Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>
Ukazują się dzisiaj „Polityka” w artykule „Obrotowy” maluje obraz systemu władzy i zależności, który został w polskiej koszykówce stworzony przez Radosława Piesiewicza i wokół niego. Związany z rządzącą partią, a przede wszystkim z wicepremierem Jackiem Sasinem, jednoczesny prezes PLK i PZKosz, załatwia umowy z państwowymi firmami, na których później – według Marcina Piątka – sam zarabia. Kluby i działacze zostali skutecznie od takich pieniędzy uzależnieni. Niepokornych udało się skutecznie zastraszyć.
PLK groziła likwidacja?
Jak w ogóle Piesiewicz trafił do koszykówki? Jego kandydaturę na prezesa Polskiego Związku Koszykówki miał wymyślić Grzegorz Bachański, który w 2018 roku nie mógł, po dwóch kadencjach w fotelu prezesa, startować ponownie.
– Bachański powiedział mi wprost, że zmienił się układ polityczny, a ja, jako człowiek kojarzony z otoczeniem Grzegorza Schetyny, tylko zaszkodzę. Piesiewicz był słaby merytorycznie, gdy na zjeździe wyborczym zacięła się prezentacja multimedialna, pogubił się kompletnie. Ale pokonał mnie zdecydowanie. Bachański zdołał przekonać delegatów, że liczą się przede wszystkim polityczne dojścia. Bachański został na tylnym siedzeniu i zajął się przede wszystkim konserwowaniem wpływów w środowisku oraz zapewnianiem poparcia – kluczowego dla rządów w polskiej koszykówce – środowiska byłych sędziów, z którego zresztą sam się wywodzi – opowiada „Polityce” Jacek Jakubowski, były prezes PLK, w 2018 roku kontrkandydat Piesiewicza.
– Przychodził w katastrofalnym momencie. Liga nie miała sponsora, całkiem realna była perspektywa likwidacji rozgrywek. Potrzebowaliśmy obrotnego, sprawnego organizatora, który załatwi koszykówce pieniądze – uzasadnia akurat taki wybór Janusz Jasiński, właściciel Zastalu.
„Polityka” pisze też o samych początkach kariery Radosława Piesiewicza – tajemniczej (ale lukratywnym) pracy w Urzędzie Miasta w Wołominie, badanych później przez służby pożyczkach dla ministra Sasina, czy krótkim epizodzie w związku siatkarskim, skąd szybko się go pozbyto.
Tygodnik przypomina też historię spółki „Dobra Nasza”, w której Piesiewicz miał być większościowym udziałowcem. W 2013 „Dobra Nasza” połączyła się z radomskim biurem podróży Alfa Star, którego współwłaścicielem był Sylwester Strzylak, działacz siatkarski. W sierpniu 2015 r. Alfa Star z hukiem upadła, pozostawiając na wakacjach za granicą ponad 1,6 tys. swoich klientów.
„Jeśli się nie podoba, to wyp…ć”
„Polityka” pisze o atmosferze panującej w polskiej koszykówce i stylu pracy prezesa. – Funkcjonuje według dewizy: będzie tak, jak postanowiłem, a jeśli się komuś nie podoba, to wyp…ć. – mówi o Piesiewiczu jeden z były pracowników koszykarskiej centrali.
– Trudny człowiek. Nie przyjmuje jakiejkolwiek krytyki. Jeśli przegrywa w walce na argumenty, zakrzyczy cię albo bezczelnie będzie wmawiał, że czarne jest białe. Jego metody zarządzania: uzależnić, obłaskawić, a w razie czego zastraszyć. Ludzie aktywnie działający w polskim baskecie nie chcą o nim mówić pod nazwiskiem, bo nawet jeśli nie są bezpośrednio uzależnieni finansowo od publicznych pieniędzy, to nie chcą zaszkodzić klubowi – dodaje inny działacz, cytowany przez „Politykę”.
Autor artykułu zwraca uwagę, że wraz z rosnącymi budżetami PZKosz i PLK, w ostatnich latach lawinowo rosną koszty tzw. usług obcych. Według Polityki, rocznie w PLK jest to 13,5 mln, a w PZKosz aż 22,5 mln. Pytany o to Janusz Jasiński, członek rady nadzorczej PLK, z rozbrajającą szczerością przyznaje, że nie wie, co się pod usługami obcymi w tym przypadku kryje. – Kto na tych usługach zarabia? Żaden delegat ani działacz nigdy o to zarządu oficjalnie nie zapytał. Bo nie chce się narazić. – dodaje przedstawiciel jednego z klubów.
PKOL? Jeszcze więcej pieniędzy
W odpowiedzi na pytania „Polityki”, Piesiewicz odmówił podania wysokości swoich zarobków oraz zainkasowanych do tej pory prowizji od umów sponsorskich i reklamowych. Tygodnik, na podstawie nieoficjalnych informacji, pisze o 70 tysiącach złotych podstawowej pensji miesięcznie. Liczonej bez pobieranych przez prezesa prowizji.
Marcin Piątek sugeruje, że podobny model funkcjonowania Piesiewicz będzie chciał wdrożyć w Polskim Komitecie Olimpijskim, którego prezesem najprawdopodobniej zostanie już 22 kwietnia. „Pomysł Piesiewicza na przejęcie władzy w PKOl jest do bólu prosty: obiecuje więcej pieniędzy dla związków sportowych. Dziś budżet PKOl. to ok. 30 mln, Piesiewicz najpierw zapowiadał, że przyniesie 200 mln, a ostatnio podbił stawkę do 300” – czytamy w artykule.
Tygodnik nie podał wielu szczegółów, choćby tych znanych, jak np. koszty sponsoringu Ligi Mistrzów FIBA ponoszone przez województwo lubelskie. Nie zostały też ujawnione poziomy prowizji i sumy inkasowane przez Radosława Piesiewicza przy okazji kontraktów podpisywanych ze spółkami skarbu państwa.
Całość artykułu „Polityki” na temat Radosława Piesiewicza znajdziesz TUTAJ >>
Oferta powitalna w Fortunie: 3x zakład Bez ryzyka na start – bez konieczności obrotu! >>