O trenerze Belgów
Z tego co wiem, nieco złagodniał. Za moich czasów, gdy grałem w prowadzonej przez niego Ostendzie, prezentował typowo bałkańską szkołę. Było dużo krzyczenia, ale nauczył mnie też pokory. To była szkoła życia. Jestem mu wdzięczny. Mając 20 lat, grałem na poziomie EuroCup po 20 minut w zagranicznym klubie. Potem wykorzystałem te doświadczenia także w Polsce, gry wróciłem i występowałem w Zastalu Zielona Góra. Dużo mu zawdzięczam.
O Jordanie Loydzie
Znam się z nim od czasów wspólnej gry w Zenicie, od razu złapaliśmy wspólny język, mieliśmy tam też świetnego trenera, który świetnie nas ustawiał i robił z nas najlepsze boiskowe wersje samych siebie.
Jako kapitan tamtego zespołu, budowałem atmosferę, organizowałem wiele wypadów rodzinnych. To samo robimy tutaj. To zaufanie jest bardzo ważne dla wyniku na parkiecie. Jeśli ja nie znam kogoś, nie wiem co się z nim dzieje, co u niego słychać, to ciężko mi go zrozumieć także jako zawodnika.
Z Jordanem od 5 lat utrzymywaliśmy kontakt. Mijaliśmy się w Eurolidze, jedliśmy wspólne posiłki, byłem otwarty na to, by pomóc i zachęcić go do gry dla Polski i to się udało. Znając go, wiedziałem, że będzie pasował. Jako dziennikarze też pewnie zauważyliście, że to otwarty żartowniś. Mamy w zespole grupę chłopaków z fajnymi charakterami, którzy chcą pomagać drużynie.
Wszyscy wiemy, jaką jakość sportową prezentuje Jordan. Wszyscy wykonaliśmy dobrą pracę, żeby się w naszej kadrze odnalazł. Teraz wszyscy musimy zadbać, żeby grał dla nas dłużej. On jest pod wielkim wrażeniem naszych kibiców, ale my wszyscy – koszykarze, dziennikarze, federacja – musimy się też zjednoczyć, by przekonać Jordana, aby grał z nami częściej.
Kiedy dotarł do nas z rodziną i córeczką zaśmiałem się, mówiąc mu „witam polską rodzinę”. Jego ojciec mówił dużo komplementów. Chce zwiedzać nasz kraj.
Koszykarska jakość Jordana jest pomocna w ważnych meczach, ale on może w przyszłości także uczyć zawodników, którzy będą uczestniczyć w zgrupowaniach reprezentacji. Potrafi podejść do młodszego zawodnika i pokazać wiele małych rzeczy. To są cenne rzeczy. Sam pamiętam moje pierwsze obozy kadry i to, ile pokazywał mi Thomas Kelati. Jak się zachowywać na zasłonie o inne małe tricki, których mnie wtedy nauczył, wykorzystuję przez całą karierę. To zawsze kwestia mentalności młodych chłopaków – czy chcą z tej wiedzy korzystać.
O wieku jako atucie
Na takich turniejach doświadczenie jest cenne, to pokazują mecze, które przepychamy, wygrywając nawet wtedy, gdy jest ciężko. Zaccharie Risacher i Bilal Coulibaly też muszą się jeszcze uczyć tej eurobasketowej koszykówki. We wtorek mieli problem z faulami, ze skutecznością, nie zrobili nam krzywdy, która pewnie by się wydarzyła w NBA. Yabusele ze swoim większym europejskim doświadczeniem odpalił.
O Kamilu Łączyńskim
Podczas MŚ w Chinach u schyłku kariery był to „Koszar”. Potem w trakcie EuroBasketu 2022 pomagał nam Aaron Cel, teraz „Łączka”. Wszyscy w rolach weterana byli bardzo przydatni w newralgicznych momentach. Młodzi potrafią się zagotować, szczególnie ci, którzy grają w PLK. Łączka grał w wielu meczach na różnych szczeblach. Okoliczności turnieju zmuszają do tego, żeby był nie tylko facetem od trzymania szatni, ale i od koszykówki. Chyba Kamil robi więcej, niż trener oczekiwał.
Jeżeli chodzi o zdrowie Kamila, wszyscy dookoła robią wszystko co możliwe, byśmy byli w komplecie gotowi na kolejne mecze. Mamy fantastyczny sztab, który pomaga nam się regenerować.
O walce o zbiórki z Francją
Myślę, że gdybyśmy te 23 zbiórki ofensywne rywali ograniczyli do 15 i trafili 4 z 8 przestrzelonych wolnych, wygralibyśmy ten mecz. 3 lata temu nie mieliśmy fizycznie nic do powiedzenia w starciu z Francją, we wtorek biliśmy się z nią jak równy z równym. Mentalnie przygotowaliśmy się świetnie. Kibice swoim dopingiem nieśli nas tak, jak w całym turnieju. Zagraliśmy naprawdę dobry mecz. Francuzi wykorzystali nasze deficyty, ale patrząc całościowo myślę, że możemy być zadowoleni i pełni nadziei przed starciem z Belgią.
Wiemy, że grając z zawodnikami z NBA i Euroligi fizyczność jest najważniejsza. Koszykówka jest dynamiczna, szybka, już nie można klepać i czekać, aż jakiś Sabonis przetruchta na drugą stronę boiska i rzucić mu lotkę. Kiedy my zaczynamy się bić, kibice widzą walkę przy naszych mniejszych umiejętnościach. Nie pozwalamy się ośmieszać i robić z nas amatorów, a później wszyscy wspólnymi siłami wchodzimy na wyższy poziom.
O planie na mecz z Francją
Fizyczność od początku. Było między nami kilka spięć. Chcieliśmy ukryć nasze czwórki – to nam nie wyszło. Yabusele nas ukarał. Całkiem OK zatrzymaliśmy ich tranzycję. Ograniczenie rozgrywających, czyli Maledona i Francisco się nam udało.
Coś musieliśmy zaryzykować. W każdym meczu coś trzeba. Zbiórka była naszą bolączką, ale przy ich fizyczności nie jest łatwo się bić, szczególnie wobec wąskiej rotacji przez 40 minut. Gdyby wpadały nam wolne i było mniej strat… Nie wszyscy w naszej reprezentacji są przyzwyczajeni do presji takiego rywala. Sam też chciałbym lepiej trafiać wolne.
O wydarzeniach w innych grupach
Oglądam wszystkie, bo interesuję się koszykówką. Co ma być w grupie C, to będzie. Jeśli mamy walczyć o większe cele, musimy pokonywać wielkie reprezentacje – jak w 2022 roku Słowenię w Berlinie. Czy trafimy na nie prędzej czy później – to już w rękach koszykarskich Bogów.
Jestem bardzo zadowolony z pracy wykonanej przez ostatnie 3 lata. Nie mieliśmy presji, żeby awansować na ten turniej, więc mogliśmy ćwiczyć koszykówkę i kształtować mindset, które dzisiaj działają.
O kibicach i Spodku
Liczymy na to, że w Rydze też pojawią się nasi kibice. Na pewno Spodek jest pięknym i wyjątkowym miejscem do rozgrywania meczów, również koszykarskich. Cieszę się, że tego doświadczyłem.