Marek Popiołek, czyli zdobywca Pucharu Polski z 2024 roku, w ostatnim sezonie trener Śląska II Wrocław, a poza tym trener reprezentacji Polski B, która latem wystąpi na Uniwersjadzie będzie naszym stałym ekspertem podczas playoff Orlen Basket Ligi 2025.
Michał Tomasik: W środę w PLK rusza playoff. Rok temu sam szykowałeś się z prowadzoną przez siebie wówczas Legią do występu w tej rundzie rozgrywek. Jak ważny z perspektywy trenera jest pierwszy mecz serii?
Marek Popiołek: Z grubsza – właściwie taki sam istotny jak wszystkie pozostałe w serii. Moim zdaniem ważne jest tylko jedno: drużyna niżej notowana, jeśli chce wygrać serię, powinna zrobić wszystko, by wyrwać jeden z dwóch pierwszych meczów w hali rywala. To kluczowe. Oczywiście, rok temu w PLK mieliśmy przypadek, gdy Spójnia wróciła z 0:2 w serii i wyeliminowała Anwil, ale to jednak odstępstwo, a nie reguła.
Regułą jest, że zwycięzca pierwszego meczu wygrywa – statystycznie – ok. 75-80 procent serii.
Statystycznie tak to może wyglądać, ale ja się będę upierał, że dla drużyny niżej notowanej nie ma właściwie żadnego znaczenia, czy wygra w hali rywala mecz nr 1 czy 2. Ważne, by wygrała choć raz. Jak słusznie zauważyłeś – nie mam wielkiego doświadczenia w prowadzeniu drużyn PLK na tym poziomie, ale wiem dobrze, że dla prowadzonej przeze mnie Legii wielkim problemem, z którym później już nie potrafiliśmy sobie poradzić, były porażki w dwóch pierwszych meczach serii w Szczecinie. Szansę na zwycięstwo mieliśmy natomiast wówczas tak w meczu numer 1, jak i – być może nawet jeszcze większą – w drugim.
Gdy spojrzeć na tabelę po sezonie zasadniczym PLK łatwo można dojść do wniosku, że Anwil jest murowanym kandydatem do mistrzostwa. Jak mocno zaskoczyłaby cię porażka w playoff tego zespołu, brak mistrzostwa?
Bardzo, bardzo mocno, choć jednocześnie – nie traktowałbym jej jednak w kategorii potencjalnego szoku. Powiedzmy to sobie jednak wprost: Anwil wyglada u progu playoff najmocniej. Ten zespół wydaje się mieć wszystko, by sięgnąć po mistrzostwo. Stabilizację oraz głębię i – co nie mniej ważne – wszechstronność składu. To zespół, który od początku był budowany z głową, a później już w trakcie sezonu z głową został wzmocniony.
Dean Williams może okazać się brakującym elementem mistrzowskiej układanki Anwilu?
Niewykluczone, bardzo podobał mi się jego transfer w wykonaniu Anwilu. Szefowie klubu zachowali cierpliwość – rozpoczęli sezon z Emmanuelem Akotem, którego szybko musieli zamienić na Rolanda Jacksona jr. Ten się nie do końca odnalazł, ale we Włocławku nie spieszono się ze znalezieniem lepszego koszykarza. Długo czekano, by znaleźć odpowiedniego kandydata i jednocześnie zawodnika, który będzie pasował do zespołu. Williams pasuje, a grał już na wysokim poziomie z lidze niemieckiej czy włoskiej. Nie zdziwię się, jeśli w playoff ujrzymy go nawet używanego w niskich ustawieniach na pozycjach 4-5 obok Luke’a Petraska.
No dobrze – skoro było o atutach Anwilu to może teraz porozmawiajmy o wadach?
Trudno będzie. Nie rzucają się w oczy. Szczególnie jeśli spojrzy się na problemy, z którymi zmagają się najgroźniejsi rywale Anwilu.
