Jeśli ktoś po serii słabszych sparingów w wykonaniu Isaiaha Whiteheada nabrał w trakcie ostatnich tygodni wątpliwości czy lekko niespełniona nadzieja nowojorskiej koszykówki sprawdzi się na poziomie PLK – już po pierwszej połowie meczu z Legią w Radomiu mógł się ich znaczącej części pozbyć. Amerykanin nie jest jeszcze w topowej formie fizycznej, więc kibicom Śląska muszą towarzyszyć przyjemne myśli podczas zastanawiania się jak ich gwiazda będzie się prezentowała, gdy zrzuci ostatnie zbędne kilogramy. W sobotę w dwóch pierwszych kwartach Whitehead był właściwie bezbłędny.
17 punktów.
7/7 z gry, w tym 3/3 za trzy.
3 zbiórki, 3 asysty i 2 przechwyty.
To był kwadrans, którym potencjalny lider wrocławskiego klubu wysłał nie tylko Legii, ale także reszcie ligowych rywali sygnał ostrzegawczy.
Śląsk w pierwszej, naznaczonej dominacją Whiteheada, połowie stopniowo budował niewielką przewagę. Od początku sprawiał wrażenie drużyny bardziej fizycznej i znajdującej się na bardziej zaawansowanym etapie budowy. W drugiej połowie wrocławianie szybko powiększyli przewagę. W pewnym momencie wynosiła nawet 16 punktów.
Choć koszykarze z Warszawy pudłowali w sobotę na potęgę (22/65 z gry – 33 proc.), to Legia długo się nie poddawała. Kilka minut przed końcem zbliżyła się do rywali na pięć punktów (65:70). Później dwie kolejne akcje – wykorzystując przewagę fizyczną nad rywalami – wykończyli Marcel Ponitka oraz Kenen Blackshear, więc Śląsk ponownie uciekł. Warszawian stać było jednak na jeszcze jeden zryw – zbliżyli się na 70:74.
Wtedy jednak, po chwili chaosu na parkiecie z obu stron, sprawy w swoje ręce ponownie wziął Whitehead.
Game over.
Amerykanin zakończył mecz z 20 punktami (8/10 z gry). 12 zdobył dla Śląska Jeremy Senglin (5/10 z gry), a 11 dołożył Adrian Bogucki. Wspomniany wcześniej wszędobylski Blackshear oprócz 5 punktów miał też 11 zbiórek.
Dla Legii 16 punktów i 5 asyst zdobył Jawun Evans, a 13 punktów i 5 zbiórek miał Shawn Jones.
Niedzielne finałowe starcie Śląska z Kingiem zapowiada się znakomicie. Będzie to pierwszy oficjalny mecz przeciwko wrocławskiej drużynie Aleksandra Dziewy, który latem podpisał kontrakt w Szczecinie, odrzucając ofertę od swojego dawnego pracodawcy. Wiosną 2023 roku Śląsk, jeszcze z Dziewą w składzie, przegrał finał playoff z Kingiem 2:4.
W niedzielę Whitehead i spółka będą chcieli rozpocząć sezon 2024/25 od zdobycia Superpucharu Polski od… prawie ćwierć wieku. Po raz ostatni – i zaledwie drugi w historii – po to trofeum wrocławianie sięgnęli na początku sezonie 2000/2001.