Strona główna » 1,5 czyli 2,5 miliona? Stal chce sprzedać PLK. „Trzy lata temu wzięli sobie urlop – od płacenia”
PLK

1,5 czyli 2,5 miliona? Stal chce sprzedać PLK. „Trzy lata temu wzięli sobie urlop – od płacenia”

0 komentarzy
Do rozpoczęcia kolejnego sezonu Orlen Basket Ligi pozostały nieco ponad dwa miesiące. Niby sporo czasu, lecz biorąc pod uwagę to, w jakim stanie znajduje się obecnie mistrz Polski sprzed czterech lat, trudno spodziewać się nagłej zmiany sytuacji i tego, że w jesienią zespół z Ostrowa Wielkopolskiego wciąż będzie występował w PLK. – Stali właściwie już nie ma. Ona bardziej przypomina już bezwładne ciało, którego funkcje życiowe podtrzymuje jedynie respirator – można obecnie usłyszeć w mieście na południu Wielkopolski.

Fakty w przypadku Stali Ostrów Wielkopolski?

Mistrz Polski 2021. Wicemistrz Polski 2018. Brązowy medalista z lat 2002, 2017 i 2023.

Dwukrotny zdobywca Pucharu Polski (2019, 2022).

Finalista FIBA Europe Cup (2021).

Faktem jest też, że pod względem zainteresowania koszykówką Ostrów Wielkopolski to ewenement na skalę krajową. Miasto ledwo mieszczące się w polskim Top50 najludniejszych, jest, lekko licząc, w Top5, jeśli chodzi o pasję mieszkańców do basketu. Lepszy w tej konkurencji jest jedynie nieco większy Włocławek.

W liczącym niespełna 70 tys. mieszkańców mieście na mecze koszykarzy Stali regularnie przychodzi 3 tys. osób. Jednym słowem – basketem, losami Stali pasjonuje się niemal co 20 mieszkaniec!

Żeby uzmysłowić sobie, o jakiej skali mówimy… Gdyby Warszawa mogła się poszczycić choćby trzykrotnie niższym wskaźnikiem zainteresowania w przeliczeniu na mieszkańców, władze miasta obecnych mistrzów Polski zamiast budowy hali na 5-6 tysięcy widzów musiałyby planować natychmiastowe postawienie obiektu na 20 tys. miejsc. Wypełniałby się za każdym razem.

Jeszcze jeden fakt – o tym, że Stal Ostrów Wielkopolski jest klubem niepoważnym wiadomo od co najmniej dwóch lat. Informowaliśmy o tym pod koniec czerwca 2023.

Nasz klub jest jak dobra firma”

Wiadomości o tym, że w klubie z Ostrowa Wielkopolskiego nie dzieje się najlepiej coraz głośniej krążyły po środowisku koszykarskim już wiosną 2023, gdy sportowo Stal wciąż była obecna w ścisłej ligowej czołówce, celując w kolejny tytuł mistrzowski.

Latem 2024 roku, gdy nagle pomiędzy sezonami zmieniła się spółka zarządzająca klubem, stało się właściwie jasne, że jest z nią źle lub fatalnie.

Okazało się, że było jeszcze gorzej.

Pod koniec ostatniego sezonu „papierami rzucił” wieloletni prezes klubu Bartosz Karasiński, wyznając publicznie, że godząc się wcześniej przez lata na takie a nie inne warunki pracy przypominał swoim zachowaniem uzależnionego alkoholika, a „budowa wiarygodnego klubu okazała się w Ostrowie Wielkopolskim niewykonalna„.

Pamiętacie nasz reportaż z Ostrowa Wielkopolskiego ze stycznia 2023? To akurat świetny moment, by przytoczyć jego fragment.

– Kiedyś Stalą niemal jednoosobowo zarządzał Andrzej Kowalczyk. Dzisiaj klub prowadzi jego nieoficjalny „syn”, bo za takiego może spokojnie uchodzić Bartek – zapewniał mnie m.in. Piotr Twardowski, były trener, obecnie komisarz meczów juniorskich, który w przeszłości przez dwa lata prowadził w Ostrowie treningi z udziałem rozpoczynającego karierę Mateusza Ponitki. – Bartek też trenował pod moim okiem w czasach podstawówki, lecz – co tu dużo ukrywać – wirtuozem koszykówki nie był. Ale i tak zrobił w niej karierę, choć nie w roli zawodnika. Nie wiem, gdzie bez niego byłaby obecnie Stal. I czy w ogóle by istniała – dodawał. 

