Strona główna » Nagła bezsenność we Włocławku! Uraz Łączyńskiego, Anwil rzucony na deski w Toruniu
PLK

Nagła bezsenność we Włocławku! Uraz Łączyńskiego, Anwil rzucony na deski w Toruniu

0 komentarzy
Nagły zwrot akcji w serii Twarde Pierniki – Anwil! Toruński zespół rozbił w trzecim meczu lidera sezonu zasadniczego PLK aż 105:82, a to nie koniec zmartwień dla Selcuka Ernaka. Włocławianie stracili w trzeciej kwarcie z powodu kontuzji Kamila Łączyńskiego, który opuścił parkiet z urazem pachwiny. Tymczasem jego zmiennik Luke Nelson, łagodnie mówiąc, formę nie imponował.

Jeśli ktoś z kibiców Anwilu ma wciąż nieprzepracowaną traumę po ubiegłorocznej serii playoff, która rozpoczęła się dla włocławian od prowadzenia 2:0 ze Spójnią, ale ostatecznie nie dała im awansu do półfinału – przed środowym starciem nr 4 w Toruniu mogą go czekać dwie gorzej przespane noce.

Zwycięzca sezonu zasadniczego PLK przegrał w środę w Toruniu bardzo wyraźnie i – co nie mniej ważne – w pełni zasłużenie.

– W poprzednich dwóch meczach nasza dobra gra w ataku wynikała także ze skutecznej defensywy. Dzisiaj jej zabrakło – przyznawał po meczu trener włocławian Selcuk Ernak.

Katami Anwilu zostali Barrett Benson (25 punktów, 4/7 za 3!) i Michael Ertel (także 25 punktów), ale cały zespół gospodarzy trafiał raz za razem, notując 15/31 z dystansu. Twarde Pierniki kompletnie rozmontowały defensywę Anwilu już w drugiej kwarcie, zdobywając aż 32 punkty. Po przerwie – gdy wszyscy właściwie spodziewali się szturmu gości, szczególnie ponad tysięczna grupa fanów z Włocławka – właściwie w pełni kontrolowali przebieg wydarzeń.

Porażka może sympatyków i sztab trenerski Anwilu martwić, lecz jeszcze najgorszą wiadomością dla lidera sezonu zasadniczego jest uraz Kamila Łączyńskiego. Kapitan włocławskiej drużyny doznał go w połowie trzeciej kwarty. 36-latek jeszcze raz w tym sezonie był jednym z najlepszych graczy zespołu – oprócz 4 punktów zaliczył też 7 asyst i tylko jedną stratę.

Luke Nelson dużo gorzej organizował grę zespołu. Brytyjczyk miał wprawdzie 6 asyst, ale popełnił też aż 8 strat – czyli czterokrotnie więcej niż cały zespół Anwilu w nieco absurdalnym pod tym względem pierwszym meczu we Włocławku. W Toruniu podopieczni Ernaka mieli aż 17 strat.

– Nie było tak, że zlekceważyliśmy rywala. Wiedzieliśmy, że ekipa z Torunia ma wielu świetnych koszykarzy w grze izolacyjnej. Oni właściwie do zdobywania wielu punktów nie potrzebują szczególnie wymyślnego systemu gry – mówił Ernak, który nie ukrywał, że wobec kontuzji Łączyńskiego w kolejnym meczu może wystawić do gry PJ Pipesa. – Będziemy rozważać taką ewentualność. Kamil na pewno jutro przejdzie szczegółowe badania. Dopiero one wykażą jak poważny jest jego uraz. To jeden z naszych naturalnych liderów. Na pewno nam dzisiaj go dzisiaj także brakowało w drugiej części meczu – przyznawał turecki trener Anwilu.

Dla włocławian najwięcej punktów zdobył Luke Petrasek – 17.

– Nie ma mowy o lekceważeniu rywala, nic takiego nie miało miejsca. Ja zawsze przygotowuję się do meczu w ten sam sposób – zapewniał Amerykanin z polskim paszportem.

Co ciekawe – niewykluczone, że polskie obywatelstwo uzyska niebawem… Benson.

– Nie wiem jeszcze kiedy mogę zostać Polakiem, ale na pewno latem ze swoją polską narzeczoną bierzemy ślub. Kocham Polskę, to tu jest mój drugi dom – mówił po meczu jeden z jego bohaterów.

Trzecie starcie tej serii w środę ponownie w Toruniu – początek o godz. 17.30.

Zanim do niego dojdzie nawet tych pewniejszych siebie kibiców Anwilu czeka jednak pewnie przynajmniej jedna mniej komfortowa noc – w oczekiwaniu na wieści na temat stanu zdrowia Łączyńskiego. Gdyby uraz polskiego weterana okazał się poważny, mógłby on poważnie utrudnić klubowi z Włocławka drogę do upragnionego mistrzostwa. Nelson nie sprawiał w poniedziałek wrażenia rozgrywającego gotowego do gry w meczach o najwyższą stawkę.