Czy jest w Polsce jeszcze ktokolwiek choćby szczątkowo zainteresowany koszykówką, kto jeszcze TEGO rzutu Jordana Loyda nie widział?
– Wiedziałem, że z tego będą punkty. W poprzednich akcjach kilkukrotnie przestrzeliłem w prostych sytuacjach. Tutaj byłem pewien, że będzie dobrze. Po to pracuję nad takimi rzutami przez całe swoje życie – mówił w Rydze polskim dziennikarzom Jordan Loyd chwilę po zakończeniu spotkania.
Postanowiliśmy poszukać w tym rzucie – i szerzej: w tej akcji – czegoś więcej.
Kto może być w tym lepiej zorientowany niż trener polskiej reprezentacji, Igor Milicić?
– To nie była przypadkowa akcja, gdyż jest to zagranie, którego używamy, gdy jesteśmy w niedoczasie w ważnych momentach – tłumaczy w rozmowie z nami szkoleniowiec Biało-Czerwonych. – Pod koniec 3. kwarty wziąłem przerwę, gdy mieliśmy 4 sekundy na zakończenie akcji, wtedy też ją zagraliśmy. Wyglądała ona wtedy trochę inaczej i była lekko zmieniona, by zamieszanie zrobić po drugiej stronie, ale generalnie to wciąż ta sama zagrywka – dodaje.
Trener Milicić ma na myśli poniższą sytuację, w której również Loyd okazał się skutecznym egzekutorem, choć w tym przypadku – po wbiciu się między dwóch obrońców – skończył ją spod kosza.
Co – oprócz posiadania w składzie Jordana Loyda – powoduje, że ta akcja okazała się tak skuteczna i dwukrotnie udało się dzięki niej oszukać defensywę Łotyszy?
– W pierwszej akcji też bronił ją Mejeris i wtedy się spóźnił. Dlatego w końcówce meczu bardzo szybko zamienił krycie, co Jordan wykorzystał w decydującym rzucie do wypracowania sobie pozycji na dystansie – tłumaczy trener reprezentacji Polski.
– W tej akcji są też kolejne opcje po stronie piłki – przebiegnięcie Michała Sokołowskiego i wyjście Mateusza Ponitki na zagranie z ręki do ręki. Tym razem jednak nie było to konieczne. Cała akcja jest ułożona pod naszych najlepszych strzelców, czy też ogólnie zawodników, którzy mogą zaatakować rywali lub wymusić faul w ciągu 3-4 sekund – kończy Igor Milicić.
O decydujący rzut Jordana Loyda na pomeczowej konferencji prasowej zapytano również trenera Łotwy, Sito Alonso.
– Nasi rywale od razu chcieli zagrać do Loyda, ale na początku im to uniemożliwiliśmy zamianą krycia pomiędzy Kurucsem i Mejerisem. Mareks próbował też odciąć go od piłki, ale Loyd się po nią wycofał. Po czym wykonał niesamowity rzut po koźle z odejścia. To bardzo dobry amerykański gracz z poziomu euroligowego i stać go na takie trafienia – ocenił hiszpański szkoleniowiec Łotyszy.
Reszta jest historią.
Taką, której długo nie zapomnimy!