Właściwie tylko jedna ze spotkanych przeze mnie w Ostrowie osób kategorycznie uznała, że dla istnienia i funkcjonowania klubu Karasiński niezbędny nie jest.

Właściciel Stali Paweł Matuszewski.  

– Bez przesady. Nasz klub jest jak dobra firma. A w takich nie ma ludzi niezastąpionych. Stal wiele Bartkowi Karasińskiemu zawdzięcza, ale istniałaby i bez niego. I beze mnie też – zapewniał.

Koniec cytatu, który obecnie brzmi jak żart.

I tylko kibicom koszykówki z Ostrowa nie jest do śmiechu.

„Nie zapomnę wam tego nigdy”

Za dobry barometr koszykarskich nastrojów panujących w tym mieście może uchodzić Tomasz Lis. To swego czasu pisujący o codziennych perypetiach Stali także na łamach SuperBasketu autor popularnego bloga „Stalówka Ostrów Wielkopolski”. Jego ostatni wpis – którego fragment cytujemy poniżej – brzmi wymownie.

„Dopytujecie co tam w „Stalówce”… To całkiem normalne, każdy kibic, dla którego pewne cztery litery są ważne, martwi się o losy swojego klubu, chciałby wszystko wróciło na odpowiednie ścieżki. STAL – niestety, jak się okazało, nie o tych czterech literach będzie ten wpis. O jakie cztery litery więc chodzi?

Nie ukrywam, że czuję się oszukany. Oszukany przez osoby, które przez lata prowadziły „moją” Stal do olbrzymich sukcesów, ale które równocześnie spowodowały, że „mój” klub stanął w ostatnim czasie na granicy przetrwania. Najpierw oszukał mnie w kwietniu były wieloletni prezes klubu – Bartek Karasiński. O nim już jednak było na blogu wiele i wystarczy, gdyż teraz nie ma go już w strukturach klubowych.

Przejdźmy jednak do meritum, czyli osób, które od samego początku siedzą w tym samym wózku (o czym wspominałem wielokrotnie – TUTAJ NIE MA BOHATERA POZYTYWNEGO). Paweł Matuszewski i Grzegorz Ardeli oszukali mnie z kolei w maju. Co ciekawe cała trójka panów używała argumentu „miłości do Stali” jako czynnika, który napędza ich działania. Paweł Matuszewski i Grzegorz Ardeli gwarantowali, że klub będzie naprawiany, że budowane będą nowe struktury. Co się okazało? To fikcja. W klubie, po dwóch miesiącach od tamtych zapewnień, nie stworzyło się absolutnie nic, co dawałoby nadzieję na restrukturyzację. (…)

Ja doceniam to, co przez lata przyszło mi przeżywać… Naprawdę… Chciałbym, aby to trwało wiecznie… Natomiast jest to niewykonalne, w momencie gdy własne „cztery litery” przedkłada się ponad STAL. Powyższe tyczy się całej trójki – Matuszewski, Karasiński, Ardeli – w takiej dokładnie kolejności.

P.S. Tego, że w tej wojnie totalnie nie liczyliście się z uczuciami dzieciaków w Akademii, dla których koszykówka jest całym życiem, nie zapomnę wam nigdy!

By w pełni zrozumieć ostatni akapit, polecamy jeszcze raz wrócić do naszego reportażu ze stycznia 2023, gdy po wizycie w Ostrowie wierzyliśmy, że mająca miejsce w okolicznych miasteczkach budowa koszykarskiej akademii z prawdziwego zdarzenia szkolącej dzieci ma sens.

Jeśli prawdą jest, że w ostatnim sezonie klub potrafił na bieżące wydatki pierwszej drużyny „przejadać” pieniądze, które rodzice młodych koszykarzy wpłacali, by finansować ich wyjazdy na turnieje zagraniczne to… ręce opadają. Tak do samych kostek.

Długi – urosły, zainteresowanie – maleje

Po tym, jak w końcówce sezonu drogi Bartosza Karasińskiego i Pawła Matuszewskiego się rozeszły, klub z Ostrowa stał się jeszcze bardziej niepoważny. Dotychczasowy prezes zabrał ze sobą dostęp do klubowych kont w mediach społecznościowych i, przede wszystkim, know-how. Ostatni domowy mecz tego sezonu – 3 maja z PGE Startem Lublin – czyli pierwszy zorganizowany bez Karasińskiego, był dość osobliwy. Pozostałe w klubie osoby, nie zdając sobie do końca sprawy, z czym się organizacja takiego wydarzenia wiąże, musiały z prośbą o pomoc w najbardziej banalnych sprawach pilnie wydzwaniać do pracowników innych klubów PLK.

