Strona główna » Zza Szyby: Laksa u kożucha, cudowny luz Pluty
PLK

Zza Szyby: Laksa u kożucha, cudowny luz Pluty

0 komentarzy
Martins Laksa w koszulce GTK wygląda jak kolejna odsłona mema „jak oni się tam dostali?”. Arka złożona tylko z Polaków, ze świetnymi Andrzejem Plutą juniorem i Grzegorzem Kamińskm, zawstydziła Gliwickie Towarzystwo Koszykówki Streetballowej.

Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>

Grająca wyłącznie polskim składem Arka Gdynia w drugiej połowie przegrywała w Gliwicach już -18, ale potrafiła ten mecz szybko odwrócić i skończyć +11 (84:73). Ostatni fragment wygrany aż 49:20 – wręcz nie do pomyślenia, że drużyna, w której spore minuty grają 17- i 19-latkowie, była w stanie zrobić taki run w ekstraklasie.

Liderzy nie będą sami

Andrzej Pluta czuł się niezwykle swobodnie ze swoimi decyzjami rzutowymi, Grzegorz Kamiński z czystych pozycji prawie się nie mylił, a Przemysław Żołnierewicz nawet grając nieco na siłę zakręcił się bardzo blisko triple double (11+14+8). O graczach z pierwszej piątki Arki będzie nie raz jeszcze okazja coś napisać, ale obojętnie obok pierwszych kroków w PLK Maksymiliana Wilczka i Jakuba Szumerta przejść nie można.

Maks nie tylko z wyglądu przypomina starszego brata, ale i po boisku porusza się podobnie jak on. W tak dużej roli jak Dominik jeszcze występować nie będzie, ale nie zdziwię się, jeśli szybciej będzie piął się w swojej karierze. A Szumert? Zaimponował odwagą, pewnością siebie, atletyzmem – 5 punktów i 4 zbiórki w 15 minut, +11 z nim na parkiecie. Super debiut.

W drugiej kwarcie, po kolejnych niecelnych step backach Pluty, przebiegła mi po głowie myśl, czy aby na pewno lepsze dla rozwoju gracza jest branie tak wielu trudnych rzutów na siebie w słabej drużynie od solidnych minut w mocnej ekipie? Druga połowa tego spotkania zdawała się zaprzeczyć temu stwierdzeniu (wspomniany luz Pluty był cudowny), choć jak dłużej o tym myślę, to sądzę, że każdy przypadek jest inny. Jeden potrzebuje wielu rzutów by zbudować pewność siebie, drugi urośnie jako zawodnik pełniąc mniejszą rolę obok bardzo dobrych, doświadczonych graczy. Zobaczymy, jak będzie z postępami Andrzeja.

Laksa kwiatkiem do kożucha

No i po pochwałach czas na grilla. GTK, choć może bardziej GTKS, Gliwickie Towarzystwo Koszykówki Streetballowej, wypadło fatalnie. Zapaści w drugiej połowie nie rozumiał sam trener Paweł Turkiewicz, który nie wiedział, czemu zawodnicy nie rozumieją.

Nie rozumiał Kadre Gray, że będąc pierwszą jedynką wypada od czasu do czasu grę nieco poukładać (przydałoby się też grozić rzutem z dystansu). Nie rozumiał Terry Henderson, że w koszykówce trzeba się starać. Nie rozumiał Koby McEwen, że samemu raczej nie da się wygrać. Nie rozumiał Josh Price, że będąc podkoszowy trzeba czasem się „ubrudzić”, czyli powalczyć, pobić się pod koszem. No i w zamian zdecydował się ścigać z Mikołajem Witliński na najszybsze wyfaulowanie się w tym sezonie.

W tym całym streetballu, tym szarpanym baskecie, gdzie raz rzuca McEwen, a raz Price odpala rzut z półdychy, Martins Laksa wygląda jak kwiatek u kożucha. Łotysz w GTK po tym pierwszym spotkaniu idealnie pasuje do kolejnej odsłony „jak oni się tam dostali?”. Facetowi z ciekawym CV na końcu swojego prime (33 lat) przyszło grać poza pozycją i to w otoczeniu zawodników skupionych na sobie, niekoniecznie poważających rozsądną koszykówkę. 7/9 za 3 w 35 minut, piękny wynik, tak trochę na pocieszenie, choć powątpiewam w radość z gry Łotysza.

GTK skompromitowało się już w pierwszym meczu, z potencjalnie jedną z najsłabszych drużyn w lidze. A w następnych kolejkach, uwaga, jednym tchem, Śląsk, King, Anwil, Start, Zastal, Dziki, Czarni, Spójnia, Legia (1.12). Jaki bilans będzie w Gliwicach na 2 grudnia?

Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>