 pkt, 2×3) nie tylko potwierdził reputację znakomitego strzelca, ale też po raz kolejny w sezonie zaskoczył mnie nowym elementem w swojej grze – tym razem ogrywając Mateusza Kostrzewskiego w grze tyłem do kosza.

Kluczowe akcje należały jednak do Mazurczaka.

Po niedawnych problemach z plecami nie było już u byłego gracza Kinga śladu – w ciągu 31 minut zdobył 16 punktów, rozdał 7 asyst i zebrał 5 piłek.

– Czasami łatwo być trenerem. Po prostu oddajesz piłkę komuś takiemu jak Andy i mówisz „zrób coś” – skomentował końcówkę w wykonaniu Mazurczaka trener Arkadiusz Miłoszewski.

Jedna trzecia drogi faworyta

Czy Zastal będzie w stanie w drugim sobotnim półfinale postawić się Śląskowi Wrocław? Trudno być w tej materii optymistą, gdyż rotacja zielonogórskiej drużyny zrobiła się niebezpiecznie krótka.

Z powodu problemów z pachwiną do Sosnowca nie przyjechał Filip Matczak, problemy z plecami wykluczyły z czwartkowego meczu Jakuba Szumerta, w jego drugiej kwarcie poważnej kontuzji nadgarstka doznał Sagaba Konate – na klip z upadkiem Malijczyka proszę klikać na swoją odpowiedzialność.

Mimo braku Kadre Graya – Kanadyjczyk ma poważniejsze problemy z kolanem niż wcześniej się spodziewano – rotacja Śląska wciąż wygląda imponująco. W wygranym 91:86 spotkaniu z Dzikami trener Ainars Bagatskis skorzystał z aż 11 zawodników, a tylko dwóch z nich spędziło na parkiecie powyżej 22 minut – to Jakub Nizioł i Noah Kirkwood.

Pod nieobecność swojego rodaka, to właśnie na Kirkwoodzie spoczął główny ciężar rozgrywania akcji Śląska – 9 asyst przy 1 stracie pokazuje, że było z tym nienajgorzej.

4 z 14 trafionych rzutów z gry tak już nie imponuje, ale Kanadyjczyk niewątpliwie był autorem jednej z najładniejszych akcji meczu.

Podobnie, jak to było w przypadku Trefla i Legii, także Śląsk pokonał Dziki już po raz trzeci w sezonie. Warszawski zespół w drugiej połowie skradał się w bardzo groźny sposób – dwucyfrową stratę zniwelował do zaledwie trzech punktów, ostatecznie jednak w tych najważniejszych momentach znowu doświadczenie wrocławian i klasa ich najlepszych zawodników przeważyła.

Turniej w Sosnowcu rozwija się bardzo fajnie – ciekawie jest zresztą nie tylko na boisku.

Sobota zapowiada się jeszcze bardziej imptonująco – Trefl Sopot kontra Górnik Wałbrzych (i jego armia kibiców), konkursy wsadów i rzutów za 3 punkty, a potem Śląsk z Zastalem w drugim półfinale.

Dodatkowo, puchar kibiców z nagrodą w postaci wyjazdu na mecze NBA do Los Angeles, oraz trzecia edycja konferencji „Europejskie spojrzenie” organizowanej wspólnie przez Rafała Jucia i Polską Ligę Koszykówki.

Będzie się działo.