O pożegnaniu Trefla z pucharami piszemy z premedytacją, choć matematyczne szanse na awans sopocian wciąż istnieją. Warunki dalszej gry są jednak skrajnie nieprawdopodobne. O ile zwycięstwo Murcii w Rostocku jest realne, o tyle oprócz triumfu Hiszpanów w meczu z drużyną trenera Frasunkiewicza Trefl potrzebuje własnego zwycięstwa na Węgrzech… różnicą co najmniej 44 punktów. Jedyną matematyczną szansą polskiego zespołu jest zrównanie się punktami (z bilansem 2-4) z zespołami z Węgier i Niemiec i wyprzedzenie obu rywali w małej tabeli. Tu bilans małych punktów nie stoi po stronie klubu z Sopotu. Rostock Seawolves zamknęli już mecze przeciwko zainteresowanym z bilansem +20, Trefl ma 23 punkty na minusie, stąd wymóg aż tak wysokiej wygranej. Dość już tej fantastyki – każde zwycięstwo osłabionej kadrowo drużyny (kontuzje Kennego Goinsa i Raya Cowelsa w ostatnich tygodniach) będzie sporym sukcesem.
Większy ciężar gatunkowy środowy mecz niesie dla gospodarzy. Falco z bilansem 2-3 toczą korespondencyjny pojedynek z Rostockiem. Zespół Frasunkiewicza ma tu przewagę bezpośrednich pojedynków z Węgrami, ale również mocniejszego niż Trefl rywala w ostatniej kolejce. Jedynym optymistycznym scenariuszem dla Węgrów jest ich zwycięstwo z Treflem oraz jednoczesna wygrana Hiszpanów w Niemczech. W przeciwieństwie do optymistycznego dla Trefla scenariusza, kibice z Szombathely dosyć łatwo wyobrażą sobie zwycięstwa Falco i Murcii w ostatniej kolejce fazy top 16 FIBA Europe Cup.
Drużyna zadomowionego na Węgrzech serbskiego trenera Milosa Konakova przez większość sezonu grała dziesięcioosobową rotacją. Tak było też w połowie stycznia, kiedy Trefl i Falco spotkały się w pierwszym meczu w Sopocie (86:79 dla przyjezdnych). W środę spodziewać się możemy jednak uszczuplonej rotacji, bo kilka dni temu pożegnano byłego zawodnika polskich klubów Strahinję Jovanovicia (PG, 185/30). Następcy Serba w Szombathely jeszcze nie ma. Co ciekawe, węgierski klub w lakonicznym komunikacie wprost napisał, że Jovanović… grał słabiej niż oczekiwano. Średnie gracza ex-PLK (również Trefla) w lidze węgierskiej to 5 pkt. i 4 as. na mecz, a w pucharach 9 pkt. i 5 as. Przypomnijmy, że wcześniej z zespołem pożegnał się Szymon Wójcik (F/C, 208/28) – znalazł już zatrudnienie w bezpośrednim rywalu Falco do medali ligi węgierskiej – drużynie z Szolnoku, oraz Brytyjczyk Jubrile Belo-Soagie (C, 204/29). Podkoszowych zastąpili Amerykanin Marchelus Avery (PF, 203/27) i reprezentant Portoryko Arnaldo Toro Barea (C, 203/30).
Podstawową rotację w środę powinni więc tworzyć: Węgrzy Benedek Varadi (PG, 194/32), Zoltan Perl (G/F, 195/32), Andras Tanoh Dez (G, 190/24) i Brytyjczyk Patrick Whelan (G, 195/31) na obwodzie, oraz Serb Aleksa Novaković (F, 200/31), wspomniani Avery i Toro oraz Węgrzy Kristof Bognar (F/C, 205/33) i Akos Keller (C, 208/38) bliżej kosza. Varadi to oczywiście były gracz Trefla i mistrz Polski z 2024, Keller w sezonie 2021/22 był zawodnikiem Śląska Wrocław. Cała piątka lokalnych graczy to byli lub obecni reprezentanci kraju, ale w szesnastoosobowej kadrze powołanej przez trenera Gaspera Okorna na najbliższe mecze kwalifikacyjne przeciwko Francji znaleźli się tylko Perl i Tanoh Dez.
Właśnie Perl jest największą gwiazdą węgierskiej drużyny (i jedną z największych węgierskiej koszykówki w ogóle) – jego punktowe średnie w sezonie to 17 punktów w meczach pucharowych i prawie 19 w ligowych. Podkoszowych Trefla czeka również ciężka przeprawa na deskach, gdzie szaleje nowo pozyskany Toro Barea – śr. 13 pkt. i 12 zb. na mecz w lidze węgierskiej oraz odpowiednio 13 i 11 w meczach FIBA Europe Cup. Trzecim najlepszym strzelcem Falco w pucharach jest ex-mistrz Polski – Varadi (śr. 11 pkt. i 4 as. na mecz). Wydawało się, że więcej pożytku trener Konakov będzie miał z Avery’ego. Następca Szymona Wójcika w zespole zaczął grę w Falco z wysokiego „C” (w Sopocie rzucił 17 pkt.) ale jego kolejne występy były co najwyżej przeciętne.
Bez względu na wynik meczu w Szombathely trudno będzie jednoznacznie ocenić ten pucharowy sezon Trefla. Podopieczni trenera Larkasa wykonali plan minimum i wyszli z pierwszej grupy – niełatwej logistycznie, ale raczej mniej wymagającej pod względem sportowym niż choćby grupa Startu Lublin. W drugiej fazie grupowej sopocianie nie dostarczyli swoim fanom powodów do radości ani nawet umiarkowanego optymizmu – poza ostatnim zwycięstwem z Rostock Seawolves. Mimo to, zachowali matematyczne szanse awansu aż do ostatniej kolejki. Przed pożegnalnym meczem możemy się tylko zastanawiać: „co by było gdyby Trefl w Niemczech nie przegrał różnicą 25, a pięciu czy dziesięciu punktów”. Tylko tyle wystarczyłoby, aby warunki awansu przed meczem w Szombathely były bardziej realne.
Środowy mecz od godz. 18:30 pokaże w transmisji internetowej TVP Sport.