– Nie można wykluczyć, że odchodzący prezes czuł w tym momencie satysfakcję, gdyż okazało się, że bez niego Stal faktycznie sobie nie radzi. Tak naprawdę ta sytuacja równie dobrze mogłaby jednak posłużyć za „akt oskarżenia” prezesa Karasińskiego, gdyby ktoś chciał na poważnie dokonać bilansu plusów i minusów czasów jego rządów. Brak umiejętności delegowania niektórych spraw na innych pracowników firmy i kompletne uzależnianie jej od samego siebie nigdy nie świadczy dobrze o jej szefie – mówiła nam już wówczas jedna z osób znakomicie zorientowanych w realiach ostrowskiego sportu.

Pod nazwiskiem w Ostrowie o problemach Stali niemal nikt nie chce mówić. Specyfika małego miasta? Zapewne. Dość powszechna wśród ludzi lepiej zorientowanych od przeciętnego kibica świadomość, że od lat ten klub utrzymywał się przy życiu na wariackich papierach? Pewnie też.

Jaka jest prawda o sytuacji finansowej spółek odpowiedzialnych za prowadzenie drużyny Stali w PLK? Tu zostają nam tylko plotki i informacje nieoficjalne. Poprzednia spółka – ta, która odpowiadała za prowadzenie drużyny do końca sezonu 2023/24 – ma mieć wedle nich zobowiązania w wysokości ok. 3 mln zł. Nowa w trakcie jedynie ostatniego sezonu samego długu „sportowego” – czyli tego wobec koszykarzy, trenerów, agentów – uzbierała ponoć ok. 1 mln zł.

Pamiętacie, jak w maju dziwiliśmy się, że trener Andrzej Urban szybko podjął decyzję o tym, by związać się umową ze Stalą na kolejny sezon.

– Faktycznie, zaskakujący ruch. Póki co odczytuję go jednak głównie jako próbę zamknięcia ust Karasińskiemu i kupienia sobie czasu przez duet Paweł Matuszewski – Grzegorz Ardeli (prezes ostatniej spółki zarządzającej Stalą – przyp. red.) – mówiła nam w połowie maja jedna z osób, która o realiach PLK wie właściwie wszystko.

Od tego czasu minęły ponad dwa miesiące, lipiec zbliża się do końca. Nie licząc informacji o podpisaniu kontraktu z pierwszym obcokrajowcem (Luka Sakota) i przedłużeniu umowy z Jackiem Ruteckim – jakichkolwiek dobrych informacji dla kibiców Stali brak.

– Mam wrażenie, że z tygodnia na tydzień nawet trener Urban traci już wiarę w to, że jego praca, polegająca obecnie na wyszukiwaniu graczy na kolejny sezon, ma większy sens – mówi nam jeden z koszykarskich agentów.

– Z niemałym rozbawieniem przyjąłem wystosowane przez klub z Ostrowa pod koniec czerwca życzenia udanych wakacji. W moim przekonaniu szefowie Stali na urlopie przebywają od mniej więcej trzech lat. Wzięli sobie urlop od płacenia w terminie – dodaje inny.

Bartosz Karasiński w kolejnych wywiadach po rozstaniu się z klubem mówił wprost o patologii, która stała się w Stali codziennością. Nie tylko w rozmowach z dziennikarzami. Także z inspektorami pracy i przedstawicielami innych służb kontrolnych, które w wyniku głośnego medialnie rozstania zaczęły się bliżej przyglądać funkcjonowaniu klubu. Były prezes Stali domaga się nie tylko należnych mu zaległych wynagrodzeń, ale również wypłaty ekwiwalentu za pracę po godzinach. Liczbę nadgodzin oszacował na 750.

Opinie z Ostrowa na temat odchodzącego prezesa?

– Karasiński wzbudza w mieście sprzeczne emocje. Jest część osób, która mu wierzy, bo to przecież człowiek od ponad 30 lat związany z ostrowskim sportem. Mnóstwo kibiców widzi w nim jednak obecnie wroga, który skalał własne gniazdo i de facto przyłożył rękę do tego, że Stal może przestać istnieć.

– Nawet, jeśli w dalszej przyszłości koszykarska Stal powstanie z popiołów, będzie budowana od nowa i tym razem zarządzana już przez władze miasta, dla Bartosza Karasińskiego w tym klubie już miejsca nie będzie.

Opinie z Ostrowa na temat Pawła Matuszewskiego? Nie mniej skrajne.

