Tauras Jogela w dwóch pierwszych kolejkach nowego sezonu był absolutnie kluczową postacią zespołu Górnika Zamek Książ Wałbrzych. Doświadczony Litwin zdobył w nich łącznie 37 punktów. Chwilę po zakończenia pasjonujących i wygranych przez jego drużynę sobotnich derbów ze Śląskiem Wrocław rozmawialiśmy z nim nie tylko o tym wydarzeniu, ale również o pierwszych wrażeniach z rozpoczętych niedawno rozgrywek PLK.
Wojciech Malinowski: Spełniliście oczekiwania swoich kibiców i pokonaliście Śląsk. Jak z twojej perspektywy wyglądał ten mecz?
Tauras Jogela: Przede wszystkim – wiedzieliśmy, że on będzie czymś wyjątkowym dla miasta i naszych fanów. Nasi kibice są rewelacyjni, tworzą nieprawdopodobną atmosferę. Gram w basket od wielu lat i naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatni raz występowałem przy takim dopingu.
Sam mecz był trudny, zacięty i rozstrzygnął się w ostatnich sekundach. Mieliśmy co prawda przewagę 10 punktów na niecałe trzy minuty przed końcem, ale zmarnowaliśmy ją. Czasami tak po prostu się zdarza. Mogę tylko powiedzieć, że jestem bardzo szczęśliwy z zakończenia i naprawdę cieszę się, że zrobiliśmy to dla naszych kibiców.
Czy rozumiesz wszystkie śpiewy waszych fanów w trakcie tego typu spotkania? Także te o mniej cenzuralne?
Większość rozumiem… (chwila przerwy), a jak czegoś nie łapię, to dopytuję się kolegów.
Już w pierwszej kolejce rozegraliście bardzo zacięty mecz w Zielonej Górze, chociaż stał on chyba na niższym poziomie niż dzisiejszy, był brzydki w odbiorze. Oba mecze wygraliście i w obu byłeś ważną postacią Górnika. Czy takie zacięte, nieszczególnie efektowne koszykarsko mecze z dużym ładunkiem emocjonalnym to coś, w czym dobrze się odnajdujesz?
Gdy wygrywasz pierwszy mecz w sezonie, nikogo nie powinno interesować to, czy był brzydki, czy nie. Nawet pierwsze spotkania na EuroBaskecie były słabej jakości. To nie moje słowa, przytaczam tylko opinię samego Sarunasa Jasikeviciusa. Presja, nowy zespół, nowi koledzy z drużyny – to wszystko powoduje, że nie jest łatwo dobrze się zaprezentować od samego początku.
Ja jednak w Górnika odnajduję się świetnie od samego początku. Umiem zagrać tyłem do kosza, szczególnie przeciwko niższym rywalom po zamianach krycia. Potrafię wtedy zwolnić i zaatakować po 4-5 kozłach, dzięki czemu albo wymuszam przewinienia, albo po prostu zdobywam kolejne punkty.
Dariusz Wyka jest na pewno ważną postacią w szatni Górnika. Dokuczał ci trochę w minionym tygodniu, że nie zauważyłeś go nieobstawionego pod koszem w ostatniej akcji regulaminowego czasu w spotkaniu w Zielonej Górze?
Nie, nie poruszył tego tematu ani razu. To ja go pytałem, czy czuł się rzeczywiście wolny pod obręczą, ale odpowiedział „Nie Jogi, dobrze wybrałeś”. Ja wcześniej trafiłem kilka rzutów i zdecydowałem się na kolejny, nie chcąc jednocześnie ryzykować możliwości straty piłki i potencjalnego rzutu rywali z połowy.
Grałeś już w Polsce przed kilkoma laty w barwach Kinga Szczecin. Widzisz jakieś zmiany w naszej lidze w porównaniu z rokiem 2019, gdy występowałeś w niej po raz ostatni?
Na pewno i to na plus. Na Litwie w rozmowach przewija się często opinia, że polska liga rośnie i jest coraz bardziej wymagająca. Widziałem niedawno ranking, w którym LKL była sklasyfikowana na dziewiątym, a PLK na dziesiątym miejscu. Moim zdaniem powinno być odwrotnie.
Naprawdę? Przecież my nie mamy nie tylko drużyny pokroju obecnego lidera Euroligi Żalgirisu Kowno, ale być może nawet drużyny z poziomu Rytas...
Jeśli chodzi o Żalgiris, to racja – tu oczywiście nie ma dyskusji. Ale Rytas? Czy oni są rzeczywiście tak wyraźnie lepsi od Legii? Ostatni mecz tego nie pokazał, wyrównana walka trwała przez całe spotkanie.
Moim zdaniem wygraliby rozgrywki PLK.
Może tak by się to skończyło, ale na pewno nie byłby to dla nich spacerek. Tymczasem kolejne zespoły są u was też bardzo silne i mają mocne budżety, po jeden-dwa miliony euro, a może zespoły są i z trzema. My na Litwie radzimy sobie koszykarsko naprawdę nieźle, ale nie zapominajmy, że jesteśmy małym krajem i jest nas tylko 2,7 miliona. W naszej lidze gra obecnie tylko dziewięć zespołów. Rozpad BC Wolves to było duże rozczarowanie, które mocno osłabiło naszą ligę.
Jak Tauras Jogela zmienił się przez tych kilka lat od czasu odejścia ze Szczecina?
Myślę, że jestem taką samą osobą. Pod względem koszykarskim na pewno nabrałem doświadczenia, gram mądrzej.
Jak z twoją znajomością innych drużyn w Orlen Basket Lidze? W następnej kolejce gracie z Dzikami Warszawa – czy wiesz już coś o tym zespole?
Polską ligę śledziłem praktycznie przez cały czas, zatem na pewno nie zaczynam zupełnie od zera. Zawsze uważałem ją za interesującą. Sprawdzałem choćby losy drużyny ze Szczecina, dla której grę wspominam bardzo dobrze.
Minionego lata nie byłeś jedynym litewskim graczem, który podpisał umowę w Polsce. Utrzymujesz kontakt z rodakami z innych klubów?
Tak. Jest oczywiście Justas Furmanavicius w Anwilu, Einaras Tubutis w Arce, a także Mindaugas Kacinas w Treflu, który gra tam z moim dobrym znajomym ze Szczecina, Jakubem Schenkiem.
Byłeś latem zaskoczony ofertą z Polski? I to z zespołu z Wałbrzycha, który po awansie zagra dopiero drugi sezon w naszej ekstraklasie?
Nieszczególnie. A wiesz dlaczego zdecydowałem się ją przyjąć? Zadecydowało, że mój agent powiedział mi, że Górnik chciał już mnie pozyskać rok wcześniej. Wtedy o tej ofercie nie wiedziałem, gdyż otrzymałem bardzo intratną propozycję z Filipin i nie chciałem się już zajmować innymi. Na Filipinach zwolniono mnie jednak po zaledwie jednym spotkaniu, chociaż zdobyłem w nim 27 punktów. Takie jest czasami życie.
Wróciłem na Litwę i podpisałem umowę z Siauliai. Teraz, gdy agent powiedział mi o tym, że Górnik chce mnie drugi rok z rzędu, długo się nie zastanawiałem. Jestem bardzo zadowolony, że trafiłem do Wałbrzycha. To miasto żyje koszykówką i mi to naprawdę bardzo odpowiada.