Może przynajmniej obsada pozycji obwodowych? Kamil Łączyński skończył już 36 lat, a – choć wiadomo, że nikomu źle nie życzymy i chcielibyśmy, aby wszyscy koszykarze zakończyli playoff w zdrowiu – gdyby Luke Nelson znów narzekał na zdrowie… Brytyjczyk rozegrał tylko nieco ponad 50 proc. meczów w sezonie zasadniczym. Jasne, to tylko gdybanie, ale takie… nie pozbawione podstaw?
Być może, ale po pierwsze – Kamil Łączyński gra świetnie. Być może nawet znajduje się w szczytowym momencie kariery? Imponuje również pod względem przygotowania fizycznego. Po drugie – na wypadek ewentualnych problemów Nelsona, Anwil też się zabezpieczył, podpisując umowę z PJ Pipesem. Pamietam tego zawodnika z czasów, gdy byłem asystentem Wojciecha Kamińskiego w Legii. Pipes ma swoje ograniczenia, ale posiadania takiego gracza w roli trzeciego, awaryjnego rozgrywajacego to jednak duży luksus, który też pokazuje siłę Anwilu.
A nie zapominajmy o jednym – Justin Turner naprawdę podczas tego sezonu się rozwinął i jest lepszym koszykarzem niż we wrześniu 2024. On też może być przydatny w razie niedyspozycji Nelsona, której zresztą możemy przecież nie zobaczyć. Czy wiemy ile w tych opuszczonych przez Brytyjczyka meczów było efektem faktycznych urazów, a ile tego, że mając znaczną przewagę nad ligowymi rywalam sztab szkoleniowy Anwilu dmuchał na zimne?
Ja nie wiem.
Ja też nie, ale nie zdziwiłbym się, gdyby to też miało swój wpływ i to niemały na liczbę meczów rozegranych przez Nelsona. W playoff możemy obejrzeć go w najlepszym wydaniu. W niedawnym meczu w Toruniu dał znać, że jest graczem, który ma naprawdę ogromne możliwości.
Skoro już ustawiliśmy przed pierwszym meczem playoff Anwil w roli zdecydowanego faworyta, to czas wskazać drużyny, które mogą mu pokrzyżować szyki. W ostatnich tygodniach za plecami włocławian w tabeli nieźle się kotłowało. Kto jest dla ciebie najpoważniejszym rywalem dla ekipa Selcuka Ernaka?
Trefl! Stwierdzenia „nigdy nie lekceważ serca mistrza” nie należy… lekceważyć. Żan Tabak może opowiadać o tym, że jego gracze nie mają prawa obecnie mówić o mistrzostwie, bo chce by się skoncentrowali na najbliższym meczu, ale Chorwat wie na czym polega zdobywanie tytułów. Z Treflem zdobył Puchar Polki i złoty medal nieprzypadkowo. Poza tym – zachował znaczną część mistrzowskiego składu.
Ostatnio dość powszechna jest jednak opinia, że Trefl to już nie ten sam zespół co rok temu i że zajdzie w tym sezonie tak daleko, jak daleko zaprowadzi go Nick Johnson. Zgadzasz się z nią?
Nie do końca, choć Johnson to całkiem godny następca Tarika Phillipa, z którym Trefl rozpoczynał sezon. Ale ta opinia w moim odczuciu lekko obraża Jakuba Schenka. Przecież on gra świetny sezon, zdecydowanie najlepszy w karierze! Nawet trójki trafia na poziomie znacznie przekraczającym 40 procent. Gdybym to ja wybierał pierwszą piątkę sezonu zasadniczego PLK, Schenk byłby dla mnie do niej bardzo poważnym kandydatem, a przecież na nim i na Johnsonie atuty Trefla się nie kończą.
Jeśli miałbym wybrać drużynę, która ma tak dużą głębię składu, by móc się w serii postawić Anwilowi – wybrałbym obrońcę mistrzowskiego tytułu. Groselle może trafiać w sezonie zasadniczym wolne na poziomie poniżej 30 procent, ale on też już wie z czym wiąże się walka o złoto i z tego doświadczenia może skorzystać. Jeśli w playoff zobaczymy też Jarosława Zyskowskiego znów w większej roli, też nie będę szczególnie zaskoczony.
A będziesz, jeśli Trefl przegra już w ćwierćfinale z Kingiem?