– Człowiek, który – jak sam twierdzi – w ostrowską koszykówkę zainwestował 50 mln zł. Bez niego nic by się nie udało. Wystarczy spojrzeć na to, z jakim zaangażowaniem biega za linią końcową podczas meczów w Ostrowie, by przekonać się jak bardzo mu zależy na Stali.

– Niegodny większego zaufania kombinator, o którego stylu zarządzania najlepiej świadczy nierozliczona dotacja na modernizację starej hali Stali, tej przy ulicy Kusocińskiego, którą klub otrzymał od ministerstwa sportu wiele lat temu.

Najczęściej powtarzana opinia z Ostrowa na temat Grzegorz Ardeliego, prezesa spółki zarządzającej obecnie klubem?

– Może mieć kompetencje do tego, by piastować funkcję dyrektora sportowego, ale stanowisko prezesa go mocno przerasta. Jeśli chodzi o zarządzanie, nieprzypadkowo miał problem z tym, by odpowiednio zarządzać własną flaszką.

Co dalej?

Szefowie PLK długo byli przekonani – lub chcieli po prostu wierzyć – że Stal w kolejnym sezonie PLK z mniejszymi lub większymi problemami, ale (z pomocą miasta) wystartuje. Praktycznie całkowita likwidacja procesu licencyjnego, która miała miejsce kilka lat temu spowodowała, że liga właściwie sama związała sobie ręce w takich sytuacjach.

Obecnie bardziej prawdopodobna wydaje się wizja sezonu PLK z nieparzystą liczbą drużyn niż start w 16-zespołowym komplecie ze Stalą Ostrów Wielkopolski.

– Stali właściwie już nie ma. Ona w tym momencie co najwyżej przypomina bezwładne ciało, którego funkcje życiowe podtrzymuje jedynie respirator. Paweł Matuszewski liczył na kroplówkę z miasta w wysokości 1,8 mln zł, ale jej nie otrzymał. Jakie to ma znaczenie, czy teraz Stal zbierze skład i wystartuje, skoro pieniądze na życie mogą jej się skończyć już w listopadzie? – słyszymy w Ostrowie Wielkopolskim.

O tym, że los Stali wydaje się przesądzony najlepiej świadczy oferta wykupienia licencji uprawniającej do gry w PLK, którą w ostatnich dniach od szefów klubu z Ostrowa otrzymała Spójnia Stargard, czyli spadkowicz z poprzedniego sezonu. Cena? Słychać o kwocie 1,5 mln zł.

Czy Spójnia się na taką ofertę skusi? Bylibyśmy tym mocno zdziwieni. Przecież razem z licencją musiałaby przejąć także szacowany na kolejny milion zł „sportowy” dług ostrowskiej spółki z poprzedniego sezonu, więc łączny koszt operacji mógłby wynieść 2,5-3 mln zł. To większość z szacowanego na ok. 4 mln zł budżetu, którym klub ze Stargardu ma dysponować w kolejnym sezonie na pierwszoligowych parkietach i zgodnie z założeniami którego buduje skład.

Czy skusi się ktoś inny? Bylibyśmy jeszcze mocniej zdziwieni, nawet jeśli prawdą okazałyby się informacje, że ofertę wykupu miejsca w PLK od Stali otrzymali także szefowie świeżo upieczonego pierwszoligowca z Leszna.

Czy ewentualnie, w razie oficjalnego wycofania się Stali z rozgrywek, szefowie ligi zdołają znaleźć chętnego na wykup dzikiej karty?

Tego wykluczyć nie można, ale czas nagli.

Chcielibyśmy wierzyć, że pacjent Stal Ostrów Wielkopolski w obecnym kształcie jeszcze ozdrowieje, lecz szanse na to z każdym kolejnym dniem mijającym od wydanego 6 maja oświadczenia z przekazem „klub funkcjonuje zgodnie z przyjętym planem i na bieżąco realizuje wszystkie swoje zobowiązania” maleją. Długi nagle nie wyparowały, zniknęli tylko gracze, którzy przestali szefom Stali wierzyć (Damian Kulig, Mateusz Zębski). W świetle próby sprzedaży licencji innemu klubowi – nie sposób też uwierzyć w nagły zwrot sytuacji o 180 stopni.

Póki co wierzyć możemy w jedno – że koszykówka w Ostrowie Wielkopolskim przeżyje. Że Stal prędzej czy później do PLK wróci. Przecież trzytysięczna, niedawno wybudowana hala, regularnie zapełniana na meczach basketu, nie pozwoli władzom miasta o hobby niemal co 20 mieszkańca zapomnieć.

Prawda?