Obie drużyny dostały dwa dni wolnego po swoich pierwszych kwalifikacyjnych meczach. Zarówno Dziki, jak i VEF były faworytami pierwszych starć i ostatecznie wygrały je przekonująco – odpowiednio 116:99 z Opavą i 105:88 z azerskimi Lwami. W obu przypadkach pierwsza połowa nie układała się jednak po myśli faworytów. W czwartek dla jednych i drugich poprzeczka powędruje zdecydowanie w górę.
VEF to od lat eksportowa łotewska ekipa, która jednak w zeszłym sezonie przerwała mistrzowską passę trwającą od sezonu 2018/19 i zakończyła łotewskie play-offy dopiero na czwartym miejscu. Był to najsłabszy wynik tego klubu w rodzimej lidze od szesnastu sezonów i dopiero trzeci przypadek od wskrzeszenia klubu w 2007 roku, gdy VEF zabrakło w finale ligi. Prawo do gry w kwalifikacjach BCL klub ze stolicy Łotwy zachował po tym, gdy drużyna Rigas Zelli trafiła do EuroCup, Ventspils zrezygnował z pucharów, a klub z Valmiery (mistrz kraju) wybrał rywalizację w FIBA Europe Cup.
Zauważyć należy dysproporcję pomiędzy VEF i Dzikami w europejskim doświadczeniu obu klubów. Przedstawiciel PLK to debiutant w pucharach fibowskich. Koszykarze VEF grali w fazie grupowej Ligi Mistrzów nieprzerwanie przez siedem ostatnich lat. Dwukrotnie w tym czasie osiągnęli to, o czym od lat marzą polskie kluby, zapewniając sobie awans do drugiej fazy rozgrywek.
Przechodząc do składu Łotyszy –w poniedziałkowym meczu przeciwko Azerom z Lions ponad 180 z 200 minut do rozdysponowania w łotewskim zespole rozegrała siódemka, którą łatwo możemy podzielić na dwie grupy zawodników: trzech łotewskich weteranów, których jeszcze kilka miesięcy temu oglądaliśmy na polskich parkietach oraz czterech graczy zza oceanu.
Do tej pierwszej grupy należą oczywiście Aigars Skele (G, 193/34) – były gracz Czarnych Słupsk i Stali Ostrów Wlkp., Ojars Silins (PF, 201/33) – aktualny mistrz Polski, a wcześniej gracz ostrowskiej Stali oraz Mareks Mejeris (F/C, 207/35) – kolejny gracz związany do niedawna ze „Stalówką”. Tę trójkę łączy nie tylko gra w PLK i fakt, że do Polski trafiali przez Ostrów Wielkopolski, ale i to, że w nowej drużynie VEF są lokalnymi weteranami z bogatym CV i doświadczeniami w mocnych ligach w Europie, jak i w reprezentacji Łotwy. Warto wspomnieć, że dla Mejerisa i Skele obecny sezon to powroty do VEF. Podkoszowy spędził tu aż pięć sezonów, a obwodowy jeden pełny, nie licząc epizodu na początku kariery.
Pozostałą czwórkę spośród siedmiu graczy podstawowej rotacji stanowią koszykarze zza oceanu – trzech obwodowych i podkoszowy. Na pozycji 1 i 2 obok Skele zobaczymy Jordana Searsa (PG, 180/25) i Caleba Asberry’ego (G, 191/26), a na pozycji 3 debiutującego w Europie Panamczyka Luisa Rodrigueza (G/F, 198/27). Sears, po udanym sezonie w 2. lidze niemieckiej oraz Asberry – były gracz ligi brytyjskiej, czeskiej i cypryjskiej, mają doświadczenie w Europie, ale nie na najwyższym poziomie. Rodriguez grał dotąd jedynie w G League, na Dominikanie i w Brazylii. O podkoszowej sile drużyny z Rygi, obok Mejerisa, stanowić ma Amari Kelly (C, 206/27), ale i on nie imponuje doświadczeniem – po NCAA spędził w Europie dwa lata, na zapleczu ligi tureckiej i hiszpańskiej.
W poniedziałek błysnął przede wszystkim Sears – autor 38 punktów (7/15 za trzy), 5 zbiórek i 4 asyst. Spektakularny występ zaliczył też Rodriguez (21 pkt., 8/11 z gry, 9 zb.), a liderem łotewskiej części składu był Silins (13 pkt. w 22 min.). Cała łotewska ekipa trafiła znakomite 17/38 (45 proc.) rzutów za trzy.
Nie spodziewamy się, żeby którykolwiek zawodnik poza wymienioną siódemką graczy łotewskiej ekipy odegrał większą rolę w eliminacyjnym ćwierćfinale, ale z biegiem sezonu zespół z Rygi powinien być jeszcze mocniejszy, choćby za sprawą świetnie znanego we Wrocławiu rekonwalescenta Issufa Sanona (G, 194/27), którego powrotu na boisko Łotysze spodziewają się w listopadzie lub grudniu.
Trenerem VEF jest Łotysz Jevgenijs Kosuskins. 49-latek przez kilkanaście lat był asystentem trenerów (ostatnio Martinsa Gulbinsa, który poprzedni sezon przypłacił posadą), a w sezonie 2026/27 dostał szansę pracy na własne konto.
Podobnie jak poniedziałkowy mecz, także ćwierćfinał kwalifikacji Ligi Mistrzów kibice będą mogli obejrzeć na kanale YouTube FIBA.
Stawką jest awans do sobotniego półfinału kwalifikacji, w którym zwycięzca polsko-łotewskiej pary spotka się z wygranym meczu pomiędzy hiszpańskim Rio Breogan i brytyjskim Manchesterem – sensacyjnym pogromcą Wurzburga.