Tak, to byłaby niespodzianka. Faworytem tej serii jest dla mnie Trefl.
King nie jest dla ciebie drugim potencjalnie najpoważniejszym kontrkandydatem Anwilu po mistrzu Polski?
Nie, wyżej oceniam szanse Legii.
Także dlatego, że w ewentualnym półfinale z Anwilem walka będzie toczyła się tylko do trzech zwycięstw?
To też – drużynie potencjalnie słabszej zawsze jest łatwiej wygrać krótszą serię. Ale po prostu Legia, poza jakimiś małymi wpadkami jak ta porażka z GTK, czy klęska we własnej hali ze wspomnianym Treflem, w ostatnich tygodniach grała po prostu coraz lepiej. 8 zwycięstw w ostatnich 10 meczach to nie przypadek.
Pomogła zmiana trenera?
Na pewno pod wodzą Heiko Rannuli zespół z Warszawy zaczął grać pewniej, chyba nowy szkoleniowiec dobrze i jasno rozdzielił role w zespole. A przecież Legia ma jeszcze rezerwy. Keifer Sykes to doświadczony gracz obwodowy. Może i póki co jeszcze nie do końca spełnił pokładane w nim nadzieje, ale nie będzie niczym dziwnym, jeśli akurat w playoff okaże się zespołowi całkiem pomocny.
W Kinga dysponującego 14. defensywą PLK w sezonie zasadniczym kompletnie nie wierzysz?
To nie tak. Nie wierzę po prostu za bardzo, że King może ograć w ćwierćfinale Trefla, ale – gdyby już mu się to udało… Drużyna ze Szczecina wciąż jeszcze nie „zaklikała”, ale takie zwycięstwo mogłoby ją zbudować. Arkadiusz Miłoszewski, podobnie jak Żan Tabak, jest trenerem, który wie jak budować mental drużyn przed najważniejszymi meczami.
Gdyby Kingowi udało się awansować do półfinału i wyrzucić z gry mistrza Polski, nagle… ta drużyna mogłaby móc wręcz wszystko. Talentu w zespole zebrano mnóstwo, Marcus Lee na pewno nie pokazał jeszcze pełni swoich możliwości, a dwójkowe akcje Novaka z Dziewą to groźna broń.
King pozostaje dla ciebie czwartym do brydża, jeśli wymieniamy drużyny, które mogą sięgnąć po złoto, czy kogoś wymieniłbyś wcześniej?
Nie, byłby to King.
Chyba możemy się zgodzić, że mistrzostwo Polski w wykonaniu każdej z czterech pozostałych drużyn startujących w playoff byłoby gigantyczną sensacją. Obecność której z nich w wielkim finale zaskoczyłaby cię najmniej?
Startu Lublin. Znów wracamy do tego, jak – moim zdaniem – w playoff istotne jest doświadczenie trenerów wyniesione z gry na tak wysokim poziomie. Wojciech Kamiński grywał już w finałach playoff z zespołami z Radomia i Warszawy. Dla mnie Start będzie faworytem ćwierćfinału z Czarnymi, to fajnie zbudowany zespół z ciekawą mieszanką amerykańskich graczy. Mogą być groźni.
Awans do półfinału jest w ich zasięgu, a później? W tym sezonie nie pracowałem w PLK, ale prowadząc drużynę rezerw Śląska w I lidze oglądałem wiele meczów ekstraklasy, nie tylko na żywo we Wrocławiu. Wyniki momentami szokowały, przyprawiały o ból głowy, więc — dlaczego playoff też miałyby nas nie zaskoczyć? Czekam na pierwsze mecze w środę z dużym zaciekawieniem.
Na występ którego koszykarza najmocniej?
Viktora Gaddesorsa! Upatrzyłem go sobie już na samym początku sezonu, jeszcze przed podjęciem pracy w Śląsku, gdy pisałem analizy dla SuperBasketu. Wiedziałem, że Szwed będzie świetny, ale swoją postawą przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Bardzo jestem ciekaw jak po znakomitym meczu we Wrocławiu wpadnie w starciu z Anwilem.