Strona główna » Liga francuska, czyli przyszłość Jakuba Nizioła i ślady Gerarda Pique

Liga francuska, czyli przyszłość Jakuba Nizioła i ślady Gerarda Pique

0 komentarzy
Potwierdzony we wtorek przez beniaminka ProA podpis na kontrakcie Jakuba Nizioła spowodował, że zaczęliśmy bardziej uważnie spoglądać na francuską ekstraklasę. To chyba właściwy moment, by podsumować wszystkie – dla nas często specyficzne – obowiązujące w niej zasady,

– Budżety klubów i kontrakty zawodników są jawne. Może nie każdy… (jak jest Kowalski w wersji francuskiej?) ma do nich dostęp, ale osoby z branży czy nawet po prostu bardziej zainteresowani tematem kibice, są w stanie się do nich bez większego problemu dopchać.

https://twitter.com/SR_Rupella/status/1808169191062622628

– Wszystkie umowy zawodników i trenerów muszą być przeprowadzane we współpracy z miejscowym agentem. Tak też zapewne było w transakcji skrzydłowego Śląska Wrocław, którego na co dzień reprezentują Hubert Radke i Ingo Wolf. W sumie to ciekawe, co były koszykarz Anwilu, a także agent i absolwent prawa, myśli sobie o francuskich zasadach, które – jak słyszeliśmy – nie do końca wedle niektórych ekspertyz są zgodne z prawem UE. Ale też – jeszcze nikt na większą skalę nie próbował ich nigdy zakwestionować.

– Kontrakty koszykarzy są standaryzowane i każdy z nich musi być zawarty na zasadzie Umowy o Pracę. Jest to niewątpliwie bardzo szlachetne, ale też przekłada się na to, że efektownie wyglądające łączne budżety tamtejszych zespołów, prezentują się już mniej atrakcyjnie, gdy spojrzy się na same budżety na pensje graczy. Francuskie podatki potrafią dusić niczym wąż Boa i pewnie nie brakuje w tamtejszych klubach osób, którym marzą się polskie umowy z dominującym użyciem Praw do Wizerunku, z zasady znacznie niżej opodatkowane.

– Podobnie jak w Turcji, także we Francji chroni się miejscowych trenerów. Nie jest to jednak ujęte w konkretne ramy przepisów, bardziej odbywa się to na zasadzie współpracy związku trenerów (jakby on się tam oficjalnie nie nazywał) z francuską federacją. W minionym sezonie podobno był taki moment, po którym miejscowi trenerzy zasygnalizowali, że może już obcokrajowców na ławkach trenerskich jest zbyt wielu. Ciekawe, jak będzie w kolejnym?

– We Francji okienko transferowe obowiązuje do końca lutego, ale potem kluby mają jeszcze ograniczoną możliwość rejestrowania zawodników w przypadku kontuzji. Nie jest to chyba najbardziej szczelny system na świecie, gdyż powiedziano nam, że L4 takiemu zawodnikowi może wystawić nawet Lekarz Rodzinny (czy jak on się we Francji oficjalnie nazywa). Pamiętacie jak trzy lata temu Jamel Morris przeniósł się z Legii do Francji dopiero 27 kwietnia? Tego typu transfery są dozwolone bardzo późno.

– Na stronie federacji można znaleźć ogólnie dostępny plik .pdf z informacjami o wszystkich agentach działających na francuskim rynku i transakcjach przez nich przeprowadzonych. Nie jest to najbardziej pasjonująca lektura na świecie, ale czasami można znaleźć perełki. Jak na przykład ta widoczna poniżej, gdy na liście agentów nieaktywnych figuruje niejaki Gerard Pique (zakreślony na czarno)

– Zakładamy, że to ten sam, który kiedyś kosił trofea w Barcelonie i reprezentacji Hiszpanii, potem zdradził Szakirę, a na końcu zaczął niszczyć Puchar Davisa. Ciekawe, co mu chodziło po głowie w przypadku koszykówki? I czemu porzucił temat? Nasze francuskie źródła też tym znaleziskiem były zaskoczone. Poza oglądaniem spotkań na żywo, to Pique publicznie nigdy swoich koszykarskich planów nie deklarował.

– Co ciekawe, na liście agentów w stanie spoczynku widać również Stephane’a Risachera (zakreślony na czerwono) – kiedyś znakomitego zawodnika francuskiej reprezentacji, obecnie dumnego tatę Zachariego, pierwszego numeru tegorocznego draftu do NBA. Risacher Sr. był przed laty wiodącym francuskim agentem, prowadził m.in. karierę Nando de Colo czy Joffreya Lauvergne’a.

Kilka lat temu zrezygnował jednak z tej działalności.