Strona główna » Sobota z PLK: Wilki zagryzły Dziki, ale nie będę miały gdzie… grać meczów w playoff
PLK

Sobota z PLK: Wilki zagryzły Dziki, ale nie będę miały gdzie… grać meczów w playoff

0 komentarzy
Dziki miały wszystko by wygrać w Szczecinie – kilkunastopunktową przewagę w drugiej kwarcie, a także aż 4 kilkanaście sekund przed końcem. “Szczwany wilk” Jovan Novak pokrzyżował jednak plany Krzysztofa Szablowskiego i w pojedynkę dał dogrywkę Kingowi, w której kolejnymi podaniami do kolegów z zespołu zapewnił Kingowi trzecią wygraną z rzędu i piętnastą w sezonie – 105:100.

Dziki bez Mateusza Szlachetki, ale z powracającym po kontuzji Janarim Joesaarem i z możliwością gry sześcioma obcokrajowcami rzuciły się do walki od samego początku meczu w Szczecinie, gdy King dopiero budził się do gry. Mateusz Bartosz przestawiał reprezentanta Polski Aleksandra Dziewę, a Denzel Andersson (15 punktów, 3/5 za 3, 8 zbiórek) zapoczątkował dwoma “trójkami” jeden ze swoich lepszych występów w sezonie.

Raz w tym sezonie Arkadiusz Miłoszewski – jak sam twierdzi – pytał swoich zawodników, czy chcą, aby wciąż był ich trenerem. Wówczas ci odpłacili mu się zwycięstwem w Ostrowie Wielkopolskim, odrabiając 24 punktów straty. Choć po pierwszej połowie w sobotę sytuacja szczecinian nie była tak zatrważająco zła, to 10 punktów na minusie i 49 straconych przed własną publicznością to nie były powody do dumy.

Do jakiej wymiany zdań doszło w szatni, nie wiemy. King wyszedł jednak na trzecią kwartę jak zupełnie inna drużyna niż ta sprzed przerwy i zaczynała dominować przyjezdnych na tyle, że w zaledwie pół kwarty odrobił całą stratę. Wszystko za sprawą serii 20:2, po której Dziki jednak zdołały się otrząsnąć i wrócić do spotkania – też serialem punktowym!

Skoro role się odwróciły, King odrobił 10 punktów straty i identyczną zaliczkę zyskał, to do dopełnienia scenariusza meczowego – obok już dokonanej dwucyfrowej przewagi Dzików – brakowało tylko ich powrotu. I stało się!

Odważne akcje Nikoli Radicevicia (15 punktów i 12 asyst) oraz Alijah Comithiera doprowadziły do wyrównania, a w końcowej fazie meczu to Dziki rozdawały karty. Gdy Radicević 14 sekund przed końcową syreną trafił dwa rzuty wolne, dając swojemu zespołowi 4 punkty zaliczki, wydawało się, że losy meczu są przesądzone. Tak by było pewnie w 98 albo i 99 przypadkach na 100. Tej soboty w Szczecinie mieliśmy wyjątek. Skryty, po cichu budujący solidne cyferki, rozdający ciasteczka swoim kolegom z drużyny, Jovan Novak został bohaterem gospodarzy. 

Najpierw oi samotnym rajdzie z kolanka trafił zza łuku, a następnie po kolejnych rzutach wolnych rozgrywającego Dzików, dokonał czegoś, czego najbardziej chciał uniknąć trener gości Krzysztof Szablowski. Co prawda wyraźnie wskazywał, aby faulować przy +3 dla swojej drużyny, ale serbski rozgrywający Kinga musiał to zauważyć i już przed przekroczeniem linii połowy rozpoczął dwutakt z myślą “hej, skoro mnie sfaulują to zarobię 3 rzuty wolne”. Denzel Andersson nieudolnie wykonał zadanie trenera, a zadowolony z siebie Novak z zimną krwią doprowadził do dogrywki.

King jako mistrz powrotów tego sezonu rozpoczął dogrywkę w “wicemistrzowski” sposób, notując serię 8 punktów z rzędu, a później ją tracąc po “trójkach m.in. Jarosława Mokrosa (15 punktów, 3/5 za 3) i Grzegorza Grochowskiego (6 punktów, 2/3 za 3). Ale Novak zakończył mecz po mistrzowsku, asystując po raz dwunasty w meczu przy punktach Aleksandra Dziewy, a chwile później dokładając rzut wolny. 

Co się odwlecze to nie uciecze. Serbowi w Lublinie zabrakło jednej zbiórki do triple-double, a tej soboty nawet jakby statystyk z uporem maniaka chciał odjąć cokolwiek z jego zdobyczy, wciąż mógłby poszczycić się pierwszym triple-double w PLK w tym sezonie – 16 punktów, 11 zbiórek i 12 asyst.

Takie występy w naszej lidze nie zdarzają się zbyt często. Dodając do tego dramaturgię spotkania i wyciągnięcie w pojedynkę zespołu z dna – czapki z głów! 

Na wydarzeniach boiskowych w sobotę w Szczecinie emocje się nie zakończyły. Na pomeczowej konferencji prasowej trener Kinga poinformował, że w przypadku zachowania przez jego zespół miejsce w Top4 i posiadania przewagi parkietu w I rundzie playoff wicemistrz Polski… najpewniej nie będzie mógł rozegrać dwóch pierwszych meczów we własnej hali. Netto Arena będzie w tym terminie zajęta na inną imprezę komercyjną…

– Chcemy zająć jak najwyższe miejsce przed playoff. Mamy jednak problem z naszą halą, bo ona w trakcie gdy planowane są pierwsze mecze rundy finałowej będzie zajęta. Mamy już informacje od PLK, że nie ma szans na przesunięcie terminu, więc może nam pozostać rozgrywanie domowych meczów playoff w Stargardzie lub Zielonej Górze – mówił trener Kinga.